Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 29
co byłoby ciężkim ciosem dla nieszczęsnej pani Nutter, itd., itd.”
— Ta Mary Matchwell, jak mi się wydaje, powinna znaleźć się w więzieniu za napad na Sturka; jej bilet wizytowy, jak wiesz, znaleziono w błocie obok niego, a jest zdolna do każdego szatańskiego czynu.
Słowa te skierował Toole do swej poczciwej żony.
— Ten bilet? — spytał Jimmey, który właśnie rozcierał jakiś proszek w rogu pokoju dla małego panicza Barneya Sturka i z tłuczkiem w ręku przerwał tę czynność; przebiegłość malowała się na jego twarzy o ostrych rysach, gdy się odezwał:
— Wiem wszystko o tym bilecie.
— Wiesz... wiesz wszystko? Więc czemu nie powiedziałeś tego już dawno, ty próżniaku? — wykrzyknął Toole — No, mówże teraz!... Co chowasz w zanadrzu?.. Mówże!
— No, cóż, miałem w ręku ten bilet owego wieczoru, gdy pan Nutter zniknął.
— Co dalej?... Mów!
— To było w sieni domu ”Pod Młynem”, proszę pana. W koszarach rozpoznałem ów bilet na pierwszy rzut oka.
— Jest to przecież drukowana karta... jakich są zapewna setki... Jak odróżnisz jedną od drugiej, ty mądralo?
— Zaraz powiem, proszę pana, jak ta karta wędrowała; litera M w słowie Mary była przedarta na pół, a na odwrocie było napisane czerwonym atramentem ”dla pani Macnamara”; w koszarach nie mogli tego odczytać, ponieważ list był zawilgocony i koniec napisu niemal całkiem zmyty; myśleli, że to jest pani MacNally lub MacIntire, lecz ja od razu się domyśliłem, jak tylko go ujrzałem.
— No dobrze, mój miły chłopcze, lecz cóż, u diabła, to wszystko ma do rzeczy? — spytał Toole, który poczuł się nieswojo.
— Diabeł ma z tym wiele wspólnego, wydaje mi się, sir. Pan Nutter wychodząc, wyrwał mi go z ręki... tam w sieni... i wsunął go do kieszeni.
— Nie rozpowiedziałeś chyba tej kłamliwej bajeczki po całym mieście, ty nieznośny nicponiu? — spytał doktor, potrząsając szorstko ramieniem swego ucznia.
— Nie... ja... ja nic nie powiedziałem, proszę pana... Co mi do tego? — odparł wystraszony chłopak.
— Ta Mary Matchwell, jak mi się wydaje, powinna znaleźć się w więzieniu za napad na Sturka; jej bilet wizytowy, jak wiesz, znaleziono w błocie obok niego, a jest zdolna do każdego szatańskiego czynu.
Słowa te skierował Toole do swej poczciwej żony.
— Ten bilet? — spytał Jimmey, który właśnie rozcierał jakiś proszek w rogu pokoju dla małego panicza Barneya Sturka i z tłuczkiem w ręku przerwał tę czynność; przebiegłość malowała się na jego twarzy o ostrych rysach, gdy się odezwał:
— Wiem wszystko o tym bilecie.
— Wiesz... wiesz wszystko? Więc czemu nie powiedziałeś tego już dawno, ty próżniaku? — wykrzyknął Toole — No, mówże teraz!... Co chowasz w zanadrzu?.. Mówże!
— No, cóż, miałem w ręku ten bilet owego wieczoru, gdy pan Nutter zniknął.
— Co dalej?... Mów!
— To było w sieni domu ”Pod Młynem”, proszę pana. W koszarach rozpoznałem ów bilet na pierwszy rzut oka.
— Jest to przecież drukowana karta... jakich są zapewna setki... Jak odróżnisz jedną od drugiej, ty mądralo?
— Zaraz powiem, proszę pana, jak ta karta wędrowała; litera M w słowie Mary była przedarta na pół, a na odwrocie było napisane czerwonym atramentem ”dla pani Macnamara”; w koszarach nie mogli tego odczytać, ponieważ list był zawilgocony i koniec napisu niemal całkiem zmyty; myśleli, że to jest pani MacNally lub MacIntire, lecz ja od razu się domyśliłem, jak tylko go ujrzałem.
— No dobrze, mój miły chłopcze, lecz cóż, u diabła, to wszystko ma do rzeczy? — spytał Toole, który poczuł się nieswojo.
— Diabeł ma z tym wiele wspólnego, wydaje mi się, sir. Pan Nutter wychodząc, wyrwał mi go z ręki... tam w sieni... i wsunął go do kieszeni.
— Nie rozpowiedziałeś chyba tej kłamliwej bajeczki po całym mieście, ty nieznośny nicponiu? — spytał doktor, potrząsając szorstko ramieniem swego ucznia.
— Nie... ja... ja nic nie powiedziałem, proszę pana... Co mi do tego? — odparł wystraszony chłopak.
www.belloeforte.pl


