Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 21
ma, pięćdziesiąt i była wdową po krawcu — sama nadzwyczaj czuła na pieniądze i doprowadzona niemal do szaleństwa przez niedorzeczny wykaz dłużników zapisanych w księgach i niewyczerpane pomysłowe sztuczki, do których uciekał się niewypłacalny sir Jaufry — autor owego rycerskiego romansu, prawdopodobnie cofnąłby się przed szczęśliwym zakończeniem jako zbyt blisko graniczącym z niewiarygodnością.
Jednakowoż dobry ojciec Roach lepiej pojmował naturę ludzką. Mężczyźni i kobiety obdarzeni są skłonnością do wzajemnego przyciągania się. Zetknijmy urodziwego mężczyznę z kobietą, wszystko jedno w jakim wieku, byle tylko zasługiwała na to miano, i dajmy bohaterowi odpowiednią sposobność, a diabelska to będzie sprawka, jeśli nic z tego nie wyjdzie. Niechęć wzajemna nie jest przeszkodą. Przeciwnie, jest to bardziej korzystny początek niż obojętność. Cyd rozpoczął zaloty od wystrzelania gołębi damy swego serca, czym doprowadził ją do wściekłości. Cyd dobrze wiedział, co czyni. Należy wzbudzić wszystko jedno jakie namiętności, byle tylko były to namiętności, i utrwalić swój obraz w myślach wybranki, a wówczas można powtórzyć z powodzeniem umizgi (które ludzie płytcy uważają za tak nienaturalne) garbatego Ryszarda do Lady Anny. Oczywiście istnieją pewne granice. Nie radziłbym na przykład tęgiemu starszemu gentlemanowi, łysemu, z guzami na ciele, tępemu umysłowo i powolnemu w mowie podejmować ryzyka takiej szczególnej metody, albowiem doświadczenie owo mogłoby się dlań skończyć fatalnie. Moja rada jest dla młodych o znośnej powierzchowności, dla szepczących mówców ze złotoustej rodziny i dla romantycznych atletów umiejących się przypodobać.
Czcigodny ojciec Roach podjął się roli pośrednika pomiędzy Mahonym — którego pamiętamy czyniącego w pełni chwały honory w owo marsowe święto, kiedy to jego ”przyjaciel” Nutter miał porąbać wielkiego O'Flaherty'ego na Piętnastu Akrach; następnie zaś quantum mutatus ab illo! jako bezbronnego, lecz dzielnego więźnia w rękach dublińskich urzędników sądowych — a tą samą panią Elżbietą Wełną, wdową i jedyną wykonawczynią ostatniej
Jednakowoż dobry ojciec Roach lepiej pojmował naturę ludzką. Mężczyźni i kobiety obdarzeni są skłonnością do wzajemnego przyciągania się. Zetknijmy urodziwego mężczyznę z kobietą, wszystko jedno w jakim wieku, byle tylko zasługiwała na to miano, i dajmy bohaterowi odpowiednią sposobność, a diabelska to będzie sprawka, jeśli nic z tego nie wyjdzie. Niechęć wzajemna nie jest przeszkodą. Przeciwnie, jest to bardziej korzystny początek niż obojętność. Cyd rozpoczął zaloty od wystrzelania gołębi damy swego serca, czym doprowadził ją do wściekłości. Cyd dobrze wiedział, co czyni. Należy wzbudzić wszystko jedno jakie namiętności, byle tylko były to namiętności, i utrwalić swój obraz w myślach wybranki, a wówczas można powtórzyć z powodzeniem umizgi (które ludzie płytcy uważają za tak nienaturalne) garbatego Ryszarda do Lady Anny. Oczywiście istnieją pewne granice. Nie radziłbym na przykład tęgiemu starszemu gentlemanowi, łysemu, z guzami na ciele, tępemu umysłowo i powolnemu w mowie podejmować ryzyka takiej szczególnej metody, albowiem doświadczenie owo mogłoby się dlań skończyć fatalnie. Moja rada jest dla młodych o znośnej powierzchowności, dla szepczących mówców ze złotoustej rodziny i dla romantycznych atletów umiejących się przypodobać.
Czcigodny ojciec Roach podjął się roli pośrednika pomiędzy Mahonym — którego pamiętamy czyniącego w pełni chwały honory w owo marsowe święto, kiedy to jego ”przyjaciel” Nutter miał porąbać wielkiego O'Flaherty'ego na Piętnastu Akrach; następnie zaś quantum mutatus ab illo! jako bezbronnego, lecz dzielnego więźnia w rękach dublińskich urzędników sądowych — a tą samą panią Elżbietą Wełną, wdową i jedyną wykonawczynią ostatniej
www.belloeforte.pl