Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 82
Devereux dotknął ręką kołnierza Puddocka z szyderczym, lecz zarazem wzruszonym śmiechem. Opanował się jednak i diaboliczna posępność znikła z jego oblicza. Odzyskawszy zwykły wygląd, wsunął milcząco zimną dłoń w rękę Puddocka; stali tak przez chwilę na progu domu, wzbudzając podziw pani Irons, którą zwabił do okna podniesiony głos Devereux.
— Puddock, wydaje mi się, że nie czuję się dobrze i niezbyt dobrze wiem, co mówiłem przed chwilą. Przepraszam cię. Byłeś zawsze bardzo dobry dla mnie, Puddock. Wierzę... wierzę, że jesteś jedynym przyjacielem, jakiego posiadam i... Puddock, nie opuszczaj mnie.
Udali się więc razem na górę, a pani Irons na podstawie tego, co podsłuchała, uważała się za rozgrzeszoną opowiadając:
— Kapitan Devereux chciał się utopić w  Liffey i zrobiłby to, gdyby nie porucznik Puddock.
Tak oto plotka obiegła całe gadatliwe miasteczko Chapelizod.
Gdy pan Dangerfield szybkim krokiem posuwał się cichą drogą ku Spiżowemu Zaimkowi, mała furtka jego obecnie bezlistnego ogrodu znalazła się w zasięgu jego wzroku i ujrzał ciemną postać oczekującą go w cieniu zarośli. Był to pan Irons, który zbliżył się nie odzywając słowem i uchylił kapelusza z szacunkiem lub może z pogardą, po czym stanął, by Dangerfield mógł go rozpoznać.
— Hej! Irons? — rzekł pan Dangerfield.
— Do usług, sir.
— No dobrze, a cóż powie jego czcigodność? — spytał żartobliwie gentleman.
— Chciałem, powiedzieć wielmożnemu panu, że to nie sprawi mi żadnej różnicy i że uczynię to.
— Oczywiście, masz słuszność. To nie ma żadnego znaczenia. Będzie wisiał, cokolwiek byś uczynił. I powiem ci, że powinien; jest to jedynie słuszne, byś rzekł prawdę, ty także... w ten sposób bezpieczeństwo będzie podwójnie zapewnione.
— Jutro o ósmej rano będę panu towarzyszył, sir — powiedział Irons z drżeniem.
— Dobrze! Spiszę twe zeznanie i pojedziemy do pana Lowe, do Lucan, gdzie złożysz przed nim przysięgę. I, jak