Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 32
— Doprawdy nie wiem, czemu płaczę, kochany ojcze. Twej małej Lily nic nie jest, lecz nie mogą powstrzymać się od płaczu; jestem twą głupiutką małą Lily, wiesz ojcze.
Często się zdarzało, że gdy znienacka na nią spojrzał, spostrzegł, że ona płacze, a wówczas starała się uśmiechnąć i wtedy płakali oboje nie mówiąc, czego się obawiali, lecz kochali się jeszcze bardziej. Ach, tak! W ich miłość wkradło się teraz coś ze smutku pożegnania, do czego żadne z nich nie chciało się przyznać.
”Otóż, gdy rozbili obóz — mówi miły John Bunyan w swej Wędrówce pielgrzyma — i oczekiwali dobrej godziny, powstał zgiełk w mieście, że przybył posłaniec z niebiańskiego miasta ze sprawą wielkiej wagi do pewnej Christiany. Rozpoczęły się więc poszukiwania i znaleziono dom, w którym przebywała; tak więc posłaniec wręczył jej list, którego treść brzmiała: Bądź pozdrowiona, dobra niewiasto! Przynoszę ci wieść, że Pan woła na cię i oczekuje, że staniesz w ciągu najbliższych dni dziesięciu przed jego obliczem w szacie nieśmiertelności.
Gdy odczytał ów list, dał jej niezawodny znak, na dowód że jest prawdziwym wysłannikiem i przybywa, by nakazać jej pośpiech. Znakiem tym była strzała z grotem wyostrzonym miłością, którą wprowadził swobodnie do serca jej; stopniowo strzała tak skutecznie na nią oddziaływała, że w oznaczonym czasie musiała odejść.
Gdy Christiana pojęła, że czas jej nadszedł i jest pierwszą z owego zgromadzenia, która ma odejść, przywołała pana Wielkie Serce, przewodnika swego, i rzekła mu, jak sprawy stoją.”
Również mała Lily rozmawiała z panem Wielkie Serce na swój sposób, a przysłuchując się wspomnieniom o matce, bacznie nadstawiała uszu, albowiem owa historia była dla niej słodką i uroczystą przypowieścią, rozświetlającą ciemności, w których stąpała. Stary człowiek ciągnął dalej:
— To święty Jan powiada: ”I zerwał się wiatr wielki. A morze z powstania wielkiego wiatru burzyć się poczynało. Gdy tedy się odwieźli jakoby na dwudziestu i pięciu albo na trzydzieści stajów: ujrzeli Jezusa chodzącego po morzu, a przybliżającego się ku łodzi, i ulękli się.
Lecz on im rzekł: Jam jest, nie bójcie się.