Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 91
samowity sposób zadowolony, że go widzi. Twarz miał bladą i wychudłą, mówił słabym głosem.
— Proszę wziąć pióro i inkaust — rzekł.
Oba te przybory jak również papier były przygotowane.
— Nie chciał mówić, póki pan nie przybędzie — szepnął Toole, który zdawał się być bardziej podniecony niż zazwyczaj, a czując się nieco poniżony, zadowolony był, że może wtrącić słowo.
— Proszę nie pozwalać mu mówić zbyt długo, pięć minut, nie więcej — dodał doktor Dillon — i niech mu pan poda teraz jeszcze jedną łyżkę rosołu. A gdzież jest pan Dangerfield?
— Czy pan naprawdę chciał powiedzieć, sir, że on przyrzekł panu jako wynagrodzenie p i ę ć... ee? — spytał Toole, który nie mógł powstrzymać swej gniewnej ciekawości.
— Pięćset gwinei... cha, cha, cha! Do pioruna, sir, można się za to zabawić!
— To hojna zapłata i obiecał ją wspaniały, powszechnie znany człowiek. Wszyscy jesteśmy jego dłużnikami za to, co uczynił. I pańskimi, sir, także. Słyszałem, sir, że z niego ranny ptaszek, więc nie ujrzy go pan już dzisiejszej nocy, cokolwiek jednak przyrzekł, będzie spełnione, może pan polegać na jego słowie.
— Jeśli pójdzie pan do niego o dziewiątej rano, doktorze Dillon, zastanie go pan przy biurku nad listami w saloniku, gdzie spożywa śniadanie — rzekł Toole, który pojąwszy, że praca dokonana tej nocy może przynieść ogromny rozgłos tej nieokrzesanej, cieszącej się dotąd złą sławą znakomitości, odnosił się doń teraz — mimo iż w dużej mierze dotknięty był do żywego i zaskoczony ogromną kwotą jego wynagrodzenia — o wiele uprzejmiej niż początkowo.
— Krótki rachunek, wie an — odezwał się Dillon, zamykając na kluczyk wieko walizeczki z instrumentami chirurgicznymi — lecz być może najlepiej będzie, jak pan powiada, spotkać się z nim rano. Ci bogacze są często przewrażliwieni, cha, cha! Jeszcze słówko do pana, doktorze Toole — i odciągnąwszy swego kolegę w kąt pokoju przy drzwiach, począł szeptać mu do ucha, śmiejąc sil przy tym z zakłopotaniem, a Toole, bardzo czerwony i poważny, pożyczył mu, choć pełen obaw, dwie gwinee.