Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 8
ROZDZIAŁ LXXV
JAK PEWIEN GENTLEMAN ZŁOŻYŁ WIZYTĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I PRZECZYTAŁ TAM USTĘP W STAREJ GAZECIE
Po wczesnym śniadaniu Dangerfield siedział jak zwykle przy biurku i pisał listy, podczas gdy starannie porozdzielane rachunki leżały obok. Przyjemne zimne promienie słoneczne wpadały migocąc przez bezlistne krzaki i rzucały blask na pomarszczone drobne fale Liffey, a gile i wróble dziobały okruszyny, które gospodyni rozsypała dla nich na zewnątrz. Właśnie pan Dangerfield zapieczętował ostatni z półtuzina listów, gdy służąca otworzyła drzwi salonu i oznajmiła, że przyszedł jakiś gentleman, który pragnie go widzieć.
Dangerfield rzucił jej krótkie spojrzenie:
— Ach... oczywiście. Proszę go wprowadzić.
Po paru chwilach pan Mervyn, bledszy jeszcze i smutniejszy niż zwykle, wszedł do pokoju. Skłonił się nisko i poważnie, gdy służąca go zapowiedziała.
Dangerfield wstał z uśmiechem odwzajemniając ukłon a podszedł do gościa z wyciągniętą dłonią, którą ów uścisnął bynajmniej nie serdecznie, a jedynie po to, by zadośćuczynić wymogom grzeczności.
— Cieszę się, że pana widzę, panie Mervyn... proszę usiąść... piękny dziś poranek na przechadzkę wzdłuż rzeki, sir.
— Pozwoliłem sobie odwiedzić pana, panie Dangerfield...
— Pańskie odwiedziny poczytuję sobie za zaszczyt — wtrącił pan na Spiżowym Zamku.
Mervyn złożył krótki, ceremonialny ukłon i mówił dalej:
— W celu przedstawienia panu bezpośrednio i otwarcie mej prośby o rzucenie pewnego światła na sprawę, która, jak mi doniesiono, jest w najwyższym stopniu poważna.
— Jestem do pańskich usług, panie Mervyn — powiedział Dangerfield krzyżując nogi, opierając się w fotelu i sadowiąc wygodnie, by skupić uwagę.
Mervyn utkwił surowy wzrok ciemnych oczu w bladej
JAK PEWIEN GENTLEMAN ZŁOŻYŁ WIZYTĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I PRZECZYTAŁ TAM USTĘP W STAREJ GAZECIE
Po wczesnym śniadaniu Dangerfield siedział jak zwykle przy biurku i pisał listy, podczas gdy starannie porozdzielane rachunki leżały obok. Przyjemne zimne promienie słoneczne wpadały migocąc przez bezlistne krzaki i rzucały blask na pomarszczone drobne fale Liffey, a gile i wróble dziobały okruszyny, które gospodyni rozsypała dla nich na zewnątrz. Właśnie pan Dangerfield zapieczętował ostatni z półtuzina listów, gdy służąca otworzyła drzwi salonu i oznajmiła, że przyszedł jakiś gentleman, który pragnie go widzieć.
Dangerfield rzucił jej krótkie spojrzenie:
— Ach... oczywiście. Proszę go wprowadzić.
Po paru chwilach pan Mervyn, bledszy jeszcze i smutniejszy niż zwykle, wszedł do pokoju. Skłonił się nisko i poważnie, gdy służąca go zapowiedziała.
Dangerfield wstał z uśmiechem odwzajemniając ukłon a podszedł do gościa z wyciągniętą dłonią, którą ów uścisnął bynajmniej nie serdecznie, a jedynie po to, by zadośćuczynić wymogom grzeczności.
— Cieszę się, że pana widzę, panie Mervyn... proszę usiąść... piękny dziś poranek na przechadzkę wzdłuż rzeki, sir.
— Pozwoliłem sobie odwiedzić pana, panie Dangerfield...
— Pańskie odwiedziny poczytuję sobie za zaszczyt — wtrącił pan na Spiżowym Zamku.
Mervyn złożył krótki, ceremonialny ukłon i mówił dalej:
— W celu przedstawienia panu bezpośrednio i otwarcie mej prośby o rzucenie pewnego światła na sprawę, która, jak mi doniesiono, jest w najwyższym stopniu poważna.
— Jestem do pańskich usług, panie Mervyn — powiedział Dangerfield krzyżując nogi, opierając się w fotelu i sadowiąc wygodnie, by skupić uwagę.
Mervyn utkwił surowy wzrok ciemnych oczu w bladej
www.belloeforte.pl