Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 5
Jego towarzysz wyciągnął rękę ku papierom.
— Mniejsza o to! — rzekł adwokat — to silnie umocni M.M. w jej występnej działalności.
— A któż to jest M.M.? — spytał Toole.
— Kiedy doręczono te zawiadomienia, doktorze? — spytał pan Gamble.
— Mniej więcej przed godziną, lecz pytam, kim u licha jest M.M.? — nalegał Toole.
— M.M. — powtórzył adwokat, uśmiechając się ponuro i spoglądając na grzbiety leżących na stole zawiadomień — cóż, wiele dziwnych rzeczy można usłyszeć o M.M., a miasto i kraj cały zapewne dowiedzą się o niej wkrótce o wiele więcej w związku z tą sprawą. A któż wręczył te papiery, doręczyciel sądowy czy ktoś inny?
— No cóż, tęgi łajdak, szeroki w barach, o byczym karku z podwójnym podbródkiem i wielką, okrągłą, nalaną twarzą barwy klusek smażonych na zepsutym łoju, z czarną opaską na oku — odparł Toole.
— Bardzo prawdopodobne... Czy był sam? — rzekł Gamble.
— Nie... była z nim wysoka, chytra diablica w czerni, wyglądająca, jakby chciała rozerwać człowiekowi gardło jak kot w ciemności, blada jak papier, z wielkimi czarnymi, głęboko osadzonymi oczyma.
— Tak, otóż to — powiedział Gamble, który w czasie tej rozmowy zrzucił szlafrok na oparcie krzesła i założył surdut, a później otworzył małą szafkę w ścianie, z której wyjął perukę, by uzupełnić strój.
— Otóż to? — powtórzył Toole — Otóż co?... Co jest czym?
— Otóż, to jest Dawid O'Regan — Brudny Davy, jak go nazywamy. Nigdy jeszcze me spotkałem go w uczciwej sprawie, a kobietą jest M.M.
— Hę! Z pewnością... Kobietą... wiem... pamiętam. — I ledwie nie wygadał się z tajemnicą biednej pani Macnamara, lecz wstrzymał się w samą porę. — To wróżka, czarownica M.M. — Mary Matchwell. Jedną z jej drukowanych wizytówek, wie pan, znaleziono w kałuży krwi Sturka. Doktora Sturka, pamięta pan, to za jego zabójstwo wydano nakaz aresztowania naszego biednego przyjaciela, wie pan.