Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 75
było doktorem Sturkiem, później na drzwi. Chwilę stał bez ruchu.
— Cóż to jest? — wymamrotał ostro i nasłuchiwał kilka sekund.
To tylko któreś z dzieci płakało w dziecinnym pokoju. Głos ucichł.
Jednym długim, cichym susem znalazł się przy starym mahoniowym stole o rozchwianych nogach, na którym stała muszla z kawałkiem okrągłego mydła, miednica i dzban wody. Znów chwilę nasłuchiwał, po czym zanurzył złożoną chusteczkę w wodzie i spokojnie ją wycisnął; stanął blady i lśniący przy łóku Sturka.
Ludzie stąpali bezgłośnie w tym domu; nie minęła minuta, gdy drzwi cicho otworzyły się i jasnowłosa Magnolia Macnamara wsunęła swą zarumienioną twarzyczkę o jasnym spojrzeniu, szepcząc:
— Czy pani tu jest, droga pani Sturk?
Pan Dangerfield stojący po drugiej stronie łóżka, z błyszczącymi okularami i śnieżnobiałą głową, wyprostował się i spojrzał w jej oczy jak unoszący się nad ścierwem biały, drapieżny ptak, któremu niespodzianie przeszkodzono.
Wydała lekki okrzyk i zbladła nagle, gdyż nie poznała złowieszczego widma, które połyskiwało ku niej ponad leżącym Sturkiem.
Lecz Dangerfield zaśmiał się swym spokojnym, głuchym ”cha! cha! cha!” i szybko rzekł:
— Dziwna ze mnie stara pielęgniarka, panno Macnamara. Lecz cóż mogę uczynić? Pani Sturk powierzyła mi pieczę nad nim i doprawdy wydaje mi się, że nasz pacjent wygląda bardzo źle.
Zauważył, że panna Mag przeniosła przerażony, zakłopotany wzrok z niego na niemą postać na łóżku.
W rzeczy samej twarz Sturka miała odcień ołowiu; nawet w przyćmionym blasku świecy wyglądał dużo gorzej, niż ciekawska panna Mag go kiedykolwiek widziała.
— Bardzo osłabł dziś wieczór i wydaje mi się wyczerpany, tętno również zanika. W istocie, moja droga, młoda damo, stan jego jest wyraźnie gorszy, niż chciałbym rzec biednej pani Sturk, pojmuje pani.
— Cóż to jest? — wymamrotał ostro i nasłuchiwał kilka sekund.
To tylko któreś z dzieci płakało w dziecinnym pokoju. Głos ucichł.
Jednym długim, cichym susem znalazł się przy starym mahoniowym stole o rozchwianych nogach, na którym stała muszla z kawałkiem okrągłego mydła, miednica i dzban wody. Znów chwilę nasłuchiwał, po czym zanurzył złożoną chusteczkę w wodzie i spokojnie ją wycisnął; stanął blady i lśniący przy łóku Sturka.
Ludzie stąpali bezgłośnie w tym domu; nie minęła minuta, gdy drzwi cicho otworzyły się i jasnowłosa Magnolia Macnamara wsunęła swą zarumienioną twarzyczkę o jasnym spojrzeniu, szepcząc:
— Czy pani tu jest, droga pani Sturk?
Pan Dangerfield stojący po drugiej stronie łóżka, z błyszczącymi okularami i śnieżnobiałą głową, wyprostował się i spojrzał w jej oczy jak unoszący się nad ścierwem biały, drapieżny ptak, któremu niespodzianie przeszkodzono.
Wydała lekki okrzyk i zbladła nagle, gdyż nie poznała złowieszczego widma, które połyskiwało ku niej ponad leżącym Sturkiem.
Lecz Dangerfield zaśmiał się swym spokojnym, głuchym ”cha! cha! cha!” i szybko rzekł:
— Dziwna ze mnie stara pielęgniarka, panno Macnamara. Lecz cóż mogę uczynić? Pani Sturk powierzyła mi pieczę nad nim i doprawdy wydaje mi się, że nasz pacjent wygląda bardzo źle.
Zauważył, że panna Mag przeniosła przerażony, zakłopotany wzrok z niego na niemą postać na łóżku.
W rzeczy samej twarz Sturka miała odcień ołowiu; nawet w przyćmionym blasku świecy wyglądał dużo gorzej, niż ciekawska panna Mag go kiedykolwiek widziała.
— Bardzo osłabł dziś wieczór i wydaje mi się wyczerpany, tętno również zanika. W istocie, moja droga, młoda damo, stan jego jest wyraźnie gorszy, niż chciałbym rzec biednej pani Sturk, pojmuje pani.
www.belloeforte.pl