Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 74
silniejszy dziś rano niż poprzedniego wieczora... dokładnie o dziesiątej... Czy pan tego nie wyczuwa?
— Hm... no dobrze, wkrótce, mam nadzieję, madame, będziemy mogli stwierdzić, że wszystko jest na dobrej drodze. A teraz, czy wszystko jest przygotowane... Ma pani, oczywiście, dobrze przewietrzone prześcieradło?
— Prześcieradło?... Nie wiedziałam, że będzie potrzebne.
— Ha, to niedobrze, droga pani. On tu przybędzie, a nic nie jest przygotowane; dobrze pani uczyni, jeśli pośle pani do kasyna po bryłę lodu. Jest pięć po dziewiątej. Jeśli pójdzie pani załatwić te sprawy, mogę tu posiedzieć, madame, i zaopiekować się chorym. Ponadto, pani Sturk, jest konieczne, by Toole nie dowiedział się o przyjeździe doktora Dillona.
Uderzyło mnie, gdy uprzednio czytałem korespondencję streszczoną na tych stronach, jak małe było prawdopodobieństwo, by doktor Sturk mógł żyć tak długo w stanie letargu. Skorzystałem więc z nadarzającej się sposobności, by zadać w tej sprawie pytanie wybitnemu znajomemu lekarzowi, który natychmiast rozwiał moje wątpliwości, opowiedziawszy mi szczegółowo o pewnym niecodziennym wypadku, przytoczonym przez sir A. Coopera w jego odczytach (tom I, strona 172). Był to przypadek pewnego żeglarza zaciągniętego siłą do służby na jednym z okrętów Jego Królewskiej Mości na początku rewolucji. Gdy znajdował się na pokładzie, spadł z rei i podniesiono go nieprzytomnego; w tym stanie żył przez trzynaście miesięcy i kilka dni!
Tak więc po chwili rozmowy pani Sturk, przywoławszy służącą i zdawszy jej opiekę nad pokojem dziecinnym, zbiegła bezszelestnie z udręczonym obliczem do kuchni, a pan Dangerfield pozostał w pokoju sam z pogrążonym we śnie człowiekiem na łóżku.
Po upływie około dziesięciu sekund wstał szybko z krzesła i począł nasłuchiwać; później podszedł bezszelestnie do drzwi, znów nasłuchiwał i zamknął je cicho.
Następnie pan Dangerfield skierował się do okna. W okiennicy był okrągły otwór, przez który wyjrzał na ulicę. Zadowoliło go to, co ujrzał. Trzymał w ręku białą chusteczkę do nosa; złożył ją zręcznie w mały kwadracik, a wówczas okulary rzuciły zimny blask na to, co niegdyś
— Hm... no dobrze, wkrótce, mam nadzieję, madame, będziemy mogli stwierdzić, że wszystko jest na dobrej drodze. A teraz, czy wszystko jest przygotowane... Ma pani, oczywiście, dobrze przewietrzone prześcieradło?
— Prześcieradło?... Nie wiedziałam, że będzie potrzebne.
— Ha, to niedobrze, droga pani. On tu przybędzie, a nic nie jest przygotowane; dobrze pani uczyni, jeśli pośle pani do kasyna po bryłę lodu. Jest pięć po dziewiątej. Jeśli pójdzie pani załatwić te sprawy, mogę tu posiedzieć, madame, i zaopiekować się chorym. Ponadto, pani Sturk, jest konieczne, by Toole nie dowiedział się o przyjeździe doktora Dillona.
Uderzyło mnie, gdy uprzednio czytałem korespondencję streszczoną na tych stronach, jak małe było prawdopodobieństwo, by doktor Sturk mógł żyć tak długo w stanie letargu. Skorzystałem więc z nadarzającej się sposobności, by zadać w tej sprawie pytanie wybitnemu znajomemu lekarzowi, który natychmiast rozwiał moje wątpliwości, opowiedziawszy mi szczegółowo o pewnym niecodziennym wypadku, przytoczonym przez sir A. Coopera w jego odczytach (tom I, strona 172). Był to przypadek pewnego żeglarza zaciągniętego siłą do służby na jednym z okrętów Jego Królewskiej Mości na początku rewolucji. Gdy znajdował się na pokładzie, spadł z rei i podniesiono go nieprzytomnego; w tym stanie żył przez trzynaście miesięcy i kilka dni!
Tak więc po chwili rozmowy pani Sturk, przywoławszy służącą i zdawszy jej opiekę nad pokojem dziecinnym, zbiegła bezszelestnie z udręczonym obliczem do kuchni, a pan Dangerfield pozostał w pokoju sam z pogrążonym we śnie człowiekiem na łóżku.
Po upływie około dziesięciu sekund wstał szybko z krzesła i począł nasłuchiwać; później podszedł bezszelestnie do drzwi, znów nasłuchiwał i zamknął je cicho.
Następnie pan Dangerfield skierował się do okna. W okiennicy był okrągły otwór, przez który wyjrzał na ulicę. Zadowoliło go to, co ujrzał. Trzymał w ręku białą chusteczkę do nosa; złożył ją zręcznie w mały kwadracik, a wówczas okulary rzuciły zimny blask na to, co niegdyś
www.belloeforte.pl


