Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 22
woli zmarłego Tymoteusza Wełny z High Street, krawca, itd., itd., która była okrutną przyczyną uwięzienia pana Mahony.
Poczciwy ojciec Roach, wzorowy celibatariusz, był szarmancki wobec kobiet, a mając dar wymowy, roztoczył przed oczyma znieważonej i mściwej wykonawczyni testamentu wielce zajmujący obraz ”swego szlachetnego, młodego przyjaciela — ofiary zbiegu okoliczności, który tak rozpacza nad swymi szaleństwami i niepowodzeniami, że omal nie pęknie jego dzielne serce”; spojrzawszy na nią, panią Wełnę, okiem pełnym melancholii i lęku, złagodzonego być może odrobiną romantycznej galanterii, podobnie jak sir Walter Raleigh wypatrujący z okna Wieży Londyńskiej królowej Elżbiety, namówił w końcu straszliwą wdowę do odwiedzenia swego więźnia w lochu, co też uczyniła srogo usposobiona, w towarzystwie adwokata i dobrego ojca Roacha. I choć oświadczenie Mahony'ego odznaczało się raczej kwiecistością niż ścisłością — opisując jago uczucia, a nie zasoby materialne, i było bardziej błagalnym wezwaniem do ”damy” niż wyjaśnieniem dla przedstawiciela prawa, i mimo iż przy końcu jego przemowy sprawy bynajmniej nie przedstawiały się w jaśniejszym świetle niż na jej początku — jednak wykonawczyni testamentu zmarłego wyraziła zgodę na następne spotkanie z uwięzionym młodzieńcem, tym razem zwalniając swego adwokata z obowiązku towarzyszenia jej i zadowalając się opieką księdza, a na tę nawet przestała nalegać po kilku kolejnych odwiedzinach.
I tak cała afera, jak jedna z owych wiązanek naszych irlandzkich melodii ułożona przez biednego M. Jullien'a i rozpoczynająca się wojowniczą nutą dyszącą zgiełkiem bitewnym, grzmotem dział, ogniem i mieczem, niepostrzeżenie przeszła w patetyczne i miłosne dźwięki. Ojciec Roach nadal występujący w oficjalnym charakterze pośrednika odkrył, że zasobna wdowa traci zawziętość, i wreszcie układ został szczęśliwie zawarty. Więzień wyszedł na wolność, aby odtąd nosić lżejsze łańcuchy, ukute przez ślub i przeplecione różami; dama zaś przyłożyła do starych skryptów dłużnych swego małżonka pochodnię miłości, która w jednej chwili obróciła je w popiół. I oto tu, w pustelni naszego wesołego księdza z Chapelizod — albowiem zarówno panna
Poczciwy ojciec Roach, wzorowy celibatariusz, był szarmancki wobec kobiet, a mając dar wymowy, roztoczył przed oczyma znieważonej i mściwej wykonawczyni testamentu wielce zajmujący obraz ”swego szlachetnego, młodego przyjaciela — ofiary zbiegu okoliczności, który tak rozpacza nad swymi szaleństwami i niepowodzeniami, że omal nie pęknie jego dzielne serce”; spojrzawszy na nią, panią Wełnę, okiem pełnym melancholii i lęku, złagodzonego być może odrobiną romantycznej galanterii, podobnie jak sir Walter Raleigh wypatrujący z okna Wieży Londyńskiej królowej Elżbiety, namówił w końcu straszliwą wdowę do odwiedzenia swego więźnia w lochu, co też uczyniła srogo usposobiona, w towarzystwie adwokata i dobrego ojca Roacha. I choć oświadczenie Mahony'ego odznaczało się raczej kwiecistością niż ścisłością — opisując jago uczucia, a nie zasoby materialne, i było bardziej błagalnym wezwaniem do ”damy” niż wyjaśnieniem dla przedstawiciela prawa, i mimo iż przy końcu jego przemowy sprawy bynajmniej nie przedstawiały się w jaśniejszym świetle niż na jej początku — jednak wykonawczyni testamentu zmarłego wyraziła zgodę na następne spotkanie z uwięzionym młodzieńcem, tym razem zwalniając swego adwokata z obowiązku towarzyszenia jej i zadowalając się opieką księdza, a na tę nawet przestała nalegać po kilku kolejnych odwiedzinach.
I tak cała afera, jak jedna z owych wiązanek naszych irlandzkich melodii ułożona przez biednego M. Jullien'a i rozpoczynająca się wojowniczą nutą dyszącą zgiełkiem bitewnym, grzmotem dział, ogniem i mieczem, niepostrzeżenie przeszła w patetyczne i miłosne dźwięki. Ojciec Roach nadal występujący w oficjalnym charakterze pośrednika odkrył, że zasobna wdowa traci zawziętość, i wreszcie układ został szczęśliwie zawarty. Więzień wyszedł na wolność, aby odtąd nosić lżejsze łańcuchy, ukute przez ślub i przeplecione różami; dama zaś przyłożyła do starych skryptów dłużnych swego małżonka pochodnię miłości, która w jednej chwili obróciła je w popiół. I oto tu, w pustelni naszego wesołego księdza z Chapelizod — albowiem zarówno panna
www.belloeforte.pl