Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 60
ich wesołą towarzyszką, stała się nagle tak przerażająco anielska w nieziemskim blasku śmierci.
— Któż by pomyślał, że koniec był tak bliski, madame — powiedziała służąca — biedactwo! Choć, co prawda, wosk stopił się trzy razy w świecy wczoraj wieczorem i obracając ją zdejmowałam paznokciem wosk w tajemnicy przed panią Heany, gdyż bałam się, że będzie martwiła się o małego synka, który leży w domu chory na ospę. W rzeczy samej myślałam, że to z jego przyczyny tak się działo; lecz człowiek strzela, a pan Bóg nosi kule... a śmierć o nikim nie zapomina, chwała niech będzie Panu; na każdego przyjdzie jego godzina, stary czy młody, madame. Jak już mówiłam, ”Pod Wiązami” nikt nie miał pojęcia, że z nią jest tak źle, nikt się nie spodziewał, że to w niebie będzie jej łoże tej nocy. Wszystko stało się w jednej chwili, panienka uczyniła taki ruch, jakby chciała usiąść, była oparta o poduszki... wyciągnęła te swoje drobne rączki z uśmiechem, i to było wszystko... czysta istota... wszyscy jej żałują. Człowiek, który przyniósł list, płakał w sieni. Biedacy podeszli pod drzwi i zawodzili na swój prosty i serdeczny sposób... wszyscy całkiem szczerze... Jego wielebność był bardzo dobry dla nich, lecz nie mógł pozbierać myśli, wie pani.
Była to prawda. Wszyscy byli zasmuceni.
Oczy dzielnej Magnolii były czerwone, gdy wyglądała przez okno następnego ranka, a wesoły mały doktor Toole powiedział w klubie:
— Ach, sir, ona była promienną istotą... dama z urodzenia... taka piękność... i najlepsza w świecie istota. Miasto mogło się nią szczycić pod każdym względem, sir. — I zapłakał, a stary major O'Neill, spokojny i milczący oficer, płakał w sposób powściągliwy z wzrokiem utkwionym w ogniu i z łokciem wspartym o gzyms kominka. Toole zaś rzekł: — Nie wiem, jak będę mógł przejść koło tego domu.
Wielu ludzi podzielało te uczucia. Małej Lily nie było już wśród nich — i dom ”Pod Wiązami” zmienił się, jasność i wdzięk znikły, a pozostały jedynie stare, ponure drzewa.
Wszyscy odczuwali potrzebę znalezienia jakiegoś sposobu, jakiegokolwiek, by okazać szacunek i serdeczność dobremu staremu proboszczowi.
— Któż by pomyślał, że koniec był tak bliski, madame — powiedziała służąca — biedactwo! Choć, co prawda, wosk stopił się trzy razy w świecy wczoraj wieczorem i obracając ją zdejmowałam paznokciem wosk w tajemnicy przed panią Heany, gdyż bałam się, że będzie martwiła się o małego synka, który leży w domu chory na ospę. W rzeczy samej myślałam, że to z jego przyczyny tak się działo; lecz człowiek strzela, a pan Bóg nosi kule... a śmierć o nikim nie zapomina, chwała niech będzie Panu; na każdego przyjdzie jego godzina, stary czy młody, madame. Jak już mówiłam, ”Pod Wiązami” nikt nie miał pojęcia, że z nią jest tak źle, nikt się nie spodziewał, że to w niebie będzie jej łoże tej nocy. Wszystko stało się w jednej chwili, panienka uczyniła taki ruch, jakby chciała usiąść, była oparta o poduszki... wyciągnęła te swoje drobne rączki z uśmiechem, i to było wszystko... czysta istota... wszyscy jej żałują. Człowiek, który przyniósł list, płakał w sieni. Biedacy podeszli pod drzwi i zawodzili na swój prosty i serdeczny sposób... wszyscy całkiem szczerze... Jego wielebność był bardzo dobry dla nich, lecz nie mógł pozbierać myśli, wie pani.
Była to prawda. Wszyscy byli zasmuceni.
Oczy dzielnej Magnolii były czerwone, gdy wyglądała przez okno następnego ranka, a wesoły mały doktor Toole powiedział w klubie:
— Ach, sir, ona była promienną istotą... dama z urodzenia... taka piękność... i najlepsza w świecie istota. Miasto mogło się nią szczycić pod każdym względem, sir. — I zapłakał, a stary major O'Neill, spokojny i milczący oficer, płakał w sposób powściągliwy z wzrokiem utkwionym w ogniu i z łokciem wspartym o gzyms kominka. Toole zaś rzekł: — Nie wiem, jak będę mógł przejść koło tego domu.
Wielu ludzi podzielało te uczucia. Małej Lily nie było już wśród nich — i dom ”Pod Wiązami” zmienił się, jasność i wdzięk znikły, a pozostały jedynie stare, ponure drzewa.
Wszyscy odczuwali potrzebę znalezienia jakiegoś sposobu, jakiegokolwiek, by okazać szacunek i serdeczność dobremu staremu proboszczowi.
www.belloeforte.pl