Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 57
chem, rozprostował ramiona i przeciągnął się. Po krótkiej chwili milczenia spytał:
— Czy może mi pan opisać ten przypadek, tak jak opisał go pan sir Hughowi Skeltonowi?
— Oczywiście, sir, lecz opieram się na opisie i terminologii podanej przez pewnego wiejskiego lekarza nazwiskiem Toole; to ignoranus, obawiam się.
Po tym wstępie pan Dangerfield powtórzył w skrócie fachowy opis, który sobie opracował na podstawie różnych rozmów klubowych z doktorem Toole'em, gdy nikt nie wyobrażał sobie, że przysłuchuje się tak pilnie.
— Jeśli taki jest ów przypadek, sir, to trepan go zabije.
— Zabije czy wyleczy, sir, to jedyna szansa — odparł Dangerfield.
— Jaka jest ta żona, sir? — spytał Czarny Dillon z bardzo dziwnym spojrzeniem, podczas gdy wzrok jego wciąż utkwiony był w krótkim liściku napisanym przez biedną panią Sturk.
— Nerwowa mała kobietka w wieku około czterdziestu dwu lub trzech lat — odpowiedziały Okulary.
Dziwne spojrzenie zgasło. Chirurg z zakłopotaną miną włożył liścik do kieszeni, a po chwili spytał:
— Czy jest on w jakiś sposób spokrewniony z panem, sir?
— Nic podobnego, sir. Lecz przypuszczam, że nie ma to wpływu na zagadnienie medyczne.
— Nie, nie ma to wpływu na zagadnienie medyczne... nic nie może mieć — zauważył chirurg posępnie i złośliwie.
— Oczywiście, że nie — odpowiedziała wyrocznia w srebrzystych okularach i obaj zamilkli na chwilę.
— Pan pragnie, by przemówił? A więc, przypuśćmy, że istnieje sto możliwości przeciw jednej, że trepanacja zabije go na miejscu... co wówczas? — spytał chirurg niepewnie.
Dangerfield również zastanawiał się przez chwilę, czując się dość nieswojo, lecz nic nie odpowiedział, przeciwnie, równie niepewnym głosem spytał:
— Co wówczas, sir?
— Czy może mi pan opisać ten przypadek, tak jak opisał go pan sir Hughowi Skeltonowi?
— Oczywiście, sir, lecz opieram się na opisie i terminologii podanej przez pewnego wiejskiego lekarza nazwiskiem Toole; to ignoranus, obawiam się.
Po tym wstępie pan Dangerfield powtórzył w skrócie fachowy opis, który sobie opracował na podstawie różnych rozmów klubowych z doktorem Toole'em, gdy nikt nie wyobrażał sobie, że przysłuchuje się tak pilnie.
— Jeśli taki jest ów przypadek, sir, to trepan go zabije.
— Zabije czy wyleczy, sir, to jedyna szansa — odparł Dangerfield.
— Jaka jest ta żona, sir? — spytał Czarny Dillon z bardzo dziwnym spojrzeniem, podczas gdy wzrok jego wciąż utkwiony był w krótkim liściku napisanym przez biedną panią Sturk.
— Nerwowa mała kobietka w wieku około czterdziestu dwu lub trzech lat — odpowiedziały Okulary.
Dziwne spojrzenie zgasło. Chirurg z zakłopotaną miną włożył liścik do kieszeni, a po chwili spytał:
— Czy jest on w jakiś sposób spokrewniony z panem, sir?
— Nic podobnego, sir. Lecz przypuszczam, że nie ma to wpływu na zagadnienie medyczne.
— Nie, nie ma to wpływu na zagadnienie medyczne... nic nie może mieć — zauważył chirurg posępnie i złośliwie.
— Oczywiście, że nie — odpowiedziała wyrocznia w srebrzystych okularach i obaj zamilkli na chwilę.
— Pan pragnie, by przemówił? A więc, przypuśćmy, że istnieje sto możliwości przeciw jednej, że trepanacja zabije go na miejscu... co wówczas? — spytał chirurg niepewnie.
Dangerfield również zastanawiał się przez chwilę, czując się dość nieswojo, lecz nic nie odpowiedział, przeciwnie, równie niepewnym głosem spytał:
— Co wówczas, sir?
www.belloeforte.pl