Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 40
dok publiczny w otwartej trumnie z wielkim bukietem na piersiach, na kontynentalną modłę — przypomniał sobie, że tak było w wypadku pewnego surowego, tęgiego duchownego we Florencji. Trumna stała na kozłach w nawie kościoła w Chapelizod, a on i Charles Nutter, właśnie oni obaj spośród wszystkich ludzi na świecie, stali ramię przy ramieniu jako główni żałobnicy, każdy z zapaloną wielką woskową gromnicą w jednej ręce i z białą chusteczką w drugiej. Otóż, w snach zdarza się czasem, że ludzie doznają uczucia lęku, a nawet grozy, którego po przebudzeniu nigdy nie pamiętają i którego, zważywszy treść, sen ów nie powinien wywołać. Pan Paul Dangerfield, gdyby domagano się tego od niego, czuwałby samotnie w pokoju zmarłego i palił fajką tak spokojnie, jak to czynił w klubie lub w gospodzie ”Pod Feniksem”. Lecz tu było inaczej. Wszyscy zebrani byli zakapturzeni i milczący, siedzieli rzędami; dobiegał posępny odgłos dalekich wód, a naokół rozciągała się nieokreślona ciemność i groza wisiała w powietrzu. Nagle nieboszczyk Sturk usiadł z krzykiem i rzucił grzmiącym głosem straszliwe oskarżenie; Dangerfield zerwał się, przerażony, z łóżka i krzyknął: ”Charles Archer!”
Na zewnątrz huczała i grzmiała burza; przez pewien czas ów ponury, siwy, siedzący prosto gentleman w koszuli, nie bardzo wiedział, w jakiej części świata, a raczej na jakim świecie się znajduje.
— A więc — rzekł pan Dangerfield sam do siebie — Charles Nutter żyje i jest w więzieniu, i co dalej? To wystarczy, by uwierzyć w diabła! Czemu się nie utopił, niech go... Jak się dał schwytać, do diabła? Od czasu, gdy przybyłem do tej nieszczęsnej wioski, węszę niebezpieczeństwo. Ta przeklęta bestia, trup i zjawa, a wreszcie więzień — no cóż, stał się mym złym duchem. G d y b y ż się utopił lub powiesił! Urodził się, by wisieć, mam nadzieję. Pragnę spokoju — jedynie spokoju, lecz wyczuwam, że gra nie jest jeszcze zakończona. On jeszcze umknie katu, umknie mu, a jednak nie uda mu się to, jeśli będę mógł temu zaradzić. Lecz ostrożnie, sir, ostrożnie; chodzi o życie — moje życie rzucono na jedną kartę. Zakrystian jest dostatecznie mądry, by usunąć się z drogi. Śmierć nadchodzi. Cóż za przeklętym głupcem byłem, gdy ujrzawszy te bestie i poznawszy je tuż po przybyciu, nie wycofałem się, by po-