Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 41
zwolić im cieszyć się ich rajem! Straciłem całą przezorność i zdrowy rozsądek pod wpływem przeklętego zaślepienia. Ta urodziwa, bezczelna dziewoja, panna Gertruda, dobrze byłoby ją posiąść i upokorzyć, lecz... lecz nie jest to warte tygodnia pobytu w takim sąsiedztwie.
Monolog ów od czasu do czasu przechodzący w szept miał miejsce około jedenastej przed południem w małym, niskim saloniku Spiżowego Zamku, z którego okien rozciągał się widok na rzekę w okowach zimy.
Pan Dangerfield znał zalety tytoniu, nabił więc fajkę i zasiadł ponury, blady i wyprostowany przy ogniu. Nie każdemu dane jest snuć ”przyjemne rozmyślania”. Rycerz o srebrzystych okularach zakończył z fajką w zębach swój monolog, widząc różne rzeczy poprzez biały, odurzający dym.
— Nie mogę odejść i pozostawić sprawy w takim stanie; jakieś pismo mogłoby być wysłane w ślad za mną, co? Nie, zostanę i przekonam się, jak się to wszystko zakończy. Sturk... Barnabas Sturk. Gdyby wróciła mu mowa na pięć minut... hm... zobaczymy. Porozmawiam o tym z panią Sturk... musimy sprawić, by przemówił... gaduła; to ciężka sprawa, by trzymał język za zębami; tak, dopomożemy mu, by przemówił; to leży w interesie sprawiedliwości... wiekuistej sprawiedliwości... cha, cha, prawdę; całą prawdę i tylko prawdę. Niechaj doktor Sturk złoży przysięgę... cha, cha... magna est veritas... nie ma tu nic do ukrywania, nic, czego nie można byłoby ujawnić, cha, cha. Niechaj wezwą doktora Sturka.
Tak oto biała, szczupła, upiorna postać w okularach i z fajką siedziała samotnie wyprostowana przy kominku pogrążona w gorzkich szyderczych myślach. Następnie Dangerfield postukał fajką o gzyms kominka, by wysypać popiół, podniósł się i stanął plecami do ognia, pogrążony przez chwilę w ponurym rozmyślaniu, po czym otworzył biurko i wyjął list z dużą czerwoną pieczęcią. List ów leżał tam przeszło dwa miesiące, a był to ów oczekiwany z niecierpliwością list od londyńskiego lekarza. Nie był on zbyt długi, przeto Dangerfield przeczytał go stojąc; biała jego twarz pochmurniała, w miarę czytania przybierając coraz bardziej skupiony i surowy wyraz.
— Zaiste, to diabelnie mocne... cha, cha, cha... i rozstrzygające. — Znów się rozpogodził. — Przechowywałem to dostatecznie długo — igni reserva'a.
I trzymając list w szczypcach, podpalił jeden róg, a gdy ostatni czarny skrawek pokryty pełzającymi iskierkami pofrunął w górę komina, usłyszał głos jakiegoś gentlemana nawołującego w podwórzu.
Monolog ów od czasu do czasu przechodzący w szept miał miejsce około jedenastej przed południem w małym, niskim saloniku Spiżowego Zamku, z którego okien rozciągał się widok na rzekę w okowach zimy.
Pan Dangerfield znał zalety tytoniu, nabił więc fajkę i zasiadł ponury, blady i wyprostowany przy ogniu. Nie każdemu dane jest snuć ”przyjemne rozmyślania”. Rycerz o srebrzystych okularach zakończył z fajką w zębach swój monolog, widząc różne rzeczy poprzez biały, odurzający dym.
— Nie mogę odejść i pozostawić sprawy w takim stanie; jakieś pismo mogłoby być wysłane w ślad za mną, co? Nie, zostanę i przekonam się, jak się to wszystko zakończy. Sturk... Barnabas Sturk. Gdyby wróciła mu mowa na pięć minut... hm... zobaczymy. Porozmawiam o tym z panią Sturk... musimy sprawić, by przemówił... gaduła; to ciężka sprawa, by trzymał język za zębami; tak, dopomożemy mu, by przemówił; to leży w interesie sprawiedliwości... wiekuistej sprawiedliwości... cha, cha, prawdę; całą prawdę i tylko prawdę. Niechaj doktor Sturk złoży przysięgę... cha, cha... magna est veritas... nie ma tu nic do ukrywania, nic, czego nie można byłoby ujawnić, cha, cha. Niechaj wezwą doktora Sturka.
Tak oto biała, szczupła, upiorna postać w okularach i z fajką siedziała samotnie wyprostowana przy kominku pogrążona w gorzkich szyderczych myślach. Następnie Dangerfield postukał fajką o gzyms kominka, by wysypać popiół, podniósł się i stanął plecami do ognia, pogrążony przez chwilę w ponurym rozmyślaniu, po czym otworzył biurko i wyjął list z dużą czerwoną pieczęcią. List ów leżał tam przeszło dwa miesiące, a był to ów oczekiwany z niecierpliwością list od londyńskiego lekarza. Nie był on zbyt długi, przeto Dangerfield przeczytał go stojąc; biała jego twarz pochmurniała, w miarę czytania przybierając coraz bardziej skupiony i surowy wyraz.
— Zaiste, to diabelnie mocne... cha, cha, cha... i rozstrzygające. — Znów się rozpogodził. — Przechowywałem to dostatecznie długo — igni reserva'a.
I trzymając list w szczypcach, podpalił jeden róg, a gdy ostatni czarny skrawek pokryty pełzającymi iskierkami pofrunął w górę komina, usłyszał głos jakiegoś gentlemana nawołującego w podwórzu.
www.belloeforte.pl


