Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 55
czony szlafrok, poplamiony na piersiach winem i ponczem. Jego własne czarne włosy, zakurzone i zaniedbane, jakby ich w ogóle nie tknął po wygrzebaniu się z łóżka, zebrane były z tyłu w węzeł. Wielkie czerwone i brudne ręce z palcami rozszczepionymi jak palce gentlemana grającego na klawikordzie oparł na stole, stojąc naprzeciw Dangerfielda, i spoglądał spode łba na swego gościa dzikim wzrokiem wielkich ciemnych, głęboko osadzonych oczu, wyrazistych i płonących, przykuwających uwagę każdego, kto ujrzał go po raz pierwszy. Miał duże brutalne usta i nos pokryty brodawkami i zaogniony; Bachus bowiem ma swe płomienie podobnie jak Kupidyn, choć stosuje je inaczej. Jakże gładkim wydawał się podbródek pana Dangerfielda w zestawieniu z trzydniowym zarostem Czarnego Dillona! Jakże delikatne jego rysy w porównaniu z czerwonym nosem i dużymi, zmysłowymi, sarkastycznymi ustami gentlemana w brudnym szlafroku i bezkształtnych rannych pantoflach, który stanął przed nim utkwiwszy weń wyzywające spojrzenie, stanowiąc obraz upodlenia i siły!
— Dwa pensy, doktorze Dillon — powiedziała niska, gruba i brudna nimfa bez gorsetu ni krynoliny, stawiając na stole między medykiem a jego gościem ”kusztyczek whisky”.
Doktor, trzeba mu oddać sprawiedliwość, przez sekundę lub dwie wyglądał, jakby był diabelnie wytrącony z równowagi, a oczy jego zabłysły jeszcze bardziej dziko, podczas gdy twarz spłonęła rumieńcem.
— Trzy półpensówki tam i dwupensówka tu, sir — powiedział z krzywym, szerokim uśmiechem rzucając pieniądze na stół — oto sposób, w jaki nasza pasterka deglubat oves, sir; przyniosła to zbyt wcześnie, lecz nie szkodzi.
Istotnie, nie wybiła jeszcze pierwsza.
— Będą robili omyłki, sir, lecz pan nie będzie musiał długo znosić ich błędów, zaręczam panu — rzekł Dangerfield swobodnym tonem. — Proszę, sir, czy moglibyśmy mieć na chwilę ten pokój dla siebie?
— Możemy, sir, to liberalny dom; możemy mieć wszystko, nawet wolność, sir... za odpowiednią sumę — odparł pan Dillon.
— Dwa pensy, doktorze Dillon — powiedziała niska, gruba i brudna nimfa bez gorsetu ni krynoliny, stawiając na stole między medykiem a jego gościem ”kusztyczek whisky”.
Doktor, trzeba mu oddać sprawiedliwość, przez sekundę lub dwie wyglądał, jakby był diabelnie wytrącony z równowagi, a oczy jego zabłysły jeszcze bardziej dziko, podczas gdy twarz spłonęła rumieńcem.
— Trzy półpensówki tam i dwupensówka tu, sir — powiedział z krzywym, szerokim uśmiechem rzucając pieniądze na stół — oto sposób, w jaki nasza pasterka deglubat oves, sir; przyniosła to zbyt wcześnie, lecz nie szkodzi.
Istotnie, nie wybiła jeszcze pierwsza.
— Będą robili omyłki, sir, lecz pan nie będzie musiał długo znosić ich błędów, zaręczam panu — rzekł Dangerfield swobodnym tonem. — Proszę, sir, czy moglibyśmy mieć na chwilę ten pokój dla siebie?
— Możemy, sir, to liberalny dom; możemy mieć wszystko, nawet wolność, sir... za odpowiednią sumę — odparł pan Dillon.
www.belloeforte.pl