Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 14
ROZDZIAŁ LXXVI
JAK ZDOBYTY ZOSTAŁ ZAMEK I JAK W PANNĘ MOGGY WSTĄPIŁ MĘŻNY DUCH
Owego wieczoru zjawiła się u drzwi domu ”Pod Młynem” damulka z dużym koszykiem przewieszonym przez ramię. Gdy otworzyła kosz, ukazało się całe bogactwo koronek, kapturków, wachlarzy, klamerek, kulistych mydełek i innych cudów, które rozsypały się tworząc jakby kwietny dywan o takim blasku, że olśnił oczy Moggy wyglądającej przez okno gabinetu.
— Czy łaskawa pani chciałaby sobie coś wybrać? — spytała przekupka.
Moggy pomyślała, ze towary te były zapewne zbyt drogie dla jej kieszeni, lecz nie mogła się powstrzymać, by nie spoglądać tęsknym wzrokiem przez okno i nie zapytać o ceny owych ślicznych ozdób.
Wreszcie zawołała Betty, po czym obie służące przebadały razem całą zawartość koszyka. W końcu przekupka przedstawiła im cudną tombakową broszę wysadzaną półtuzinem błyszczących klejnotów z rżniętego szkła i po dłuższych targach, w których przejawił się cały spryt kobiet, doszły w końcu do porozumienia; Moggy pobiegła do kuchni po pieniądze, które leżały w mosiężnej tabakierce umieszczonej w cynowej czarce na kredensie kuchennym.
Gdy liczyła pieniądze odkładając niepotrzebne monety, zasuwka drzwi kuchennych podważona została od zewnątrz, a drzwi ktoś pchnął i szarpnął.
Choć ostatnie czerwone blaski zachodzącego po burzy słońca przeświecały przez liście bluszczu oplatającego kuchenne okno, cała groza ostatniej nocy odżyła w jednej chwili i dziewczyna z pobladłą twarzą utkwiła wzrok w drzwiach oczekując bez tchu tego, co miało nastąpić.
Zgodnie z surowym nakazem doktora Toole'a drzwi były zaryglowane i zamknięte od wewnątrz na klucz. Nie było próby użycia przemocy, dało się jednak słyszeć gwałtowne pukanie, więc Moggy, ośmielona dochodzącymi z okna małego saloniku głosami Betty i sprzedawczyni owych cudów, jak również bursztynowym słonecznym światłem na szeleszczących liściach bluszczu oraz głośnym wieczornym przekomarzaniem się wróbli, nabrała otuchy i spytała ostro:
— Kto tam?
Jęczący głos żebraka poprosił o wpuszczenie do środka.
— Nie możesz wejść, bo dom jest zamknięty na noc — odparła kucharka.
— Dziwna to godzina jak na ryglowanie drzwi na noc — zauważył nieznajomy.
— Bardzo dziwna, ale tak już jest — odpowiedziała.
— Lecz ja mam wiadomość dla waszej pani — nalegał nieznajomy.
— Od kogo? — spytała strażniczka domu.
— To wino w podarunku, doprawdy.
— Od kogo? — powtórzyła, czując się znów nieswojo.
— Och! Kobieto, czy chcesz je wziąć, czy nie?
— Przyjdź rano, dobry człowieku — powiedziała Moggy — bo noga twoja nie stanie dziś wieczór w tym domu.
— I mam to powtórzyć tym, którzy mnie przysłali?
— Ni mniej, ni więcej — odparła.
JAK ZDOBYTY ZOSTAŁ ZAMEK I JAK W PANNĘ MOGGY WSTĄPIŁ MĘŻNY DUCH
Owego wieczoru zjawiła się u drzwi domu ”Pod Młynem” damulka z dużym koszykiem przewieszonym przez ramię. Gdy otworzyła kosz, ukazało się całe bogactwo koronek, kapturków, wachlarzy, klamerek, kulistych mydełek i innych cudów, które rozsypały się tworząc jakby kwietny dywan o takim blasku, że olśnił oczy Moggy wyglądającej przez okno gabinetu.
— Czy łaskawa pani chciałaby sobie coś wybrać? — spytała przekupka.
Moggy pomyślała, ze towary te były zapewne zbyt drogie dla jej kieszeni, lecz nie mogła się powstrzymać, by nie spoglądać tęsknym wzrokiem przez okno i nie zapytać o ceny owych ślicznych ozdób.
Wreszcie zawołała Betty, po czym obie służące przebadały razem całą zawartość koszyka. W końcu przekupka przedstawiła im cudną tombakową broszę wysadzaną półtuzinem błyszczących klejnotów z rżniętego szkła i po dłuższych targach, w których przejawił się cały spryt kobiet, doszły w końcu do porozumienia; Moggy pobiegła do kuchni po pieniądze, które leżały w mosiężnej tabakierce umieszczonej w cynowej czarce na kredensie kuchennym.
Gdy liczyła pieniądze odkładając niepotrzebne monety, zasuwka drzwi kuchennych podważona została od zewnątrz, a drzwi ktoś pchnął i szarpnął.
Choć ostatnie czerwone blaski zachodzącego po burzy słońca przeświecały przez liście bluszczu oplatającego kuchenne okno, cała groza ostatniej nocy odżyła w jednej chwili i dziewczyna z pobladłą twarzą utkwiła wzrok w drzwiach oczekując bez tchu tego, co miało nastąpić.
Zgodnie z surowym nakazem doktora Toole'a drzwi były zaryglowane i zamknięte od wewnątrz na klucz. Nie było próby użycia przemocy, dało się jednak słyszeć gwałtowne pukanie, więc Moggy, ośmielona dochodzącymi z okna małego saloniku głosami Betty i sprzedawczyni owych cudów, jak również bursztynowym słonecznym światłem na szeleszczących liściach bluszczu oraz głośnym wieczornym przekomarzaniem się wróbli, nabrała otuchy i spytała ostro:
— Kto tam?
Jęczący głos żebraka poprosił o wpuszczenie do środka.
— Nie możesz wejść, bo dom jest zamknięty na noc — odparła kucharka.
— Dziwna to godzina jak na ryglowanie drzwi na noc — zauważył nieznajomy.
— Bardzo dziwna, ale tak już jest — odpowiedziała.
— Lecz ja mam wiadomość dla waszej pani — nalegał nieznajomy.
— Od kogo? — spytała strażniczka domu.
— To wino w podarunku, doprawdy.
— Od kogo? — powtórzyła, czując się znów nieswojo.
— Och! Kobieto, czy chcesz je wziąć, czy nie?
— Przyjdź rano, dobry człowieku — powiedziała Moggy — bo noga twoja nie stanie dziś wieczór w tym domu.
— I mam to powtórzyć tym, którzy mnie przysłali?
— Ni mniej, ni więcej — odparła.
www.belloeforte.pl