Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 47
doków powodzenia, uczyni pan dobrze odjeżdżając tam, dokąd wzywają pana interesy lub rozrywki — rzekła ciotka Becky nieco wyniośle.
— Co za fircyk! — powiedziała papuga — Kłamiesz, ty psie!
— Ani interesy, madame, ani rozrywki nie wzywają mnie. Moje położenie stało się po prostu rozpaczliwe. Póki nadzieja dodawała mi otuchy, mało zważałem na to, co mogą powiedzieć lub pomyśleć ludzie, lecz mówię pani uczciwie, że wszelka nadzieja zgasła i nie do zniesienia stała się dla mnie myśl o pozostaniu tu dłużej i oglądaniu owego skarbu, którego nie mogę przestać pragnąć, a nigdy nie będę mógł posiadać. Doszedłem do tego, madame, że nienawidzę tego miejsca.
Ciotka Becky z głową wysoko uniesioną poczęła bardzo ostrożnie przestawiać na gzymsie kominka dwie porcelanowe figurki mandarynów, najpierw jedną, potem drugą. Nastąpiła przerwa w rozmowie, podczas której jeden z piesków zaskowyczał, małpka zaś, uderzywszy się po uszach, skrzecząc skoczyła z brzękiem łańcucha na oparcie fotela, na którym siedział ponury zalotnik. Pan Dangerfield chętnie wymierzyłby policzek temu dokuczliwemu stworzeniu, lecz wiedział, jak wielką przykrość sprawiłoby to pannie Rebece Chattesworth.
— A więc, madame — rzekł, wstając niespodzianie — przybyłem tu, by z całego serca podziękować pani za poparcie udzielone mi w mych nieszczęsnych konkurach, których wreszcie na dobre poniechałem. Wyjadę do Anglii, gdy tylko interesy mi na to pozwolą; a ponieważ nie robiłem tajemnicy z mych starań, nie będę również ukrywał przyczyny mego wyjazdu; jestem człowiekiem szczerym, madame; skoro świat znał me nadzieje, nie będę dawał ludziom fałszywych usprawiedliwień mego odjazdu; uchylę jedynie kapelusza i pokłonię się losowi — ja, człowiek zawiedziony.
— Avez-vous dîné, mon petit coquin? — zaskrzeczała papuga.
— No cóż, nie będę przeczyć, że ma pan powody, aby tak postąpić, i być może lepiej będzie zakończyć tę sprawę,
— Co za fircyk! — powiedziała papuga — Kłamiesz, ty psie!
— Ani interesy, madame, ani rozrywki nie wzywają mnie. Moje położenie stało się po prostu rozpaczliwe. Póki nadzieja dodawała mi otuchy, mało zważałem na to, co mogą powiedzieć lub pomyśleć ludzie, lecz mówię pani uczciwie, że wszelka nadzieja zgasła i nie do zniesienia stała się dla mnie myśl o pozostaniu tu dłużej i oglądaniu owego skarbu, którego nie mogę przestać pragnąć, a nigdy nie będę mógł posiadać. Doszedłem do tego, madame, że nienawidzę tego miejsca.
Ciotka Becky z głową wysoko uniesioną poczęła bardzo ostrożnie przestawiać na gzymsie kominka dwie porcelanowe figurki mandarynów, najpierw jedną, potem drugą. Nastąpiła przerwa w rozmowie, podczas której jeden z piesków zaskowyczał, małpka zaś, uderzywszy się po uszach, skrzecząc skoczyła z brzękiem łańcucha na oparcie fotela, na którym siedział ponury zalotnik. Pan Dangerfield chętnie wymierzyłby policzek temu dokuczliwemu stworzeniu, lecz wiedział, jak wielką przykrość sprawiłoby to pannie Rebece Chattesworth.
— A więc, madame — rzekł, wstając niespodzianie — przybyłem tu, by z całego serca podziękować pani za poparcie udzielone mi w mych nieszczęsnych konkurach, których wreszcie na dobre poniechałem. Wyjadę do Anglii, gdy tylko interesy mi na to pozwolą; a ponieważ nie robiłem tajemnicy z mych starań, nie będę również ukrywał przyczyny mego wyjazdu; jestem człowiekiem szczerym, madame; skoro świat znał me nadzieje, nie będę dawał ludziom fałszywych usprawiedliwień mego odjazdu; uchylę jedynie kapelusza i pokłonię się losowi — ja, człowiek zawiedziony.
— Avez-vous dîné, mon petit coquin? — zaskrzeczała papuga.
— No cóż, nie będę przeczyć, że ma pan powody, aby tak postąpić, i być może lepiej będzie zakończyć tę sprawę,
www.belloeforte.pl


