Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 45
przemówił. To ostatnie, madame, może mieć znacznie większe następstwa, niż pani, być może, zdaje sobie sprawę.
Biedna mała pani Sturk była bardzo Wada i oddychała ciężko przyciskając rękę do serca.
— Uczyniłem wszystko, co mogłem, rozumie pani, by rozeznać się w jego sprawach, i udało mi się uspokoić jego wierzycieli.
W tym miejscu biedna pani Sturk wybuchnęła:
— Och! Niechaj Ojciec wszystkich sierot, skoro muszą one być na świecie, pobłogosławi i wynagrodzi to panu... och... och... och... och... panie Dangerfield... och... och... och... sir!
— Błagam panią, proszę mi uczynić łaskę i uspokoić się. Proszę słuchać, madame, podejrzewam, że jego sprawy pieniężne żadną miarą nie są w tak opłakanym stanie, jak początkowo przypuszczaliśmy. Wydostał, o ile się nie mylę, duże sumy, ale skąd, ani ja, ani pani, nie możemy tego powiedzieć. Proszę mu przywrócić mowę na pięć minut, a może to być warte tysiąc funtów dla pani... no, dobrze, nie dla pani, jeśli pani tak chce, lecz dla jego dzieci. I jeszcze jedno, madame, kim był ten łajdak, który zadał mu owe ciosy... Charles... ee... Charles... pan Nutter... rozumie pani, madame.
— Och! Ten straszny... straszny człowiek... niech mu Bóg przebaczy. Och, mój Barney! Proszę na niego spojrzeć... byłby mu sam przebaczył, gdyby mógł mówić. Przebaczyłbyś mu, mój szlachetny Barneyu... przebaczyłbyś...
— Z pewnością byłby mu przebaczył, lecz, proszę zrozumieć, madame, jak ważne jest jego zeznanie dla ustalenia faktów. No cóż, wiem, że nie chciałby, aby kogokolwiek powieszono. Lecz przypuśćmy, madame, że Charles Nutter jest niewinny. Czyż nie sądzi pani, że mąż chciałby, by go uniewinniono? Tak, tak pani sądzi. A więc, madame, należy się to społeczeństwu, widzi pani, i jego dzieciom, aby mu dano sposobność odzyskania mowy, a ze zwykłych względów humanitarnych winien otrzymać możliwość uratowania życia, co? Lecz żaden z opiekujących się nim lekarzy na to nie pozwoli. Otóż, madame, istnieje bardzo prosta operacja zwana trepanacją, słyszała pani o niej, która dałaby mu taką możliwość, lecz w obawie, że się nie uda, lekarze nie chcą próbować, mimo iż twierdzą, że bez niej musi umrzeć, rozumie pani? Tak, umrzeć musi i nie ma żadnej możliwości przeżycia, jeśli pani nie spróbuje operacji.
I tak nawracając wciąż do owych dwóch możliwości i powołując się na przezorność, miłość bliźniego i obowiązek działania oraz przedstawiając nieuniknione, zgubne następstwa dotychczasowego postępowania, Dangerfield wymógł wreszcie na pani Sturk, by napisała kilka słów do chirurga Dillona prosząc go, by przybył następnego wieczoru w celu dokonania operacji. Biedna mała kobietka nie mogła znieść strasznego słowa ”dzisiaj”. Błagała o zwłokę i ostatecznie, na pół oszołomiona, zgodziła się na wezwanie chirurga na następny dzień.
— Mam nadzieję, droga madame, że ma pani do mnie nieco zaufania. Wydaje mi się, że okazałem pewną życzliwość i starałem się być użytecznym.
— Och, sir, panie Dangerfield, jest pan zbyt dobry, jest pan naszym aniołem stróżem, gdyby nie pan, sir, nie mielibyśmy dachu nad głową ni łóżka, by się położyć, och! oby...
— No dobrze, madame, pani raczy zbyt wysoko cenić me drobne usługi, lecz choć są one skromne, pragnę się na nie powołać, by rościć sobie prawo do pani zaufania; toteż błagam panią, skoro już pani postanowiła uczynić ów rozsądny krok, aby nie rzekła pani o tym nikomu słowa. Pojadę do miasta i załatwię wizytę lekarza; mam nadzieję, że wkrótce będzie pani miała rzeczywiste podstawy do wdzięczności, nie wobec mnie, madame, lecz wobec Niebios.