Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 70
— Tak samowolne bydlę jak on może stawić się zarówno na wyznaczoną godzinę, jak i później.
Ruszył więc szybko, wszedł po schodach do domu Sturka i zapukał.
— Doktor z Dublina nie przybył jeszcze, co? — spytał.
— Nie, sir, jeszcze go nie ma... miał być o dziewiątej. Pani tak mi zapowiedziała.
— Bardzo dobrze. Proszę powiadomić panią Sturk, że ja, pan Dangerfield, stawię się, jak obiecałem, dokładnie o dziewiątej.
Zawrócił i udał się żwawym krokiem przez most drogą do Inchicors biegnącą nad rzeką. Wszędzie panowała cisza. Nie słyszał innych kroków prócz własnych, a miejscami drogę tak ocieniały zwieszające się gałęzie starych drzew, że trudno było coś dojrzeć z odległości jednego jarda.
Zwolnił kroku i począł nasłuchiwać jak ktoś, kto ma umówioną schadzkę. Nasłuchiwał przez chwilę, po czym zaśmiał się pod nosem; po chwili dał się słyszeć wyraźny odgłos kroków zbliżających się szybko od strony Dublina.
Pan Dangerfield skrył się w gęstym cieniu wysokiego głogowego żywopłotu, nad którym zwieszały się gałęzie drzew. Wytężając wzrok ujrzał wysoką, chudą, sunącą chyłkiem postać, której chód i przygarbienie były tak znamienne. W ciemności posłał za nią uśmiech.
Ową wysoką postacią był nasz stary przyjaciel, zakrystian Zekiel Irons. Za czarną sylwetką — tak odpowiednią dla kościelnego sługi — sunęła już bezgłośnie i szybko biała postać.
Nagle, gdy Irons znalazł się na otwartej przestrzeni, na jego ramieniu spoczęła szczupła ręka, pod której dotykiem drgnął i podskoczył odwracając się ze słowami: ”Hola!”
— Hej! A cóż to? Przestraszyłeś się tak, jak gdybyś ujrzał Charlesa... Charlesa Nuttera. Ha? Nie bój się. Słyszałem od proboszcza wczoraj rano, że miałeś się z nim spotkać dziś wieczór przed dziewiątą w sprawie tych pieniędzy, które mu powierzyłeś. A ja przypadkowo cię spotkałem; chcę, byś pojął, że Charles Nutter jest w więzieniu i nie powinniśmy pozwolić mu zeń wyjść... rozumiesz? Z chwilą, gdy sprawa ta będzie załatwiona, odzyskamy spokój. Tak więc, Irons, nie możesz stchórzyć. Bądź, mój