Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 43
Następnie żwawo, swoim zwyczajem, rycerz w lśniących okularach ubrał się starannie i po kilku minutach dostrzec można było jego trójgraniasty kapelusz przesuwający się wzdłuż ogrodzenia w kierunku Chapelizod.
Rzucił spojrzenie w okno Sturka — weszło to teraz w powszechny zwyczaj — gdy tylko ukazało się ono w zasięgu jego wzroku. Lecz wszystko wyglądało jak zwykle. Wszedł więc po schodach i zapytał o panią Sturk.
— Moja droga pani — powiedział po wymianie należnych grzeczności — mam jedynie kilka chwil czasu; koń mój czeka przy ”Feniksie”, jestem w drodze do miasta. Jak się miewa dzisiaj nasz pacjent?
— Och, bardzo dobrze... nadzwyczajnie... to znaczy, biorąc pod uwagę dzisiejszy ziąb. Doktor mówi, że jest słabszy, lecz ja się tym nie przejmuję, albowiem musi być słaby, póki jest tak zimno; zawsze to mówię i oceniam bardzo wiele na oko. A pan, panie Dangerfield? Sądzę po jego wyglądzie, rozumie pan; nie może mnie to wprowadzić w błąd i zapewniam pana...
— W domu jest spokojnie; czy dzieci wyszły, madame?
— Och, tak, są z Mag w parku.
— A może, madame, pozwoliłaby mi pani spojrzeć na niego?
— Spojrzeć na niego?
— Tak, spojrzeć na niego, tylko przez chwilę, rozumie pani.
Miała bardzo zdziwioną minę, a może nieco zaciekawioną i przestraszoną.
— Nie słyszał pan, mam nadzieję, że jest z nim gorzej, panie Dangerfield? Och, na pewno nic takiego nie słyszał pan?
— Nie, madame, na honor, z wyjątkiem tego, co mi pani sama powiedziała. Niczego o nim dzisiaj nie słyszałem, lecz chciałbym go ujrzeć i zamienić z panią kilka słów, za pani zezwoleniem.
Wobec tego pani Sturk zaprowadziła go ma górę szepcząc przez cały czas, albowiem wciąż wyobrażała sobie, że jej Barney pogrążony jest w lekkim, słodkim śnie, z którego pod żadnym pozorem nie należy go budzić. Zapominała lut) nie zdawała sobie dostatecznie jasno sprawy z tego, że wszystkie armaty ustawione na dziedzińcu koszar po dru-
Rzucił spojrzenie w okno Sturka — weszło to teraz w powszechny zwyczaj — gdy tylko ukazało się ono w zasięgu jego wzroku. Lecz wszystko wyglądało jak zwykle. Wszedł więc po schodach i zapytał o panią Sturk.
— Moja droga pani — powiedział po wymianie należnych grzeczności — mam jedynie kilka chwil czasu; koń mój czeka przy ”Feniksie”, jestem w drodze do miasta. Jak się miewa dzisiaj nasz pacjent?
— Och, bardzo dobrze... nadzwyczajnie... to znaczy, biorąc pod uwagę dzisiejszy ziąb. Doktor mówi, że jest słabszy, lecz ja się tym nie przejmuję, albowiem musi być słaby, póki jest tak zimno; zawsze to mówię i oceniam bardzo wiele na oko. A pan, panie Dangerfield? Sądzę po jego wyglądzie, rozumie pan; nie może mnie to wprowadzić w błąd i zapewniam pana...
— W domu jest spokojnie; czy dzieci wyszły, madame?
— Och, tak, są z Mag w parku.
— A może, madame, pozwoliłaby mi pani spojrzeć na niego?
— Spojrzeć na niego?
— Tak, spojrzeć na niego, tylko przez chwilę, rozumie pani.
Miała bardzo zdziwioną minę, a może nieco zaciekawioną i przestraszoną.
— Nie słyszał pan, mam nadzieję, że jest z nim gorzej, panie Dangerfield? Och, na pewno nic takiego nie słyszał pan?
— Nie, madame, na honor, z wyjątkiem tego, co mi pani sama powiedziała. Niczego o nim dzisiaj nie słyszałem, lecz chciałbym go ujrzeć i zamienić z panią kilka słów, za pani zezwoleniem.
Wobec tego pani Sturk zaprowadziła go ma górę szepcząc przez cały czas, albowiem wciąż wyobrażała sobie, że jej Barney pogrążony jest w lekkim, słodkim śnie, z którego pod żadnym pozorem nie należy go budzić. Zapominała lut) nie zdawała sobie dostatecznie jasno sprawy z tego, że wszystkie armaty ustawione na dziedzińcu koszar po dru-
www.belloeforte.pl