Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 42
ROZDZIAŁ LXXXI
W KTÓRYM PAN DANGERFIELD PRZYJMUJE GOŚCIA I IDZIE W ODWIEDZINY
Dangerfield wyszedł i uprzejmie powitał swego gościa, którym okazał się pan sędzia Lowe.
— Witam pana. Proszę zsiąść i wejść. Hej, Doolan, zajmij się koniem pana sędziego Lowe.
Pan Lowe podziękował mu w właściwy sobie chłodny sposób i złożywszy ukłon wkroczył do Spiżowego Zamku. Po wymianie zwykłych uprzejmości usiadł i rzekł:
— Byłem właśnie w Sądzie Karnym, sir, w sprawie tego morderstwa, możemy to tak nazwać, dokonanego na osobie Sturka, i powiedziałem im, że sądzę, iż pan mógłby rzucić światło na tę sprawę.
— Jak, sir?
— No cóż, wyjaśniając stosunki między więźniem Nutterem a doktorem Sturkiem.
— Nie jest to miłe, sir, lecz nie mogę odmówić.
— Żywili do siebie urazę w związku ze stanowiskiem zarządcy majątków, wydaje mi się? Majątków lorda Castlemallarda, co? — ciągnął Lowe.
— Cóż, przypuszczam, że tak było; z pewnością żywili wobec siebie nieprzyjazne uczucia... bardzo nieprzyjazne.
— Czy pan słyszał, jak je wyrażał?
— Tak, wydaje mi się, że większość gentlemenów, którzy go znają, słyszała. Cóż, nie krył się z tym; nie był zbyt rozmowny, lecz słyszeliśmy go mówiącego na ten temat.
— Zapewne pan wie najlepiej, jak układały się między nimi sprawy, gdy mowa o stanowisku zarządcy?
— Tak.
— To bardzo dobrze, sir — powiedział Lowe.
— Mam wrażenie, że należy podjąć stanowcze kroki, by ostatecznie wyjaśnić tę sprawę; pomyślę zatem nad odpowiednim sposobem — odparł Dangerfield.
— Jak pan zamierza to uczynić? — spytał Lowe rzucając mu spojrzenie jastrzębia.
— Jak! Cóż, omówię to dziś wieczór z panią Sturk.
— Czemu? Cóż ona ma z tym wspólnego?
— Zapewne nic, lecz porozmawiam z nią dzisiaj. Wydaje mi się, że trzeba tu nie słów, lecz czynów. Dotychczas sprawa nie była właściwie prowadzona; partacka robota, jak dotąd. Takie jest moje zdanie.
— Jest to dość trudna sprawa — odpowiedział pan Lowe wyniośle.
— Dość trudna, istotnie, lecz rozstrzygnę ją ostatecznie, sir. Trzeba zdobyć pewność.
— Tak, sir? — rzekł Lowe, który spodziewał się usłyszeć więcej.
— Tak — odparł Dangerfield z ożywieniem — będzie to zależało od ni e j; zaproponuję jej, aby to o n a postanowiła.
— A czemu ona, sir? — spytał Lowe szorstko.
— Albowiem to jej sprawa i ma do tego prawo, a nikt inny go nie ma — odparł Dangerfield równie opryskliwie, z rękami w kieszeniach bryczesów i głową lekko przechyloną na bok. Następnie skłoniwszy się: — Czy pozwoli pan kieliszek wina, sir? — co było równoznaczne ze stwierdzeniem: ”Niczego więcej nie dowie się pan ode mnie”.
— Dziękuję panu, zbyt wcześnie dla mnie.
I tak po dopełnieniu zwykłych ceremonii pan Lowe wyszedł, a władca Spiżowego Zamku, idąc obok jego konia, odprowadził go aż do żelaznej furtki, by okazać gościowi należny szacunek. Gdy sędzia ruszył w kierunku Lucan, pan Dangerfield spojrzał za nim z lodowatym, wymuszonym uśmiechem.
W KTÓRYM PAN DANGERFIELD PRZYJMUJE GOŚCIA I IDZIE W ODWIEDZINY
Dangerfield wyszedł i uprzejmie powitał swego gościa, którym okazał się pan sędzia Lowe.
— Witam pana. Proszę zsiąść i wejść. Hej, Doolan, zajmij się koniem pana sędziego Lowe.
Pan Lowe podziękował mu w właściwy sobie chłodny sposób i złożywszy ukłon wkroczył do Spiżowego Zamku. Po wymianie zwykłych uprzejmości usiadł i rzekł:
— Byłem właśnie w Sądzie Karnym, sir, w sprawie tego morderstwa, możemy to tak nazwać, dokonanego na osobie Sturka, i powiedziałem im, że sądzę, iż pan mógłby rzucić światło na tę sprawę.
— Jak, sir?
— No cóż, wyjaśniając stosunki między więźniem Nutterem a doktorem Sturkiem.
— Nie jest to miłe, sir, lecz nie mogę odmówić.
— Żywili do siebie urazę w związku ze stanowiskiem zarządcy majątków, wydaje mi się? Majątków lorda Castlemallarda, co? — ciągnął Lowe.
— Cóż, przypuszczam, że tak było; z pewnością żywili wobec siebie nieprzyjazne uczucia... bardzo nieprzyjazne.
— Czy pan słyszał, jak je wyrażał?
— Tak, wydaje mi się, że większość gentlemenów, którzy go znają, słyszała. Cóż, nie krył się z tym; nie był zbyt rozmowny, lecz słyszeliśmy go mówiącego na ten temat.
— Zapewne pan wie najlepiej, jak układały się między nimi sprawy, gdy mowa o stanowisku zarządcy?
— Tak.
— To bardzo dobrze, sir — powiedział Lowe.
— Mam wrażenie, że należy podjąć stanowcze kroki, by ostatecznie wyjaśnić tę sprawę; pomyślę zatem nad odpowiednim sposobem — odparł Dangerfield.
— Jak pan zamierza to uczynić? — spytał Lowe rzucając mu spojrzenie jastrzębia.
— Jak! Cóż, omówię to dziś wieczór z panią Sturk.
— Czemu? Cóż ona ma z tym wspólnego?
— Zapewne nic, lecz porozmawiam z nią dzisiaj. Wydaje mi się, że trzeba tu nie słów, lecz czynów. Dotychczas sprawa nie była właściwie prowadzona; partacka robota, jak dotąd. Takie jest moje zdanie.
— Jest to dość trudna sprawa — odpowiedział pan Lowe wyniośle.
— Dość trudna, istotnie, lecz rozstrzygnę ją ostatecznie, sir. Trzeba zdobyć pewność.
— Tak, sir? — rzekł Lowe, który spodziewał się usłyszeć więcej.
— Tak — odparł Dangerfield z ożywieniem — będzie to zależało od ni e j; zaproponuję jej, aby to o n a postanowiła.
— A czemu ona, sir? — spytał Lowe szorstko.
— Albowiem to jej sprawa i ma do tego prawo, a nikt inny go nie ma — odparł Dangerfield równie opryskliwie, z rękami w kieszeniach bryczesów i głową lekko przechyloną na bok. Następnie skłoniwszy się: — Czy pozwoli pan kieliszek wina, sir? — co było równoznaczne ze stwierdzeniem: ”Niczego więcej nie dowie się pan ode mnie”.
— Dziękuję panu, zbyt wcześnie dla mnie.
I tak po dopełnieniu zwykłych ceremonii pan Lowe wyszedł, a władca Spiżowego Zamku, idąc obok jego konia, odprowadził go aż do żelaznej furtki, by okazać gościowi należny szacunek. Gdy sędzia ruszył w kierunku Lucan, pan Dangerfield spojrzał za nim z lodowatym, wymuszonym uśmiechem.
www.belloeforte.pl