Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 17
klucz, a później poczęła walić krzesłem w podłogą, wzywając w obłędnej halucynacji nie wiadomo kogo czy co na pomoc.
Wreszcie Brudny Davy z odpowiednim namaszczeniem odczytał głośno służącym kopie, jak stwierdził, urzędowych oświadczeń złożonych pod przysięgą przez panią Mary Matchwell lub, jak ją nazywał, panią Nutter, wdowę po zmarłym Charlesie Nutterze, gentlemanie z domu ”Pod Młynem” w parafii Chapelizod, baronostwie Castleknock, hrabstwie dublińskim, orzekające o jej związku małżeńskim z wyżej wymienionym Charlesem Nutterem, zawartym w kościele St. Clement Danes w Londynie w dniu 7 kwietnia 1750 roku. Po czym nastąpiło odczytanie kopii aktu ślubu, a następnie oświadczenia stwierdzającego, że w przekonaniu, iż zmarły nie pozostawił żadnej ostatniej woli, w której rozporządziłby swym majątkiem lub mianował wykonawcę testamentu, wdowa zwróciła się do Sądu dla Spraw Spadkowych z prośbą o pismo sądowe ustanawiające zarządcę majątku zmarłego, które to pismo miało być wydane w ciągu kilku dni; do tego czasu zaś okryta żałobą dama pozostać miała w posiadaniu domu i ruchomości swego zmarłego męża.
Wszystko to było dla wystraszonych kobiet oczywiście ”hebrajską greką”, jak zwykł mawiać poczciwy ojciec Roach.
— Lecz M. M. — vukti e'olkws — mierząc obie zimnym i strasznym spojrzeniem powiedziała całkiem zrozumiale:
— Jak się nazywasz?
— Moggy Sullivan, proszę pani.
— A ty?
— Lizabet... nazywają mnie Betty, madame. Lizabet Burke, proszę pani.
— A więc, Moggy Sullivan i Elizabeth Burke, uważajcie obie, co wam powiem. Jestem tu panią wedle prawa, jak przed chwilą usłyszałyście, a wy jesteście mymi służącymi; i jeśli któraś z was odwróci choćby tylko dzbanek lub przesunie filiżankę do herbaty bez mego zezwolenia, znajdę sposób, by was ukarać; jeśli zaś zginie mi coś, choćby miało wartość główki od szpilki, oskarżę was o ciężkie przestępstwo i sprawię, że spotka was kara chłosty i wypalenia piętna na dłoni, a wiecie, co to znaczy. A teraz,
Wreszcie Brudny Davy z odpowiednim namaszczeniem odczytał głośno służącym kopie, jak stwierdził, urzędowych oświadczeń złożonych pod przysięgą przez panią Mary Matchwell lub, jak ją nazywał, panią Nutter, wdowę po zmarłym Charlesie Nutterze, gentlemanie z domu ”Pod Młynem” w parafii Chapelizod, baronostwie Castleknock, hrabstwie dublińskim, orzekające o jej związku małżeńskim z wyżej wymienionym Charlesem Nutterem, zawartym w kościele St. Clement Danes w Londynie w dniu 7 kwietnia 1750 roku. Po czym nastąpiło odczytanie kopii aktu ślubu, a następnie oświadczenia stwierdzającego, że w przekonaniu, iż zmarły nie pozostawił żadnej ostatniej woli, w której rozporządziłby swym majątkiem lub mianował wykonawcę testamentu, wdowa zwróciła się do Sądu dla Spraw Spadkowych z prośbą o pismo sądowe ustanawiające zarządcę majątku zmarłego, które to pismo miało być wydane w ciągu kilku dni; do tego czasu zaś okryta żałobą dama pozostać miała w posiadaniu domu i ruchomości swego zmarłego męża.
Wszystko to było dla wystraszonych kobiet oczywiście ”hebrajską greką”, jak zwykł mawiać poczciwy ojciec Roach.
— Lecz M. M. — vukti e'olkws — mierząc obie zimnym i strasznym spojrzeniem powiedziała całkiem zrozumiale:
— Jak się nazywasz?
— Moggy Sullivan, proszę pani.
— A ty?
— Lizabet... nazywają mnie Betty, madame. Lizabet Burke, proszę pani.
— A więc, Moggy Sullivan i Elizabeth Burke, uważajcie obie, co wam powiem. Jestem tu panią wedle prawa, jak przed chwilą usłyszałyście, a wy jesteście mymi służącymi; i jeśli któraś z was odwróci choćby tylko dzbanek lub przesunie filiżankę do herbaty bez mego zezwolenia, znajdę sposób, by was ukarać; jeśli zaś zginie mi coś, choćby miało wartość główki od szpilki, oskarżę was o ciężkie przestępstwo i sprawię, że spotka was kara chłosty i wypalenia piętna na dłoni, a wiecie, co to znaczy. A teraz,
www.belloeforte.pl