Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 18
gdzie jest pani Sarah Harty? Musi się spakować i wynieść stąd.
— Och, madame, na Boga, biedna nasza pani.
— Ja jestem waszą panią, kocmołuchu.
— Pani, o Boże, jest bardzo chora.
— Gdzież ona jest?
— W swym pokoju, proszą pani — odparła Betty z mokrymi od łez policzkami.
— Dokąd idziesz, łasico — krzyknęła M. M. strasznym głosem i z równie strasznym spojrzeniem ruszyła długimi susami w kierunku drzwi, przez które Moggy zamierzała uciec.
Otóż Moggy była swego rodzaju heroiną, lecz bynajmniej nie z tak błahej przyczyny, jaką jest piękność, albowiem miała wystające kości policzkowe, perkaty nos, a sylwetka jej nie odznaczała się większym wcięciem w talii i bardziej kobiecymi kształtami niż stojący w sieni zegar. Podobnie jak ów wielce użyteczny mebel Moggy przedstawiała sobą podłużny równoległobok, któremu nie nadano artystycznej linii, albowiem owe proste, skromne dziewczęta nosiły krynoliny wyłącznie w dni wielkich świąt. Mimo to była ona heroiną w rodzaju Amazonek. Podstawiła kiedyś nogę Patowi Morganowi i położyła tego atletycznego młodzieńca na obie łopatki ku jego wieczystej hańbie, a działo się to przy dźwiękach skrzypiec i tamburynu na trawniku przed drzwiami frontowymi, gdy ów młodzieniec zaproponował, że ją pocałuje. Miała zwyczaj targać dużych chłopaków za uszy, odstraszać żony rybaków obfitością gładko płynących, napastliwych słów, przepędzać niebezpieczne psy przy pomocy kija i kamieni i we wszelkich okolicznościach wykazywała awanturniczego ducha oraz gotowość do walki.
Początkowo zarówno dla niej jak i dla innych zły urok, który wywierało spojrzenie i sama obecność wiedźmowatej M. M., okazał się paraliżujący, lecz po chwili Moggy zebrała całą odwagę i przyjąwszy wyzwanie, odwróciła się na pięcie przy drzwiach, dzielnie stawiając czoło natrętowi:
— Sama jesteś łasicą, ty czarna bestio! Idę tam, gdzie mi się podoba, i ciekawa jestem, kto mnie zatrzyma; a przede wszystkim, za pani pozwoleniem, powiem mojej pani,
— Och, madame, na Boga, biedna nasza pani.
— Ja jestem waszą panią, kocmołuchu.
— Pani, o Boże, jest bardzo chora.
— Gdzież ona jest?
— W swym pokoju, proszą pani — odparła Betty z mokrymi od łez policzkami.
— Dokąd idziesz, łasico — krzyknęła M. M. strasznym głosem i z równie strasznym spojrzeniem ruszyła długimi susami w kierunku drzwi, przez które Moggy zamierzała uciec.
Otóż Moggy była swego rodzaju heroiną, lecz bynajmniej nie z tak błahej przyczyny, jaką jest piękność, albowiem miała wystające kości policzkowe, perkaty nos, a sylwetka jej nie odznaczała się większym wcięciem w talii i bardziej kobiecymi kształtami niż stojący w sieni zegar. Podobnie jak ów wielce użyteczny mebel Moggy przedstawiała sobą podłużny równoległobok, któremu nie nadano artystycznej linii, albowiem owe proste, skromne dziewczęta nosiły krynoliny wyłącznie w dni wielkich świąt. Mimo to była ona heroiną w rodzaju Amazonek. Podstawiła kiedyś nogę Patowi Morganowi i położyła tego atletycznego młodzieńca na obie łopatki ku jego wieczystej hańbie, a działo się to przy dźwiękach skrzypiec i tamburynu na trawniku przed drzwiami frontowymi, gdy ów młodzieniec zaproponował, że ją pocałuje. Miała zwyczaj targać dużych chłopaków za uszy, odstraszać żony rybaków obfitością gładko płynących, napastliwych słów, przepędzać niebezpieczne psy przy pomocy kija i kamieni i we wszelkich okolicznościach wykazywała awanturniczego ducha oraz gotowość do walki.
Początkowo zarówno dla niej jak i dla innych zły urok, który wywierało spojrzenie i sama obecność wiedźmowatej M. M., okazał się paraliżujący, lecz po chwili Moggy zebrała całą odwagę i przyjąwszy wyzwanie, odwróciła się na pięcie przy drzwiach, dzielnie stawiając czoło natrętowi:
— Sama jesteś łasicą, ty czarna bestio! Idę tam, gdzie mi się podoba, i ciekawa jestem, kto mnie zatrzyma; a przede wszystkim, za pani pozwoleniem, powiem mojej pani,
www.belloeforte.pl