Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 26
Pata Morana przechodzącego przez drzwi w ciemnym przedpokoju.
— To pan Moran, najbardziej godny szacunku muskularny mężczyzna, który przybył tu, aby pilnować własności pani Sally Nutter, madame, nasz dobry przyjaciel i sąsiad, madame — odparł ksiądz.
— Jak pan sobie życzy, sir — powiedział adwokat. — Stawia pan siebie i swą przyjaciółkę w trudnym i niebezpiecznym położeniu. Dla nas zaś jest to tak korzystnym wyjściem z sytuacji, vi et armis, jakiego tylko moja klientka mogłaby pragnąć. Oczywiście, będziemy dochodzić odszkodowania na legalnej drodze za to wykroczenie z użyciem siły i możemy pana oskarżyć zarówno w sprawie kryminalnej, proszę to zauważyć, jak i w cywilnej.
— Proszę słuchać... i zrozumieć mnie... proszę nie udawać, że nastąpiła pomyłka — powiedział ksiądz, który poczuł się trochę nieswojo, jako że miał kiedyś jedną czy dwie utarczki z prawem i wspomnienie o tym było mu niemiłe — ja... pan Moran... jesteśmy tu... obaj, jak pan widzi... w pokojowych zamiarach... i ... i ... i tak dalej... na prośbę pani Sally Nutter... proszę o tym pamiętać, również... na jej szczególne życzenie... i powiem wam coś więcej... jeżeli zrobicie tu jakąś awanturę... rozumiecie... przybędę tu z sędzią pokoju i z żołnierzami, którzy zrobią z wami porządek... rozumiecie... wedle prawa i sprawiedliwości cywilnej, ludzkiej, kryminalnej i Boskiej... zapłacicie za to, wy... wy, góry rodzące myszy... za pani przeproszeniem, madame.
— Dziękuję... to wystarczy, sir... — powiedział prawnik z cichym chichotem.
— Pozwolę sobie teraz złożyć uszanowanie pani Sally Nutter — rzekł ojciec Roach składając uroczysty ukłon przed panią Matchwell, która z szyderczym uśmiechem posłała za nim, gdy znikał za drzwiami, te oto słowa:
— Damie w jej sypialni, wasza wielebność?
Na te słowa Brudny Davy zachichotał ponownie.
Niczym nie odstraszony, oburzony teolog ruszył rezolutnie na górę i znalazł się w obecności biednej Sally Nutter, do której pokoju poczciwa Betty wpuściła go z rado-