Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 89
czyno, poproś o chwilę osobistej rozmowy z tym gentlemanem i przynieś odpowiedź z jego własnych ust.
Toole oderwał pustą ostatnią kartkę z jakiegoś listu i skreślił na niej te oto słowa:

”Szanowny Panie,
Doktor Sturk został pomyślnie zoperowany przeze mnie i innego gentlemana, a ponieważ odzyskał zarówno mowę, jak pamięć, pragnie koniecznie, choć jest jeszcze bardzo słaby, ujrzeć pana i złożyć przed panem jako sędzią pokoju ważne zeznanie.
Pozostaję panu wielce oddanym i uniżonym sługą,
Thomas Toole”
 
Toole przystawił na liście wielką pieczęć ze swym herbem, a gdy list był gotów, wręczył go służącej Katty; w okrytej kapturkiem główce Katty roiło się od wszelkiego rodzaju domysłów i okropnych obrazów, więc z duszą przepełnioną ciekawością pośpieszyła ulicą wzdłuż dublińskiego traktu ku furtce ”Królewskiego Domu”.
Tu i ówdzie migotało światło padające zza nie domkniętej okiennicy, a czasem nocną ciszę ożywiały dźwięki klawikordu, śmiech lub strzępki rozmów dobiegające słabo z uchylonych okien. Drzwi sieni gościnnego domostwa, ku któremu zmierzała, 'były otwarte, a strumień czerwonego blasku świec padał na kłęby siwego konia, siodło i pochwy pistoletów; siwek ów oczekiwał wychodzącego właśnie pana Lowe'a, który na progu potrząsał ręką gościnnego pułkownika.
Katty zdążyła w ostatniej chwili; gentleman w butach do konnej jazdy i w płaszczu z peleryną cofnął się zatem do sieni ku światłu i złamawszy pieczęć przebiegł wyraźnym chłodnym spojrzeniem słowa skreślone przez Toole'a, po czym wsunął list do kieszeni surduta. Po raz wtóry pożegnany błogosławieństwem spitego lokaja — dał mu bowiem pół korony — pan Lowe dosiadł swego siwego wierzchowca i odjechał szybkim kłusem, a za nim podążył jego lokaj. W niecałe trzy minuty znalazł się u drzwi domu doktora Sturka.
Golibroda Moore, functus officio siedział właśnie w sie-