Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 34
i mówiła do niej; Lily uśmiechała się radośnie, żartowała i była czarująca jak dawniej.
Gdy poczciwy proboszcz wrócił owego wieczoru do domu, powitała go tak mile jak niegdyś i choć słysząc jego kroki na schodach, nie mogła wybiec mu na spotkanie do drzwi, jak w dawnych czasach, na jej wymizerowanych policzkach pojawiły się śliczne rumieńce. Zaśpiewała mu jego Ulubioną piosenkę jasnym, czystym głosem o pięknym brzmieniu, który tak kochał, lecz jedną tylko zwrotkę, gdyż poczuła się zmęczona. Głos córki dźwięczał mu w uszach przez długi czas, a później często wydawało mu się, gdy siadywał samotnie o zmroku, pogrążony w milczącej zadumie, że znów go słyszy — głos i piosenkę, ów łabędzi śpiew.
— Widzisz, ojcze, twoja mała Lily znów będzie zdrowa. Czuję się o wiele lepiej.
W jej promiennym uśmiechu tyle było dziecięcego uroku, że jego drżące serce uwierzyło w te słowa.
— Och, mała Lily, kochanie moje! — urwał płacząc z radości. Uśmiechał się i płakał na przemian, śmiejąc się krótkim urywanym śmiechem, jak gdyby obudził się z koszmarnego snu, w którym ją utracił, a teraz odnalazł przy sobie swój skarb, bezpieczny.
”Gdyby coś złego stało się małej Lily, myślę, że biedny staruszek...” — to zdanie pozostało niegdyś nie dokończone. Wreszcie proboszcz odezwał się wesoło:
— Wiedziałem, że wiosna przywróci jej zdrowie, wiedziałem o tym. I oto jest tu, światło tego domu,- mała Lily, mój skarb.
Pobłogosławił ją i ucałował, i znów pobłogosławił z całą mocą swej żarliwej duszy, kładąc lekko starczą rękę na jej jasnej, młodej główce; a gdy udała się na nocny spoczynek z łagodną starą Sally i usłyszał, że drzwi jej pokoju zamknęły się, poszedł do siebie i uklęknął ze złożonymi rękoma i oczyma pełnymi łez, składając w przypływie wdzięczności dziękczynne modły u stóp tronu Najwyższego Miłosierdzia.
Owe uniesienia wdzięczności, choć przedwczesne, jako że łaska nie była rzeczywista, lecz urojona, nie są bynajmniej daremne. Nie są one składane na próżno u stóp Tego pełnego chwały cudownego Boga, który zbliża się do każdego pragnącego się doń zbliżyć, odwzajemnia naszą miłość z czułością iście ojcowską i cieszy się, gdy Jego stworzenia potrafią pojąć i ocenić uczucie miłości, jakie do nich żywi, i zaufanie, jakie w nich pokłada. Wie On z czego powstaliśmy i pamięta, że jesteśmy prochem jedynie, a jest naszym najwierniejszym Stwórcą. Wobec tego, przyjacielu, choć lękasz się cienia, twa modlitwa nie pójdzie na marne; a choć cieszysz się złudzeniem, twe dziękczynienie nie jest daremne. Są one wyrazami twej wiary zapisanymi d policzonymi w Niebiosach. Ach, cudowna miłości i współczucie! — W was szukać należy sprawiedliwości.