Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 54
ROZDZIAŁ LXXXIII
RYCERZ W SREBRNYCH OKULARACH ZAWIERA ZNAJOMOŚĆ Z MĘDRCEM CZARNYM DILLONEM I NARADZA SIĘ Z NIM W MIEJSCU JEGO ODOSOBNIENIA
W owym czasie pojawił się w Dublinie narwany geniusz medycyny, młody chirurg zwany Czarnym Bilionem, chwała i hańba swej profesji, jeden z tych, którzy wypływają, od czasu do czasu, aby upokorzyć pychę rozumu i wprawić w przerażenie stawiających pierwsze kroki na drodze występku. Nadzwyczajny umysł rozjaśniający mroki i rozbijający przeszkody jednym uderzeniem o sile prądu elektrycznego: posiadający moc półboga i żądze wieprza. Bez jakiegokolwiek ładu ni pracowitości, gardzący wszelką obyczajnością i kanonami moralnymi, znikający na całe tygodnie w katakumbach występku i znów pojawiający się, by w ciągu godziny potwierdzić na nowo wyższość swego rozumu; bez żadnych zasad ni wstydy obciążony długami, zniszczony i zatruty grzesznym życiem, człowiek napiętnowany i podziwiany.
Pan Dangerfield stanął przed obliczem owego, wyrzuconego poza nawias społeczeństwa, geniusza i mistrza w występku. W tej samej małej izbie znajdowało się jeszcze dwóch gentlemenów, z których jeden, w kapeluszu na głowie, palił zawzięcie cygaro siedząc przy kominku, a drugi chrapał w rozklekotanym fotelu, na którego oparciu wisiała jego peruka. Okno było małe i brudne, powietrze gęste od dymu tytoniowego i przesiąknięte zapachem whisky. Z sąsiedniego pokoju dolatywał śpiew i brzęk kieliszków wraz z salwami grubiańskiego śmiechu, a z przeciwnej strony słychać było podniesione głosy i plugawe przekleństwa oraz dobitne uderzenia ciężkiej dłoni o stół, co znamionowało rozpoczynającą się kłótnię. Od czasu do czasu któryś z zaniedbanych, brudnych, o rozpustnym wyglądzie mieszkańców tego zatęchłego przybytku przesuwał się od jednych 'drzwi do drugich przez wąskie przejście, w którym stał właśnie pan Dangerfield. W rzeczy samej obecna siedziba chirurga Dillona znajdowała się w tym diversorium peccatorum, w gmachu Czterech Sądów Marshalsea w Molesworth Court. Gdy gentlemeni owi przechodzili z buńczuczną miną szurając nogami, kiwali przeważnie głowami, mrugali, chrząkali lub w inny sposób pozdrawiali medyka i spoglądali na jego gościa. Albowiem, jak słusznie zauważył autor traktatu harleańskiego — zapomniałem jego nazwiska — ”W więzieniu ludzie nie są dumni, lecz szybko i bez żadnych ceremonii zawierają znajomości”.
Pan Dangerfield stał wyprostowany; jego strój był staranny i spokojny, choć uszyty z kosztownego materiału, a cała postawa tchnęła powściągliwością, stanowczością i pewnością siebie, znamionującą pieniądze, towar niezwykle szanowany w tym ustroniu. Miał on dar spostrzegania wszystkiego w jednej chwili, choć zdawał się nie patrzeć i nie widzieć, a nikt nie podejrzewał go o przyglądanie się czemukolwiek. W młodym chirurgu poznał człowieka, który był wyraźnym jego przeciwieństwem. Był on chudy i niemrawy, nieśmiały i niesamowity, ubrany w długi zatłusz-
RYCERZ W SREBRNYCH OKULARACH ZAWIERA ZNAJOMOŚĆ Z MĘDRCEM CZARNYM DILLONEM I NARADZA SIĘ Z NIM W MIEJSCU JEGO ODOSOBNIENIA
W owym czasie pojawił się w Dublinie narwany geniusz medycyny, młody chirurg zwany Czarnym Bilionem, chwała i hańba swej profesji, jeden z tych, którzy wypływają, od czasu do czasu, aby upokorzyć pychę rozumu i wprawić w przerażenie stawiających pierwsze kroki na drodze występku. Nadzwyczajny umysł rozjaśniający mroki i rozbijający przeszkody jednym uderzeniem o sile prądu elektrycznego: posiadający moc półboga i żądze wieprza. Bez jakiegokolwiek ładu ni pracowitości, gardzący wszelką obyczajnością i kanonami moralnymi, znikający na całe tygodnie w katakumbach występku i znów pojawiający się, by w ciągu godziny potwierdzić na nowo wyższość swego rozumu; bez żadnych zasad ni wstydy obciążony długami, zniszczony i zatruty grzesznym życiem, człowiek napiętnowany i podziwiany.
Pan Dangerfield stanął przed obliczem owego, wyrzuconego poza nawias społeczeństwa, geniusza i mistrza w występku. W tej samej małej izbie znajdowało się jeszcze dwóch gentlemenów, z których jeden, w kapeluszu na głowie, palił zawzięcie cygaro siedząc przy kominku, a drugi chrapał w rozklekotanym fotelu, na którego oparciu wisiała jego peruka. Okno było małe i brudne, powietrze gęste od dymu tytoniowego i przesiąknięte zapachem whisky. Z sąsiedniego pokoju dolatywał śpiew i brzęk kieliszków wraz z salwami grubiańskiego śmiechu, a z przeciwnej strony słychać było podniesione głosy i plugawe przekleństwa oraz dobitne uderzenia ciężkiej dłoni o stół, co znamionowało rozpoczynającą się kłótnię. Od czasu do czasu któryś z zaniedbanych, brudnych, o rozpustnym wyglądzie mieszkańców tego zatęchłego przybytku przesuwał się od jednych 'drzwi do drugich przez wąskie przejście, w którym stał właśnie pan Dangerfield. W rzeczy samej obecna siedziba chirurga Dillona znajdowała się w tym diversorium peccatorum, w gmachu Czterech Sądów Marshalsea w Molesworth Court. Gdy gentlemeni owi przechodzili z buńczuczną miną szurając nogami, kiwali przeważnie głowami, mrugali, chrząkali lub w inny sposób pozdrawiali medyka i spoglądali na jego gościa. Albowiem, jak słusznie zauważył autor traktatu harleańskiego — zapomniałem jego nazwiska — ”W więzieniu ludzie nie są dumni, lecz szybko i bez żadnych ceremonii zawierają znajomości”.
Pan Dangerfield stał wyprostowany; jego strój był staranny i spokojny, choć uszyty z kosztownego materiału, a cała postawa tchnęła powściągliwością, stanowczością i pewnością siebie, znamionującą pieniądze, towar niezwykle szanowany w tym ustroniu. Miał on dar spostrzegania wszystkiego w jednej chwili, choć zdawał się nie patrzeć i nie widzieć, a nikt nie podejrzewał go o przyglądanie się czemukolwiek. W młodym chirurgu poznał człowieka, który był wyraźnym jego przeciwieństwem. Był on chudy i niemrawy, nieśmiały i niesamowity, ubrany w długi zatłusz-
www.belloeforte.pl


