Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 61
Jestem przekonany, że zrozumiał on to, bowiem przywiązanie i szacunek potrafią ujawnić się w ten czy inny sposób.
Zapytania szeptane przy drzwiach, propozycje drobnych i bezużytecznych usług czynione ukradkiem wobec służby i tym podobne nie przemyślane oznaki serdeczności w takich okolicznościach, dowody wielkiego, choć bezsilnego współczucia, są miłe sercu jak anielska muzyka.
A któż to przybył wieczorem z całym bagażem lub co najmniej z wielką jego częścią, z książkami i gratami? Oto poczciwy, prostoduszny Dan Loftus. Wiadomości o jego młodym podopiecznym były prawdziwe. Umarł na gorączkę w Maladze i Dick Devereux przybliżył się wreszcie o krok — i to długi — do tytułu. Tak więc Dan powrócił na swe dawne poddasze. Mimo owej podróży nie stał się bardziej światowym człowiekiem. Nadal był tym samym 'bezradnym dziwakiem, a ubiór jego, choć Dan posiadał kilka ładnych rzeczy — albowiem podróżując z latoroślą szlachetnego rodu uznał to za słuszne i starał się ubierać odpowiednio — był, być może z tej właśnie przyczyny, jeszcze bardziej groteskowy niż kiedykolwiek. Zdobył jednak całe góry wiedzy, w której obaj, on i poczciwy proboszcz Walsingham, znajdowali tyle upodobania. Przepisał stare epitafia i przetłumaczył nieskończoną ilość wyciągów z archiwów, kupił pięć irlandzkich rękopisów; wszystkie te materiały (doskonale wyjaśniały historię, którą z tak wielką przyjemnością zajmowali się obaj. Owego wieczora było już zbyt późno, by udać się ”Pod Wiązy”; z niecierpliwością czekał jednak chwili, gdy będzie mógł rozpakować swój zwój manuskryptów i udzielić ukochanemu proboszczowi wyjaśnień o zebranych przez siebie skarbach.
Smutne wieści z ”Wiązów” nadeszły, gdy Dan siedział samotnie nad książką przy filiżance herbaty. Wszystkie jego historyczne zamki na lodzie rozpadły się w gruzy. Rankiem, nim jeszcze miasto ożyło, przeszedł most i lekko zapukał do znajomych drzwi. Poczciwy stary John Tracy otworzył mu, Dan wymienił z nim uścisk dłoni, po czym cicho zapłakali obaj.
— Jak czuje się twój czcigodny pan?, — odezwał się w końcu Loftus.