Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 48
choć pańskie postanowienie zaskoczyło mnie. Moja bratanica okazała się w tym względzie tak przewrotna, przyznaję, że nie widzę obecnie prawdopodobieństwa jakiejkolwiek zmiany i istotnie nie bardzo ją pojmuję; bardzo możliwe, że nie pojmuje ona samej siebie.
Pan Dangerfield omal nie uśmiechnął się w swój zwykły, ponury, niepokojący sposób i twarz jego przybrała cyniczny wyraz. Czarna małpka zrobiła grymas za jego plecami i przytuliła się doń poufale. Rozczarowany gentleman pomyślał, że dobrze pojmuje pannę Gertrudę.
— Sądziłam — rzekła ciotka Becky — podejrzewałam... czy pan również... że pewien młody gentleman z sąsiedztwa...
— Potrafił zaskarbić sobie łaski młodej damy? — dokończył Dangerfield.
— Tak, i przypuszczam, iż pan wie, kogo mam na myśli — powiedziała ciotka Rebeka.
— Kogo... proszę, madame? — spytał.
— No cóż, porucznika Puddocka — odparła ciotka Becky, znów poprawiając porcelanę na kominku.
— Ech? Co? Doprawdy? Nie przyszło mi to do głowy — odparł Dangerfield.
Jego sposób mówienia najprostszych rzeczy nieraz wprawiał ludzi w zakłopotanie i onieśmielał ich, albowiem wydawało się, iż nadaje on słowom ukryte znaczenie, niczym nie dopowiedziane na pół dosłyszalne echo. Ciotka Becky zaczerwieniła się przybierając minę pełną godności; lecz po chwili rozmowa potoczyła się dalej.
— Bardzo żałuję, panno Chattesworth, że muszę stąd wyjechać. Utrata pani towarzystwa — proszę nie zrozumieć mnie źle, nigdy nikomu nie schlebiam — jest główną przyczyną mego żalu. Niektóre z pani poglądów i projektów ogromnie mnie zaciekawiły. Zobaczę się z lordem Castlemallardem wcześniej, niż przypuszczałem, i uczynię wszystko, co w mej mocy, by nakłonić go do oddania placu pod budynek i do dostarczenia bezpłatnie kamieni z kamieniołomu. Mam nadzieję, że choć nie będę już dłużej tu mieszkał, pozwoli mi pani przyczynić się do tego przedsięwzięcia sumą pięćdziesięciu funtów.
— Sir, chciałabym, by istniało więcej gentlemenów tak oddanych jak pan sprawom publicznym i obdarzonych po-
Pan Dangerfield omal nie uśmiechnął się w swój zwykły, ponury, niepokojący sposób i twarz jego przybrała cyniczny wyraz. Czarna małpka zrobiła grymas za jego plecami i przytuliła się doń poufale. Rozczarowany gentleman pomyślał, że dobrze pojmuje pannę Gertrudę.
— Sądziłam — rzekła ciotka Becky — podejrzewałam... czy pan również... że pewien młody gentleman z sąsiedztwa...
— Potrafił zaskarbić sobie łaski młodej damy? — dokończył Dangerfield.
— Tak, i przypuszczam, iż pan wie, kogo mam na myśli — powiedziała ciotka Rebeka.
— Kogo... proszę, madame? — spytał.
— No cóż, porucznika Puddocka — odparła ciotka Becky, znów poprawiając porcelanę na kominku.
— Ech? Co? Doprawdy? Nie przyszło mi to do głowy — odparł Dangerfield.
Jego sposób mówienia najprostszych rzeczy nieraz wprawiał ludzi w zakłopotanie i onieśmielał ich, albowiem wydawało się, iż nadaje on słowom ukryte znaczenie, niczym nie dopowiedziane na pół dosłyszalne echo. Ciotka Becky zaczerwieniła się przybierając minę pełną godności; lecz po chwili rozmowa potoczyła się dalej.
— Bardzo żałuję, panno Chattesworth, że muszę stąd wyjechać. Utrata pani towarzystwa — proszę nie zrozumieć mnie źle, nigdy nikomu nie schlebiam — jest główną przyczyną mego żalu. Niektóre z pani poglądów i projektów ogromnie mnie zaciekawiły. Zobaczę się z lordem Castlemallardem wcześniej, niż przypuszczałem, i uczynię wszystko, co w mej mocy, by nakłonić go do oddania placu pod budynek i do dostarczenia bezpłatnie kamieni z kamieniołomu. Mam nadzieję, że choć nie będę już dłużej tu mieszkał, pozwoli mi pani przyczynić się do tego przedsięwzięcia sumą pięćdziesięciu funtów.
— Sir, chciałabym, by istniało więcej gentlemenów tak oddanych jak pan sprawom publicznym i obdarzonych po-
www.belloeforte.pl


