Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 53
pan... pan nie zna świata, Puddock... Lepiej pan uczyni zdając się na mnie, widzi pan. Wobec tego przypuszczam, że możemy już stąd odejść... nie ma sensu czekać dłużej.
I z niezadowoleniem, ociągając się, wytworny kapitan, za którym kroczył Puddock, opuścił ów dom, zatrzymując się w rogu podworca, by pogłaskać wilczura, i marudząc w alei na tyle długo, na ile pozwalała przyzwoitość.
Przez cały ten czas panna Gertruda Chattesworth, podobnie jak jej bardziej dojrzała w latach krewna, znajdowała się w spokojnym zaciszu swego pokoju. Ona również zamknęła drzwi na klucz, aby z pulsującymi skroniami i pobladłą twarzą napisać list, z którego pozwalam sobie wydrukować kilka ledwie zrozumiałych ustępów.

Widziałam pana w niedzielę — niemal dwie godziny — niechaj Niebiosa wybaczą mi, że prawie o niczym innym nie myślę, jedynie o panu. Och! Czegóż bym nie dała, by móc powiedzieć panu choć dziesięć słów! Kiedyż skończy się ten nieszczęsny okres próby? Czemu nadal trwa ta przewrotna tajemnica? Czasami tracę wszelką nadzieję co do mego losu i niemal całą wiarę w pana. Czuję, że jestem oszustką i nie mogę tego znieść. Zapewniam pana na świętość mej czci o swoim przekonaniu, że nic się nie zyskało — och, proszę wybaczyć to słowo — na tym oszukiwaniu. Jak i kiedy to się skończy? Co pan zamierza? Czemu nieobecność zakrystiana w mieście tak pana niepokoi? Czyż czyha jakieś niebezpieczeństwo, którego pan nie odkrył? Pewien przyjaciel powiedział mi, że przygotowuje się pan do opuszczenia Chapelizod i powrotu do Anglii. Byłam bliska omdlenia, gdy to usłyszałam! Żałuję niemal, że tak się nie stało, gdyż tajemnica wydałaby się wówczas i zostałabym wyzwolona. W jaki sposób uzyskał pan ów dziwny wpływ na mnie, że tak oszukuję tych, którym powinnam w naturalny sposób zaufać całkowicie? Oni wierzą, że zerwałam z panem, jestem o tym przekonana. I cóż to za nowa sprawa doktora Sturka? Szaleję z niepewności i lęku. Mam tak skąpe i tak rzadkie wieści od pana, że nie mogę się domyślić z niejasnych pana napomknień, czy jakieś nowe niebezpieczeństwo nie czyha w pańskim samotnym domu. Nie wiem, za sprawą jakich to czarów jestem tak z panem związana, że znoszę mękę owej dziwnej, podstępnej tajemnicy — lecz pan cały jest tajemnicą; a jednak, niechaj pan nie będzie... pan nie może być... moim złym duchem. Nie może pan skazywać mnie dłużej na nikczemność, która musi mnie zniszczyć. Zaklinam pana, niechaj się pan oświadczy. Czegóż mamy się obawiać? Stawię czoło wszystkiemu, odważę się na wszystko... na wszystko, lecz nie na tę ciemność, niepewność i świadomość ciągłego udawania. Proszę się oświadczyć, błagam pana, i być mym aniołem światłości i wybawienia.”
 
Było tam jeszcze o wiele więcej, lecz ta próbka całkowicie wystarcza; a gdy list był już gotów, podpisała go:
Pana najnieszczęśliwsza i zbyt wierna,
Gertruda”
 
Po opieczętowaniu listu wsparła pełną niepokoju głowę na dłoni i ciężko westchnęła.
Dobrze wiedziała, jaką go wysłać drogą, tak więc list czekał już w domu, gdy ów, dla którego był przeznaczony, powrócił tam wieczorem.