Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 65
re dźwięczą jednocześnie w naszych uszach: requiem organów i niewyraźna katarynkowa melodia naszego zwykłego, codziennego życia. Niekiedy przeważa ta ostatnia.
Dopiero znalazłszy się na krańcu mostu, Devereux zbudził się. Nie było to miłe przebudzenie, ogarnął go bowiem istny szał. Nie moją jest rzeczą spisywać okropności owego bezbożnego napadu wściekłości. Dochodziła piąta, gdy powrócił do domu, nie po to, by odpocząć, lecz by siadać, wstawać, chodzić wokół pokoju zatrzymując się nagle przy oknie z łokciami wspartymi na ramie okiennej, z rękoma zaciśniętymi w pięści i zwartymi szczękami. I tak mijały powoli szatańskie godziny nocy i samotności, aż wreszcie zimna szarość brzasku powstała na wschodzie. Devereux wychylił spory łyk ognistej wody zapomnienia i rzucił się na łóżko, zapadając natychmiast w głęboki, wyczerpujący letargiczny sen.
Gdy o siódmej służący podszedł do wezgłowia jego łóżka, Devereux leżał bez ruchu z rozpalonymi policzkami, więc nie mógł się go dobudzić. Być może sen był ów dlań zbawienny i uratował go przed zapaleniem mózgu lub obłędem.
Po podobnych jednak napadach często następuje straszliwe, spokojne, kamienne przygnębienie, będące jedynie zawieszeniem między czynną a bierną rozpaczą. Leonora, rwąc w napadzie szaleństwa swe ”krucze włosy” i wyzywając Niebiosa, miała wizję przeszłości, która objawiła się jej w smutniejszej i tkliwszej postaci, lecz wraz z tym widzeniem zeszła w trwodze i opuszczeniu do grobu.
Tegoż ranka kilku sąsiadów udało się do Dublina, gdzie miał być przedłożony akt oskarżenia przeciw Charlesowi Nutterowi za zbrodniczy napad z zamiarem popełnienia morderstwa na osobie Barnabasa Sturka, Esq., doktora medycyny i lekarza Irlandzkiej Artylerii Królewskiej. W miarę upływu dnia poczciwi plotkarze z Chapelizod czekali z coraz większą niecierpliwością na nowiny. Przy spotkaniu zapytywano się wzajemnie: ”Są jakieś wieści o Nutterze, co?” i przystawano, by zastanowić się nieco nad sprawą. W pewnej chwili ktoś wyraził zdziwienie, że służący proboszcza Walsinghama, Clinton, jeszcze nie powrócił, na to kto inny spojrzał na zegarek i stwierdził, że jest pierwsza, po czym doszli zgodnie do wniosku, że Spaight w każdym razie musi
Dopiero znalazłszy się na krańcu mostu, Devereux zbudził się. Nie było to miłe przebudzenie, ogarnął go bowiem istny szał. Nie moją jest rzeczą spisywać okropności owego bezbożnego napadu wściekłości. Dochodziła piąta, gdy powrócił do domu, nie po to, by odpocząć, lecz by siadać, wstawać, chodzić wokół pokoju zatrzymując się nagle przy oknie z łokciami wspartymi na ramie okiennej, z rękoma zaciśniętymi w pięści i zwartymi szczękami. I tak mijały powoli szatańskie godziny nocy i samotności, aż wreszcie zimna szarość brzasku powstała na wschodzie. Devereux wychylił spory łyk ognistej wody zapomnienia i rzucił się na łóżko, zapadając natychmiast w głęboki, wyczerpujący letargiczny sen.
Gdy o siódmej służący podszedł do wezgłowia jego łóżka, Devereux leżał bez ruchu z rozpalonymi policzkami, więc nie mógł się go dobudzić. Być może sen był ów dlań zbawienny i uratował go przed zapaleniem mózgu lub obłędem.
Po podobnych jednak napadach często następuje straszliwe, spokojne, kamienne przygnębienie, będące jedynie zawieszeniem między czynną a bierną rozpaczą. Leonora, rwąc w napadzie szaleństwa swe ”krucze włosy” i wyzywając Niebiosa, miała wizję przeszłości, która objawiła się jej w smutniejszej i tkliwszej postaci, lecz wraz z tym widzeniem zeszła w trwodze i opuszczeniu do grobu.
Tegoż ranka kilku sąsiadów udało się do Dublina, gdzie miał być przedłożony akt oskarżenia przeciw Charlesowi Nutterowi za zbrodniczy napad z zamiarem popełnienia morderstwa na osobie Barnabasa Sturka, Esq., doktora medycyny i lekarza Irlandzkiej Artylerii Królewskiej. W miarę upływu dnia poczciwi plotkarze z Chapelizod czekali z coraz większą niecierpliwością na nowiny. Przy spotkaniu zapytywano się wzajemnie: ”Są jakieś wieści o Nutterze, co?” i przystawano, by zastanowić się nieco nad sprawą. W pewnej chwili ktoś wyraził zdziwienie, że służący proboszcza Walsinghama, Clinton, jeszcze nie powrócił, na to kto inny spojrzał na zegarek i stwierdził, że jest pierwsza, po czym doszli zgodnie do wniosku, że Spaight w każdym razie musi
www.belloeforte.pl