Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 7
Po czym, nie oglądając się za siebie, pośpiesznie wyszedł, roztargniony, do zakurzonego przedpokoju.
— Niech pan włoży pelerynę, sir, proszę pamiętać o swym kaszlu, wie pan, powietrze na ulicy jest ostre — powiedział z chytrym mrugnięciem do swego klienta o odrażającej powierzchowności, który z pośpiechem przyjął napomnienie.
— Czy powóz czeka pod drzwiami? — krzyknął Gamble do urzędników w sąsiednim pokoju zamykając za sobą na klucz drzwi własnego ustronia. Zadowolony z dokonania tej czynności, przeprowadził gości bocznymi drzwiami omijając kancelarię i zszedł z nimi na dół po schodach.
— Jedź do sądów — rzucił adwokat stangretowi. Było to wszystko, czego Toole dowiedział się owego dnia. Dosiadł więc swej szkapy i szybkim truchtem podjął drogę do Ringsend.
Przypuszczam, że pan mecenas, w chwili gdy przekręcił klucz w zamku i wrzucił go do kieszeni bryczesów, przekonany był i uspokojony, że doskonale zabezpieczył swój prywatny pokój, choć Toole osądził, że odwokat nie przyszedł jeszcze do siebie po nagłej zmianie wyrazu twarzy, którą u niego dostrzegł.
Było pochmurno, a okna pokoju pana Gamble tak zaciemniały pajęczyny, kurz i brud, że nawet w słoneczny dzień przepuszczały jedynie mdłe światło jak kościelne witraże. Lecz owego dnia nawet wesoły człowiek poprosiłby o kilka świec, by rozproszyć półmrok i dodać sobie otuchy.
Nie minęło nawet dziesięć minut od wyjścia adwokata, gdy w opustoszałym pokoju drzwi, przez które mecenas zdawał się patrzeć na coś nieznanego, co go tak bardzo przeraziło, otworzyły się cicho... z początku jedynie uchyliły... a później rozwarły nieco szerzej... następnie ktoś w nie zastukał... wreszcie otworzyły się jeszcze bardziej i ciemna skulona postać Charlesa Nuttera z zastygłymi rysami twarzy i białymi gałkami oczu wsunęła się ukradkiem do pokoju i zatrzymała przy stole, jak gdyby dla odczytania adnotacji na odwrocie zawiadomień, które tam leżały.
— Niech pan włoży pelerynę, sir, proszę pamiętać o swym kaszlu, wie pan, powietrze na ulicy jest ostre — powiedział z chytrym mrugnięciem do swego klienta o odrażającej powierzchowności, który z pośpiechem przyjął napomnienie.
— Czy powóz czeka pod drzwiami? — krzyknął Gamble do urzędników w sąsiednim pokoju zamykając za sobą na klucz drzwi własnego ustronia. Zadowolony z dokonania tej czynności, przeprowadził gości bocznymi drzwiami omijając kancelarię i zszedł z nimi na dół po schodach.
— Jedź do sądów — rzucił adwokat stangretowi. Było to wszystko, czego Toole dowiedział się owego dnia. Dosiadł więc swej szkapy i szybkim truchtem podjął drogę do Ringsend.
Przypuszczam, że pan mecenas, w chwili gdy przekręcił klucz w zamku i wrzucił go do kieszeni bryczesów, przekonany był i uspokojony, że doskonale zabezpieczył swój prywatny pokój, choć Toole osądził, że odwokat nie przyszedł jeszcze do siebie po nagłej zmianie wyrazu twarzy, którą u niego dostrzegł.
Było pochmurno, a okna pokoju pana Gamble tak zaciemniały pajęczyny, kurz i brud, że nawet w słoneczny dzień przepuszczały jedynie mdłe światło jak kościelne witraże. Lecz owego dnia nawet wesoły człowiek poprosiłby o kilka świec, by rozproszyć półmrok i dodać sobie otuchy.
Nie minęło nawet dziesięć minut od wyjścia adwokata, gdy w opustoszałym pokoju drzwi, przez które mecenas zdawał się patrzeć na coś nieznanego, co go tak bardzo przeraziło, otworzyły się cicho... z początku jedynie uchyliły... a później rozwarły nieco szerzej... następnie ktoś w nie zastukał... wreszcie otworzyły się jeszcze bardziej i ciemna skulona postać Charlesa Nuttera z zastygłymi rysami twarzy i białymi gałkami oczu wsunęła się ukradkiem do pokoju i zatrzymała przy stole, jak gdyby dla odczytania adnotacji na odwrocie zawiadomień, które tam leżały.
www.belloeforte.pl