Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 4
Nie zbaczając nigdzie po drodze, mały doktor zajechał prosto do Ringsend i ściągnął wodze przed drzwiami pana Łukasza Gamble'a na Blind Quay, doradcy prawnego zmarłego Charlesa Nuttera, i zeskoczywszy na ziemię, zakołatał do drzwi.
Był to stary, brudny drewniany dom, a właściwie dwa stare połączone z sobą domy z drzwiami wybitymi w dzielących je ścianach, podłogi nie były na jednym poziomie, łączyły je schody, a trzy wielkie klatki schodowe wprowadzały zamęt. Trudno było dojrzeć cokolwiek przez okna, tak gruba warstwa kurzu i brudu pokrywała szyby.
Łukasz Gamble podobnie jak dom pamiętał lepsze czasy. Ruina ta nie nastąpiła z jego winy; przyczynił się do niej w znacznym stopniu zbiegły po kryjomu wspólnik. I choć Gamble spłacił wspólne zobowiązania, ów wielki wysiłek uczynił go biednym człowiekiem, klientela przerzedziła się, a dom stał się zbyt obszerny dla jego obecnych interesów.
Doktor Toole wszedł do kancelarii, skąd jeden z urzędników przeprowadził go przez pusty pokój do sanktuarium adwokata. Lekarz potknął się o dwa schodki przeklinając dom, w którym istniała dla gentlemana znacznie większa możliwość złamania karku niż postu. Starego Gamble'a zastał w aksamitnej czapeczce i w szlafroku, pogrążonego w rozmowie z starszym mężczyzną o surowym, ospowatym, bladym obliczu. Gentleman ów zezował nieprzyjemnie spod czarnej peruki. Opowiadał on coś wolno i z wysiłkiem jak człowiek natężający pamięć, by odtworzyć dawno minione zdarzenia, podczas gdy adwokat w okularach na nosie robił notatki.
Mówiący urwał nagle i zwrócił bladą twarz ku natrętowi, rzucając mu z ukosa niechętne spojrzenie.
Łukasz Gamble skierował z zakłopotaną miną diablo gniewny wzrok na swego urzędnika, a następnie przywitał się nader uprzejmie z doktorem Toole'em.
Gdy Toole skończył opowiadać, a adwokat przeczytał zawiadomienia, oblicze tego ostatniego pojaśniało, później spochmurniało, znów pojaśniało, po czym z wielce znaczącym spojrzeniem powiedział do bladego człowieka o nieprzyjemnej, poznaczonej ospą twarzy: — M.M. — i kiwnął głową.