Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 51
gotów wyświadczyć mi uprzejmość — (Nacisk położony na to słowo był strzałem wymierzonym w biednego Puddocka). — Czy mogę więc prosić pana, by zechciał pan pójść na ganek i rozejrzeć się, czy nie ma tam gdzieś tego biednego stworzenia... Pan zna Florę?
— Czy ją znam... och, droga pani, tak! — zawołał Cluffe skwapliwie. Nie znał zwierzęcia, lecz wierzył, że odpowie ono na dźwięk swego imienia, które począł namiętnie wykrzykiwać z ganku i na podworcu, dodając wiele czułych słówek przeznaczonych dla uszu ciotki Becky znajdującej się w salonie.
Mały Puddock, urażony ciągłą surowością damy, pragnął przemówić, lubił bowiem ciotkę Becky i serce jego wezbrało żalem z powodu jej niesprawiedliwości; lecz, choć chrząknął raz czy dwa razy, jednak nie miał jeszcze gotowego wstępu i nie umiał ubrać swych uczuć w odpowiednie słowa.
Przez jakiś czas ciotka Becky wytrwale wyglądała przez okno, po czym pożeglowała dostojnie w kierunku drzwi, które mały porucznik pośpiesznie przed nią otworzył z miną pokorną i cokolwiek przestraszoną.
— Proszę się nie trudzić, sir — powiedziała ciotka Becky w właściwy sobie wyniosły, chłodny sposób.
— Madame, to nie żaden trud... byłoby to dla mnie szczęściem, madame, gdyby mi pani zezwoliła służyć sobie w jakikolwiek sposób. Lecz, istotnie, przykro mi, że opuszcza pani pokój, i to bardzo przykro — rzekł mały Puddock, coraz bardziej wymowny pod wpływem własnych słów — że ściągnąłem na siebie pani gniew. Doprawdy, madame, nie wiem, w jaki sposób... i nigdy nie zapomnę, madame, dobroci okazanej mi przez panią w czasie mej choroby.
— Zapomni pan, sir... pan już zapomniał. Choć, co prawda, sir, niewiele było do zapamiętania, ja... cieszę się, że pan ocenił to, jako moją życzliwość dla pana. Dobrze... dobrze panu życzę, sir — powiedziała ciotka Becky. Spuściła wzrok ku ziemi i lekko przybladła, a pośpiesznie wypowiedziane słowa brzmiały niemal smutno. — Co do mojego gniewu, sir, któż twierdzi, że jestem zagniewana? 'A jeśli nawet tak jest, cóż może obchodzić pana mój gniew. Nie, sir — ciągnęła dalej niemal z zawziętością, tupnąwszy lekko w podłogę — pan nie dba o to. Czemuż miałby; pan