Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 44
giej stronie ulicy nie mogły Sturka wyrwać z owego strasznego snu.
— Możesz zejść na dół, moja droga — zwrócił się pan Dangerfield do młodej dziewczyny, która milcząco uniosła się z krzesła, gdy weszli do pokoju — za pani zezwoleniem, pani Sturk, powtarzam, dziecko, możesz pobiec na dół — i uśmiechnął się żartobliwym, a zarazem złowrogim uśmiechem, lekkim kiwnięciem palca wskazując drzwi. Dziewczyna grzecznie dygnęła i zniknęła posłusznie.
Wówczas rozsunął kotary i spojrzał na doktora Sturka. Tu oto leżał bohater tragedii: jego rozbita głowa była obandażowana, a końce bandaży złączono plastrem; wielki zawój z cienkiego białego płótna jak wspaniały turban wieńczył posępną, pożółkłą twarz.
Dangerfield wsunął palce pod kołdrę i ujął rannego za rękę; dziwne to było powitanie! Lecz szukał jedynie tętna i badając je przez chwilę rzekł szeptem, albowiem złudzenie snu na wszystkich jednakie sprawiało wrażenie:
— Ho, ho! Tętno zanikło. A teraz, madame, proszę mnie wysłuchać. Nie ma nikogo w całym Chapelizod prócz pani, kto by nie wiedział, że jego rany są śmiertelne. On umiera, proszę pani.
— Och... och... o... o... och, panie Dangerfield, pan tak... pan w to nie wierzy! — krzyknęła rozpaczliwie biedna mała dama, której twarz zbielała z męki i trwogi.
— Błagam panią, droga pani Sturk, proszę się opanować i wysłuchać mnie: wierzę, że jest jeszcze możliwość ocalenia go; lecz nie będzie żadnej, zupełnie żadnej możliwości, madame, jeśli nie posłucha pani mej rady. Co wieczór spotykam doktora Toole'a w klubie i słyszę z jego ust to samo oświadczenie: nieco słabszy... wciąż to samo... słabszy... opada z sił... nie ma nadziei.
Po tych słowach pani Sturk znów wybuchnęła płaczem.
— Pani, stwierdzam, że jeśli się pani nie opanuje, będę żałował, że tu przyszedłem. Póki lekarze, którzy się nim opiekują, mają go w swych rękach, nie ma nadziei ani na to, że będzie żył, ani na to, że odzyska świadomość choćby na chwilę lub przemówi. Błagam, proszę mnie wysłuchać. Oni sami to przyznają. Otóż, powtarzam, madame, musimy walczyć o jego życie, a jeśli się nam to nie uda, o to, by
— Możesz zejść na dół, moja droga — zwrócił się pan Dangerfield do młodej dziewczyny, która milcząco uniosła się z krzesła, gdy weszli do pokoju — za pani zezwoleniem, pani Sturk, powtarzam, dziecko, możesz pobiec na dół — i uśmiechnął się żartobliwym, a zarazem złowrogim uśmiechem, lekkim kiwnięciem palca wskazując drzwi. Dziewczyna grzecznie dygnęła i zniknęła posłusznie.
Wówczas rozsunął kotary i spojrzał na doktora Sturka. Tu oto leżał bohater tragedii: jego rozbita głowa była obandażowana, a końce bandaży złączono plastrem; wielki zawój z cienkiego białego płótna jak wspaniały turban wieńczył posępną, pożółkłą twarz.
Dangerfield wsunął palce pod kołdrę i ujął rannego za rękę; dziwne to było powitanie! Lecz szukał jedynie tętna i badając je przez chwilę rzekł szeptem, albowiem złudzenie snu na wszystkich jednakie sprawiało wrażenie:
— Ho, ho! Tętno zanikło. A teraz, madame, proszę mnie wysłuchać. Nie ma nikogo w całym Chapelizod prócz pani, kto by nie wiedział, że jego rany są śmiertelne. On umiera, proszę pani.
— Och... och... o... o... och, panie Dangerfield, pan tak... pan w to nie wierzy! — krzyknęła rozpaczliwie biedna mała dama, której twarz zbielała z męki i trwogi.
— Błagam panią, droga pani Sturk, proszę się opanować i wysłuchać mnie: wierzę, że jest jeszcze możliwość ocalenia go; lecz nie będzie żadnej, zupełnie żadnej możliwości, madame, jeśli nie posłucha pani mej rady. Co wieczór spotykam doktora Toole'a w klubie i słyszę z jego ust to samo oświadczenie: nieco słabszy... wciąż to samo... słabszy... opada z sił... nie ma nadziei.
Po tych słowach pani Sturk znów wybuchnęła płaczem.
— Pani, stwierdzam, że jeśli się pani nie opanuje, będę żałował, że tu przyszedłem. Póki lekarze, którzy się nim opiekują, mają go w swych rękach, nie ma nadziei ani na to, że będzie żył, ani na to, że odzyska świadomość choćby na chwilę lub przemówi. Błagam, proszę mnie wysłuchać. Oni sami to przyznają. Otóż, powtarzam, madame, musimy walczyć o jego życie, a jeśli się nam to nie uda, o to, by
www.belloeforte.pl