Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 80
— Mój drogi Devereux, powtarzam, nie wolno ci mówić w tak gwałtowny sposób. Mówisz... mówisz jak człowiek skończony!
— I to ja, tak wolny od trosk!
— No cóż, z pewnością, Dicku, przeżyłeś parę zmartwień i rozczarowań i, być może, popełniałeś szaleństwa, lecz, do diabła, jesteś młody; nie można zdobyć doświadczenia — w każdym razie ja się o tym przekonałem — nie płacąc za nie. Może na razie ci się to nie podobać, lecz warto za nie zapłacić. Twe troski i niepowodzenia, drogi Ryszardzie, zrównoważą cię.
— Zrównoważą! — powtórzył Devereux jak człowiek, który myślami jest bardzo daleko.
— Ach, Dicku, szumiałeś za młodu!
— Mój drogi, mały Puddocku — przemówił nagle kapitan i schwycił go za rękę, a usta mu drgnęły w sarkastycznym uśmiechu; patrzył nań niemal z pogardą, lecz wzrok jego i głos złagodniały na widok nieświadomej dobroduszności tego prawego małego gentlemana — Puddock, Puddock, czyż nigdy cię to nie uderzyło, mój chłopcze, że Hamlet nie usiłuje powiedzieć ani jednego słowa otuchy opuszczonemu, staremu Duńczykowi? Czuł, że nic to nie pomoże. Każdy, kto jest coś wart, zna najlepiej swój własny przypadek, a ja znam tajemnice własnego więzienia. Wyszumiałem się! Siałem chwasty — jak się to mówi. Z pewnością tak było, Puddocku, mój chłopcze, a na nowej karcie mego życia, którą odwróciłem, napisano, że pocznę zbierać plony z tych chwastów. I będą rosły, mój chłopcze, póty, póki rośnie trawa. Makbet ma sztylet, jak wiesz, a ja mam sierp — z rękojeścią zwróconą ku mej dłoni — którego nie możesz dojrzeć; w pocie czoła muszę ścinać i gromadzić mój plon. Skoro posiałem chwasty, muszę je zemleć i upiec z nich czarny, gorzki chleb mego przeklętego losu. Nie mów głupstw, mały Puddocku. Czyż to nie Gay napisał Operę żebraczą. Tak! Czemu nie zagrasz Macheatha? Gay! Tak... miły człowiek, a jego poematy także. Pisze on... czyż nie pamiętasz... pisze on:
Nadchodzą myśli po skończonej uczcie — Straszliwe myśli, uśmiech znika z twarzy.
— I to ja, tak wolny od trosk!
— No cóż, z pewnością, Dicku, przeżyłeś parę zmartwień i rozczarowań i, być może, popełniałeś szaleństwa, lecz, do diabła, jesteś młody; nie można zdobyć doświadczenia — w każdym razie ja się o tym przekonałem — nie płacąc za nie. Może na razie ci się to nie podobać, lecz warto za nie zapłacić. Twe troski i niepowodzenia, drogi Ryszardzie, zrównoważą cię.
— Zrównoważą! — powtórzył Devereux jak człowiek, który myślami jest bardzo daleko.
— Ach, Dicku, szumiałeś za młodu!
— Mój drogi, mały Puddocku — przemówił nagle kapitan i schwycił go za rękę, a usta mu drgnęły w sarkastycznym uśmiechu; patrzył nań niemal z pogardą, lecz wzrok jego i głos złagodniały na widok nieświadomej dobroduszności tego prawego małego gentlemana — Puddock, Puddock, czyż nigdy cię to nie uderzyło, mój chłopcze, że Hamlet nie usiłuje powiedzieć ani jednego słowa otuchy opuszczonemu, staremu Duńczykowi? Czuł, że nic to nie pomoże. Każdy, kto jest coś wart, zna najlepiej swój własny przypadek, a ja znam tajemnice własnego więzienia. Wyszumiałem się! Siałem chwasty — jak się to mówi. Z pewnością tak było, Puddocku, mój chłopcze, a na nowej karcie mego życia, którą odwróciłem, napisano, że pocznę zbierać plony z tych chwastów. I będą rosły, mój chłopcze, póty, póki rośnie trawa. Makbet ma sztylet, jak wiesz, a ja mam sierp — z rękojeścią zwróconą ku mej dłoni — którego nie możesz dojrzeć; w pocie czoła muszę ścinać i gromadzić mój plon. Skoro posiałem chwasty, muszę je zemleć i upiec z nich czarny, gorzki chleb mego przeklętego losu. Nie mów głupstw, mały Puddocku. Czyż to nie Gay napisał Operę żebraczą. Tak! Czemu nie zagrasz Macheatha? Gay! Tak... miły człowiek, a jego poematy także. Pisze on... czyż nie pamiętasz... pisze on:
Nadchodzą myśli po skończonej uczcie — Straszliwe myśli, uśmiech znika z twarzy.
www.belloeforte.pl