Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 83
pojmujesz... nie zapominam tego, co obiecałem... będziesz pod każdym względem szczęśliwym człowiekiem po spełnieniu swego obowiązku; a tu masz pół korony do wydania w domu ”Pod Łososiem”.
Irons westchnął jedynie i rzekł:
— To wszystko, sir. Nie mógłbym zaznać spokoju, póki bym tego nie rzekł.
— Będę cię oczekiwał o ósmej. Dobranoc, Irons.
Dangerfield z rękoma w kieszeniach spoglądał za oddalającym się Ironsem. Oblicze jego stało się posępne, gdy zwrócił poważne wejrzenie ku Dublinowi. Nie był tak uspokojony, jak winien być.
Tymczasem Czarny Dillon na prośbę pani Sturk dumnym krokiem wszedł na górę i zbliżył się do łoża swego pacjenta.
— Czy nie byłoby dobrze, gdybym natychmiast posłała po pana Dangerfielda? — spytała pani Sturk.
— Nie ma potrzeby, proszę pani — odparł znakomity, lecz nieco podpity ”konował”, spluwając na podłogę — póki nie postanowią, czy będę dziś operował. Co jest w tym dzbanku, proszę pani? Rosół z kurczaka? Świetnie. Proszę dać mu łyżkę. Widzi pani... przełyka z łatwością — co mówiąc Czarny Dillon uniósł powieki Sturka z brutalnością, która przeraziła pełną czci i miłości panią Sturk, i zbadał wywrócone źrenice.
— Widzi pani, to oko zezuje, madame, jest ucisk na mózg.
W miarę jak badał pacjenta, zrobił jej z przyzwyczajenia wykład na temat tego przypadku, podobnie jak wykładał studentom w szpitalu.
— Nie ma konwulsji, proszę pani?
— Och, nie, sir, dzięki Bogu nic takiego, śpi całkiem spokojnie, sir, tak jak teraz.
— Śpi, istotnie... to nie jest sen, proszę pani. Buuh — buuh! Krzycząc mu w ten sposób prosto w twarz, z pewnością bym go zbudził, gdyby to był sen. Teraz uniesiemy go nieco... dobrze, w porządku... ostrożnie. Zdaje się, że leżał na wznak, gdy znaleziono go w parku, proszę pani... tak mówi pan Dangerfield... tak? No, proszę zsunąć mu czepek... do tyłu... do tyłu, głupia kobieto! Wystarczy. Kto opatrzył mu głowę, proszę pani?