Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 67
by. Nie mógłby tego odwołać, rozumie pan, podając tę przyczynę, ponieważ nie jest krewnym, wie pan... i... i na mą duszę, sam wolałbym nie iść tam właśnie teraz.
Tegoż wieczoru o godzinie piątej w ”Królewskim Domu” zebrało się towarzystwo zaproszone przez pułkownika Strafforda. Pułkownik był z natury człowiekiem pogodnym, a prócz tego gościnność, nawet jeśli się jest przygnębionym, wymaga pewnych poświęceń. Czynił więc honory, jak przystoi uprzejmemu i grzecznemu staremu oficerowi Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, choć jego dar towarzyskiej rozmowy nie był wybitnej jakości. Z pewnością nie grzeszył wymową i nadmierną ilością wypowiadanych słów, nadrabiał więc owe niedostatki słuchając wiele i wyświadczając nie kończące się uprzejmości, a także racząc gości obficie wyśmienitym klaretem. Obecny był pan sędzia Lowe, pan Dangerfield, stary pułkownik Bligh z Arsenału i poczciwy major O'Neill pomimo smutnego nastroju. Być może odczuwano potrzebę dodania sobie otuchy, a klaret, zwłaszcza taki jak u  pułkownika Strafforda, działał pocieszająco.
Rozmowa toczyła się oczywiście w znacznej mierze wokół osoby Charlesa Nuttera. Pan Dangerfield, który był wielce ożywiony i w rzeczy samej w szczególnie przyjemnym nastroju, przybierając zasmuconą minę jedynie wówczas, gdy mówiono o nieszczęsnym Nutterze, opowiedział w swój jasny, zjadliwy sposób garstkę ciekawych historyjek z Newsgate: o przebranych rozbójnikach na gościńcach, o mądrych policjantach, o poszlakach ujawnionych w cudowny sposób i nadzwyczajnie razem skojarzonych, o potworach przebywających długi czas w ukryciu, a wyciągniętych z głębin na światło dnia z pomocą najbardziej przemyślnej przynęty i zręcznie wtrąconych w sieci Sprawiedliwości. Owe ciekawe opowiastki o zręczności Bow Street i o sztuczkach Bagshota — pchnięciach i odparowaniach, o spiskach i ich udaremnianiu — kończące się przeważnie zwycięstwem Bow Street i sędziego koronnego oraz mową z Tyburn, szalenie bawiły Lowe'a, który nie posiadał się z uciechy i śmiał się tak wiele, że przyjaciel jego, pułkownik Strafford, nie pamiętał, by śmiał się on tak kiedykolwiek przedtem z pomysłowych forteli opowiadanych zgrabnie przez Dangerfielda, który z wesołą iro-