Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 63
dział po chwili. — Wydaje mi się, Danie, że mógłbym patrzeć na nią przez całą wieczność. Nie przypuszczam, by to była stronniczość, wydaje mi się jedynie, że nigdy nie było na świecie... nigdy nie widziałem istoty takiej jak ona.
— Och, szlachetna, szlachetna! — szlochał biedny Dan. Proboszcz ujął go pod ramię i poprowadził do komnaty żałobnej.
— Sądzę, że pragniesz ją ujrzeć, Danie?
— Pragnę, istotnie, pragnę, sir.
Spoczywała tam mała Lily bardziej podobna do lilii niż kiedykolwiek. Biedna stara Sally położyła wczesne wiosenne kwiaty na białym całunie. Kwiat przebiśniegu leżał przy jej białych paluszkach, jakby wypadł z dziecięcej rączki w czasie snu. Spojrzał na nią — białe anielskie zjawisko — twarzyczkę jej rozjaśniał uśmiech czy może światłość?
— Ach, moje kochanie, moje młode kochanie odeszło... Nie jest On człowiekiem jak ja, abym mógł Mu odpowiedzieć.
Biedny Dan, głośno płacząc, powtórzył szlachetne słowa Pawła wypowiedziane do nas, pogrążonych w smutku, przed blisko dwoma tysiącami lat:
”Albowiem to wam powiadamy w słowie Pańskiem, iż my, którzy żyjemy, którzyśmy pozostali na przyjście Pańskie, nie uprzedzimy tych, którzy zasnęli.
Albowiem sam Pan z rozkazaniem i z głosem Archanielskim i z trąbą Bożą zstąpi z nieba: a pomarli, którzy są w Chrystusie, powstaną pierwsi.”
Nastąpiło krótkie milczenie; wreszcie stary człowiek odezwał się:
— To bardzo dobry uczynek z twej strony, że przyszedłeś do mnie, mój młody przyjacielu, do mnie w mej bezradności i nieszczęściu, gdy Bóg skrył się przede mną; lecz przemawia teraz do swego zrozpaczonego stworzenia, mój dobry Danie, twymi miłosiernymi wargami. Wiara moja... sądziłem, że wiara moja jest silna, póki nie zostałem wystawiony na próbę, a wówczas zawiodła mnie! Lecz mój dobry przyjaciel Loftus został mi przysłany na pomoc... by wzmocnić me osłabłe kolana.
A Dan odpowiedział, płacząc gorzko i ściskając rękę proboszcza w obu dłoniach:
— Ach, Panie mój, wszelkie dobro, które kiedykolwiek poznałem, od ciebie pochodzi, Pasterzu mój i Dobroczyńco!
Pożegnawszy Lily ostatnim długim spojrzeniem, Dan udał się ze starym człowiekiem do jego gabinetu, gdzie rozmawiali długo jeszcze, a później poszli ramię w ramię do osamotnionego ogrodu i przechadzali się krążąc po ścieżkach.
— Och, szlachetna, szlachetna! — szlochał biedny Dan. Proboszcz ujął go pod ramię i poprowadził do komnaty żałobnej.
— Sądzę, że pragniesz ją ujrzeć, Danie?
— Pragnę, istotnie, pragnę, sir.
Spoczywała tam mała Lily bardziej podobna do lilii niż kiedykolwiek. Biedna stara Sally położyła wczesne wiosenne kwiaty na białym całunie. Kwiat przebiśniegu leżał przy jej białych paluszkach, jakby wypadł z dziecięcej rączki w czasie snu. Spojrzał na nią — białe anielskie zjawisko — twarzyczkę jej rozjaśniał uśmiech czy może światłość?
— Ach, moje kochanie, moje młode kochanie odeszło... Nie jest On człowiekiem jak ja, abym mógł Mu odpowiedzieć.
Biedny Dan, głośno płacząc, powtórzył szlachetne słowa Pawła wypowiedziane do nas, pogrążonych w smutku, przed blisko dwoma tysiącami lat:
”Albowiem to wam powiadamy w słowie Pańskiem, iż my, którzy żyjemy, którzyśmy pozostali na przyjście Pańskie, nie uprzedzimy tych, którzy zasnęli.
Albowiem sam Pan z rozkazaniem i z głosem Archanielskim i z trąbą Bożą zstąpi z nieba: a pomarli, którzy są w Chrystusie, powstaną pierwsi.”
Nastąpiło krótkie milczenie; wreszcie stary człowiek odezwał się:
— To bardzo dobry uczynek z twej strony, że przyszedłeś do mnie, mój młody przyjacielu, do mnie w mej bezradności i nieszczęściu, gdy Bóg skrył się przede mną; lecz przemawia teraz do swego zrozpaczonego stworzenia, mój dobry Danie, twymi miłosiernymi wargami. Wiara moja... sądziłem, że wiara moja jest silna, póki nie zostałem wystawiony na próbę, a wówczas zawiodła mnie! Lecz mój dobry przyjaciel Loftus został mi przysłany na pomoc... by wzmocnić me osłabłe kolana.
A Dan odpowiedział, płacząc gorzko i ściskając rękę proboszcza w obu dłoniach:
— Ach, Panie mój, wszelkie dobro, które kiedykolwiek poznałem, od ciebie pochodzi, Pasterzu mój i Dobroczyńco!
Pożegnawszy Lily ostatnim długim spojrzeniem, Dan udał się ze starym człowiekiem do jego gabinetu, gdzie rozmawiali długo jeszcze, a później poszli ramię w ramię do osamotnionego ogrodu i przechadzali się krążąc po ścieżkach.
www.belloeforte.pl