Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 16
prześlizgnęła się ramieniem pod ramą okienną, mocno stanęła stopą na podłodze i już cała, wraz z głową, znalazła się we wnętrzu mieszkania. Nieomal w tej samej chwili ukazał się za nią jakiś człowiek o złym wyrazie twarzy, w zapiętym pod szyję surducie; postać jego wydawała się olbrzymia, toteż na ów widok obie kobiety krzyknęły przeraźliwie, jakby dusze ich rozstawały się z ciałem,
Dama znajdowała się już w pokoju w całej swej okazałości i stojąc wyprostowana ukazała wysoką sylwetkę i surowe rysy twarzy Mary Matchwell. Zaśmiała się drżącym śmiechem jak ktoś, kto właśnie wynurzył się na powierzchnię po skoku do lodowatej wody,
— Uciszcie się — powiedziała poznając Betty, która patrzyła na nią z niewymowną trwogą. — Ja jestem ową damą, która przybyła tu, wiacie, przed kilkoma miesiącami wraz z panią Macnamara. Jestem panią Nutter, ta zaś kobieta na górze nią nie jest. Ja jestem panią Nutter, a wy jesteście moimi służącymi, rozumiecie? Będę dobrą panią dla was, jeśli będziecie mi służyć uczciwie. Proszę otworzyć drzwi wejściowe — zwróciła się do mężczyzny, który również zdołał już wtargnąć do pokoju. Człowiek ów poszedł spełnić jej polecenie, a wówczas wszedł pewien gentleman, którym okazał się ów czcigodny filar prawa wspomniany rankiem przez pana Gamble jako Brudny Davy. Za nim przekroczyła próg domu chichocząca służąca pani Mary Matchwell, Cyganicha o kociej urodzie, obwieszona mnóstwem krzykliwych ozdób, ze złym, diabelskim grymasem twarzy. A gdy wynajęty powóz; którym całe to towarzystwo przyjechało z miasta, podjechał pod drzwi domu, stangret narzekający głośno na wszystko, jak to było w dawnych czasach zwyczajem ludzi jego zawodu, śmierdzący whisky i stęchłym tytoniem i swobodnie rzucający przekleństwami ustawił w sieni jeden za drugim kilka kufrów; stało się całkiem oczywiste że M. M. brała dom w posiadanie. Betty i Moggy, obie u kresu wytrzymałości, przerażone i oszołomione, nie miały sił, by stawić opór, i mogły jedynie wykrztusić z siebie słaby protest przeciw temu potwornemu najazdowi. Tymczasem w sypialni na piętrze biedna mała Sally Nutter, wyrwana dzikim chórem obcych głosów z letargu, w jakim pogrążył ją ból, a nawet pobudzona tym do czynnej samoobrony, zamknęła drzwi na