Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 25
dowej śmierci. Niechaj odda tysiąc funtów... to będzie słuszne... a resztę jej daruję. Lecz jeśli nie zechce, poślę ją do więzienia i tam może zgnić, jeśli chodzi o mnie.
— Proszę zrozumieć, sir — ciągnął adwokat — pańska klientka, nazwę ją pańską przyjaciółką... urządziła się tu w charakterze zarządcy majątku; wszystkie pieniądze zmarłego gentlemana, pojmuje pan, przechodziły przez jej ręce jako zarządcy majątku czy gospodyni zmarłego Charlesa Nuttera — więc wedle sprawiedliwości winna ponieść odpowiedzialność i zobowiązana jest do zdania rachunku, rozumie pan. My dobrze wiemy, jakie kwoty przechodziły rocznie przez jej ręce, a jeśli będzie ona w stanie udowodnić, że część spożytkowana została uczciwie, skłonni jesteśmy to uznać; lecz, pojmuje pan, musimy odzyskać pozostałość!
— Pozostałość! — powtórzył ksiądz rozwścieczony do ostatecznych granic. — Jeśli pozostanie pan tu jeszcze chwilę, mój żartownisiu, narazi się pan na ryzyko zadyndania na jednym z tych drzew przed domem!
— A więc grozi mi pan odebraniem życia, sir! — odparł adwokat z chytrym wyzwaniem w głosie.
— Pan kłamie jak sam diabeł, za pani przeproszeniem. Czyż nie pojmujesz różnicy między groźbą a ostrzeżeniem, ty samozwańcze? — zagrzmiał jego wielebność.
— Pan usiłuje doprowadzić mnie do naruszenia spokoju, co zebrani tu mogą zaświadczyć — powiedział Brudny Davy.
— Znów kłamiesz, ty... ty tłusta kreaturo... Usiłuję nakłonić cię do utrzymania spokoju... oto, co czynię. Słuchajcie mnie, wy oboje... owa dama na górze, pani tego domu, wdowa po biednym Charlesie Nutterze — to znaczy pani Sally Nutter — jest ogólnie lubiana w parafii i jeżeli ludzie coś wywęszą, oto, co wam powiem... to tak pewne jak to, że bezprawnie weszliście w posiadanie jej domu i całego dobytku... chłopcy z Palmerstown, Castleknock i Chapelizod złożą wam wizytę, która nie spodoba się wam, bo wrzucą was do rzeki lub powieszą was razem jak parę zwykłych rabusiów, którymi bez wątpienia jes... nie jesteście — dodał, uświadamiając sobie nagle prawną odpowiedzialność.
— Kto to jest? — spytała rysiooka dama, dostrzegając
— Proszę zrozumieć, sir — ciągnął adwokat — pańska klientka, nazwę ją pańską przyjaciółką... urządziła się tu w charakterze zarządcy majątku; wszystkie pieniądze zmarłego gentlemana, pojmuje pan, przechodziły przez jej ręce jako zarządcy majątku czy gospodyni zmarłego Charlesa Nuttera — więc wedle sprawiedliwości winna ponieść odpowiedzialność i zobowiązana jest do zdania rachunku, rozumie pan. My dobrze wiemy, jakie kwoty przechodziły rocznie przez jej ręce, a jeśli będzie ona w stanie udowodnić, że część spożytkowana została uczciwie, skłonni jesteśmy to uznać; lecz, pojmuje pan, musimy odzyskać pozostałość!
— Pozostałość! — powtórzył ksiądz rozwścieczony do ostatecznych granic. — Jeśli pozostanie pan tu jeszcze chwilę, mój żartownisiu, narazi się pan na ryzyko zadyndania na jednym z tych drzew przed domem!
— A więc grozi mi pan odebraniem życia, sir! — odparł adwokat z chytrym wyzwaniem w głosie.
— Pan kłamie jak sam diabeł, za pani przeproszeniem. Czyż nie pojmujesz różnicy między groźbą a ostrzeżeniem, ty samozwańcze? — zagrzmiał jego wielebność.
— Pan usiłuje doprowadzić mnie do naruszenia spokoju, co zebrani tu mogą zaświadczyć — powiedział Brudny Davy.
— Znów kłamiesz, ty... ty tłusta kreaturo... Usiłuję nakłonić cię do utrzymania spokoju... oto, co czynię. Słuchajcie mnie, wy oboje... owa dama na górze, pani tego domu, wdowa po biednym Charlesie Nutterze — to znaczy pani Sally Nutter — jest ogólnie lubiana w parafii i jeżeli ludzie coś wywęszą, oto, co wam powiem... to tak pewne jak to, że bezprawnie weszliście w posiadanie jej domu i całego dobytku... chłopcy z Palmerstown, Castleknock i Chapelizod złożą wam wizytę, która nie spodoba się wam, bo wrzucą was do rzeki lub powieszą was razem jak parę zwykłych rabusiów, którymi bez wątpienia jes... nie jesteście — dodał, uświadamiając sobie nagle prawną odpowiedzialność.
— Kto to jest? — spytała rysiooka dama, dostrzegając
www.belloeforte.pl


