Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 59
ROZDZIAŁ LXXXIV
W KTÓRYM CHRISTIANA ODCHODZI, A DAN LOFTUS POWRACA DO DOMU
Owego wieczoru Lily Walsingham wcześnie poczuła się zmęczona i chętniej niż zwykle położyła się do łóżka. Jej starej, kochającej niani Sally wydało się, że panienka jest bardzo słaba i wygląda nieco dziwnie, a myśli jej błądzą chwilami.
Przez pewien czas Lily leżała bardzo spokojnie, wreszcie zawołała niespodziewanie czystym, radosnym głosem i z pięknym wyrazem oczu:
— Matko!
Stara Sally odparła:
— Nikogo tu nie ma, kochana panienko Lily, prócz mnie..
Lilias popatrzyła jednak poważnie, z nikłym uśmiechem, i rzekła jedynie:
— Och!
Lily zapewne wydało się, że widzi matkę.
Czyż są to zawsze jedynie złudzenia? A może dzieje się tak dlatego, iż w miarę jak zmierzch gęstnieje i kształty ziemi rozpływają się w nocnym mroku, gwiazdy niebios, niezmienne i pogodne, objawiają się i lśnią przed pogrążonymi w ciemności oczyma śmiertelników?
Gdy ciotka Becky siedziała tego wieczoru w salonie ze swą bratanicą, służąca, coś szepnąwszy, wsunęła w dłoń panny Gertrudy bilecik. Nastąpiło krótkie milczenie.
— Och! Ciociu... och! — była wielce przerażona.
— Och! Ciociu! — i zarzuciła ciotce ręce na szyję, łkając rozpaczliwie. — Biedna Lily odeszła... oto list.
Obie wybuchnęły gwałtownym płaczem w bezsilnej żałości i rozpaczy, a szloch ich przeplatany był wspomnieniami wczesnego dzieciństwa i wszystkich uroczych rysów charakteru biednej Lily.
Stara ciotka Rebeka sięgnęła po list. Przedmiotem największej chluby był jej stoicyzm. Sama bardzo blada, nakazała bratanicy, by się opanowała. Ciotka Becky miała własną teorię, według której należało panować nad uczuciami, co wymagało jedynie wysiłku i stanowczości. Przeczytała więc zawiadomienie z wysoko uniesioną głową, lecz mięśnie jej twarzy drgały.
— Och, Gertrudo, jeśli był kiedykolwiek anioł na ziemi... a ten biedny, zrozpaczony stary człowiek...
Lecz teoria zawiodła ją i stara ciotka Rebeka rozpłakała się; usiadła płacząc z całego serca, po czym wstała i otoczyła szczupłymi ramionami bratanicę, ucałowała ją, wciąż łkając, po czym ucałowała ją raz jeszcze.
— Ona była taka... taka kochana... Och! Gertrudo, kochanie, nie możemy już nigdy więcej się kłócić.
Śmierć była tak blisko, że wszelkie inne sprawy straciły znaczenie w jej wzniosłej obecności. Lily Walsingham nie było już wśród żyjących i ta, która do niedawna była
W KTÓRYM CHRISTIANA ODCHODZI, A DAN LOFTUS POWRACA DO DOMU
Owego wieczoru Lily Walsingham wcześnie poczuła się zmęczona i chętniej niż zwykle położyła się do łóżka. Jej starej, kochającej niani Sally wydało się, że panienka jest bardzo słaba i wygląda nieco dziwnie, a myśli jej błądzą chwilami.
Przez pewien czas Lily leżała bardzo spokojnie, wreszcie zawołała niespodziewanie czystym, radosnym głosem i z pięknym wyrazem oczu:
— Matko!
Stara Sally odparła:
— Nikogo tu nie ma, kochana panienko Lily, prócz mnie..
Lilias popatrzyła jednak poważnie, z nikłym uśmiechem, i rzekła jedynie:
— Och!
Lily zapewne wydało się, że widzi matkę.
Czyż są to zawsze jedynie złudzenia? A może dzieje się tak dlatego, iż w miarę jak zmierzch gęstnieje i kształty ziemi rozpływają się w nocnym mroku, gwiazdy niebios, niezmienne i pogodne, objawiają się i lśnią przed pogrążonymi w ciemności oczyma śmiertelników?
Gdy ciotka Becky siedziała tego wieczoru w salonie ze swą bratanicą, służąca, coś szepnąwszy, wsunęła w dłoń panny Gertrudy bilecik. Nastąpiło krótkie milczenie.
— Och! Ciociu... och! — była wielce przerażona.
— Och! Ciociu! — i zarzuciła ciotce ręce na szyję, łkając rozpaczliwie. — Biedna Lily odeszła... oto list.
Obie wybuchnęły gwałtownym płaczem w bezsilnej żałości i rozpaczy, a szloch ich przeplatany był wspomnieniami wczesnego dzieciństwa i wszystkich uroczych rysów charakteru biednej Lily.
Stara ciotka Rebeka sięgnęła po list. Przedmiotem największej chluby był jej stoicyzm. Sama bardzo blada, nakazała bratanicy, by się opanowała. Ciotka Becky miała własną teorię, według której należało panować nad uczuciami, co wymagało jedynie wysiłku i stanowczości. Przeczytała więc zawiadomienie z wysoko uniesioną głową, lecz mięśnie jej twarzy drgały.
— Och, Gertrudo, jeśli był kiedykolwiek anioł na ziemi... a ten biedny, zrozpaczony stary człowiek...
Lecz teoria zawiodła ją i stara ciotka Rebeka rozpłakała się; usiadła płacząc z całego serca, po czym wstała i otoczyła szczupłymi ramionami bratanicę, ucałowała ją, wciąż łkając, po czym ucałowała ją raz jeszcze.
— Ona była taka... taka kochana... Och! Gertrudo, kochanie, nie możemy już nigdy więcej się kłócić.
Śmierć była tak blisko, że wszelkie inne sprawy straciły znaczenie w jej wzniosłej obecności. Lily Walsingham nie było już wśród żyjących i ta, która do niedawna była
www.belloeforte.pl