Dom przy cmentarzu, T.II cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
(strona 1)
" zginę w ogniu piekielnym, lecz wejdą do środka w ten czy inny sposób! — Lepiej pani uczyni, jeśli nie będzie się pani wdzierała siłą do cudzego domu, również lepiej powstrzymać się od włamania; może pani sobie łomotać..."
(strona 2) " — Wystarczy, już je ma. Dziękuję, moja panno — rzekł domniemany prawnik z szerokim uśmiechem. — A teraz, madame, powinniśmy udać się do Sądu dla Spraw Spadkowych. Mary Matchwell uśmiechnęła się swym bladym, złośliwym..."
(strona 3) " podoba mi się to. Bardzo możliwe, że to wszystko jest prawdą jak święta Ewangelia. Są oni najbardziej diaboliczną parą, jaką kiedykolwiek widziałem chodzącą na wolności, niech ich licho porwie. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby byli..."
(strona 4) " Nie zbaczając nigdzie po drodze, mały doktor zajechał prosto do Ringsend i ściągnął wodze przed drzwiami pana Łukasza Gamble'a na Blind Quay, doradcy prawnego zmarłego Charlesa Nuttera, i zeskoczywszy na ziemię, zakołatał do drzwi...."
(strona 5) " Jego towarzysz wyciągnął rękę ku papierom. — Mniejsza o to! — rzekł adwokat — to silnie umocni M.M. w jej występnej działalności. — A któż to jest M.M.? — spytał Toole. — Kiedy doręczono te zawiadomienia, doktorze? —..."
(strona 6) " — Tak, tak... biedny Charles... biedny Nutter. Czy wybiera się pan na śledztwo? — spytał Gamble i nagle urwał z wielce przerażoną miną i lekkim skinieniem wyciągniętej ręki, jak gdyby coś ujrzał, W owej nagłej zmianie w wyrazie..."
(strona 7) " Po czym, nie oglądając się za siebie, pośpiesznie wyszedł, roztargniony, do zakurzonego przedpokoju. — Niech pan włoży pelerynę, sir, proszę pamiętać o swym kaszlu, wie pan, powietrze na ulicy jest ostre — powiedział z chytrym..."
(strona 8) " ROZDZIAŁ LXXV JAK PEWIEN GENTLEMAN ZŁOŻYŁ WIZYTĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I PRZECZYTAŁ TAM USTĘP W STAREJ GAZECIE Po wczesnym śniadaniu Dangerfield siedział jak zwykle przy biurku i pisał listy, podczas gdy starannie porozdzielane..."
(strona 9) " i zagadkowej twarzy o okrągłych, oprawnych w srebro oczach i o ustach, które drgały nieznacznie przybierając wyraz wzgardy, jakiego Mervyn nigdy przedtem nie dostrzegł. — A więc ośmielam się prosić pana o ujawnienie lub opowiedzenie..."
(strona 10) " go widuje. A może wysłalibyśmy kogoś po niego, sprowadzili go tu i dowiedzieli się wszystkiego? — rzekł Dangerfield, który wydawał się wielce ubawiony całą tą sprawą. — Opuścił on miasto, sir, ostatniej nocy. Mam powody, by..."
(strona 11) " Mervyn skłonił się przepraszająco i nastąpiła cisza; po chwili jednak skorzystał z pozwolenia swego gospodarza, by zadać pytanie: — Wspomniał pan Ironsa, zakrystiana, panie Dangerfield, i stwierdził pan, że widuje on Charlesa..."
(strona 12) " — Chcę powiedzieć, sir, t o, że powiadomiono mnie, iż on żyje i może uwolnić pamięć mego ojca od okropnego posądzenia, jakie na nim ciąży. Pan wie, kim jestem? — Tak, sir, lord Castlemallard powiedział mi. — I życie..."
(strona 13) " przedmiot moich poszukiwań, żyje — powiedział Mervyn. — Hę! To nie przyszło mi do głowy — odparł Dangerfield okazując rozbawienie jedynie na tyle, na ile dawało się to pogodzić z przeciętnie dobrym wychowaniem — lecz mogę w..."
(strona 14) " ROZDZIAŁ LXXVI JAK ZDOBYTY ZOSTAŁ ZAMEK I JAK W PANNĘ MOGGY WSTĄPIŁ MĘŻNY DUCH Owego wieczoru zjawiła się u drzwi domu ”Pod Młynem” damulka z dużym koszykiem przewieszonym przez ramię. Gdy otworzyła kosz, ukazało się całe..."
(strona 15) " Po tych słowach usłyszała ciężkie kroki dudniące na bruku i próbowała dojrzeć oddalającą się postać, lecz nie spostrzegła niczego, choć przycisnęła policzek do szyby. Usłyszała jednak, że ów człowiek pogwizduje idąc, co ją..."
(strona 16) " prześlizgnęła się ramieniem pod ramą okienną, mocno stanęła stopą na podłodze i już cała, wraz z głową, znalazła się we wnętrzu mieszkania. Nieomal w tej samej chwili ukazał się za nią jakiś człowiek o złym wyrazie twarzy,..."
(strona 17) " klucz, a później poczęła walić krzesłem w podłogą, wzywając w obłędnej halucynacji nie wiadomo kogo czy co na pomoc. Wreszcie Brudny Davy z odpowiednim namaszczeniem odczytał głośno służącym kopie, jak stwierdził, urzędowych..."
(strona 18) " gdzie jest pani Sarah Harty? Musi się spakować i wynieść stąd. — Och, madame, na Boga, biedna nasza pani. — Ja jestem waszą panią, kocmołuchu. — Pani, o Boże, jest bardzo chora. — Gdzież ona jest? — W swym pokoju, proszą pani..."
(strona 19) " by zamknęła na klucz drzwi pokoju i nie wpuszczała ciebie ani twojej zgrai z piekła rodem, a następnie udam się tam, gdzie fantazja mnie poniesie... tak będzie... do usług łaskawej pani. Co rzekłszy, Moggy oddaliła się z wyzwaniem w..."
(strona 20) " ROZDZIAŁ LXXVII W KTÓRYM PRZEWAŻAJĄ MELODIE IRLANDZKIE Otóż ojciec Roach zamieszkiwał pierwszy dom przy Chapel Lane, która składała się z dwóch domów i, jak z tego widać, nie była zbyt długa. Drzwi wejściowe..."
(strona 21) " ma, pięćdziesiąt i była wdową po krawcu — sama nadzwyczaj czuła na pieniądze i doprowadzona niemal do szaleństwa przez niedorzeczny wykaz dłużników zapisanych w księgach i niewyczerpane pomysłowe sztuczki, do których uciekał się..."
(strona 22) " woli zmarłego Tymoteusza Wełny z High Street, krawca, itd., itd., która była okrutną przyczyną uwięzienia pana Mahony. Poczciwy ojciec Roach, wzorowy celibatariusz, był szarmancki wobec kobiet, a mając dar wymowy, roztoczył przed oczyma..."
(strona 23) " młoda jak i nowożeniec, oboje byli ”dawnej wiary” — układ został zatwierdzony i oto kobziarz wraz z panem młodym w hucznym unisono śpiewali, aż trzeszczały krokwie dachu, Hymen, Hymen, o Hymenoe! Pośrodku owych radosnych..."
(strona 24) " ROZDZIAŁ LXXVIII W SALONIE OJCA ROACHA NADAL PANUJE HARMONIA, LECZ DYSONANSE ROZLEGAJĄ SIĘ GDZIE INDZIEJ, A DOKTOR TOOLE POWRACA RANKIEM ZE ZDUMIEWAJĄCYM ZASOBEM WIADOMOŚCI Dobrzy ludzie, którzy rozgościli się w domostwie biednego..."
(strona 25) " dowej śmierci. Niechaj odda tysiąc funtów... to będzie słuszne... a resztę jej daruję. Lecz jeśli nie zechce, poślę ją do więzienia i tam może zgnić, jeśli chodzi o mnie. — Proszę zrozumieć, sir — ciągnął adwokat —..."
(strona 26) " Pata Morana przechodzącego przez drzwi w ciemnym przedpokoju. — To pan Moran, najbardziej godny szacunku muskularny mężczyzna, który przybył tu, aby pilnować własności pani Sally Nutter, madame, nasz dobry przyjaciel i sąsiad, madame..."
(strona 27) " ścią. Przerażona Sally rozpoznała miękki, poczciwy akcent irlandzki ojca Roacha. Jej paniczny strach był tak gwałtowny, że niemal zapomniała o zmartwieniu. Ojciec Roach pocieszył biedaczkę, jak umiał, i dodał jej ducha, lecz gdy..."
(strona 28) " kiedyś cios szpadą przez prawe ramię, była tam bardzo wyraźna blizna; wreszcie, stracił dwa zęby. Otóż, zębów istotnie nie było, lecz trzech zamiast dwóch, a gdy obnażono kość ręki, okazało się bez żadnej wątpliwości, że..."
(strona 29) " co byłoby ciężkim ciosem dla nieszczęsnej pani Nutter, itd., itd.” — Ta Mary Matchwell, jak mi się wydaje, powinna znaleźć się w więzieniu za napad na Sturka; jej bilet wizytowy, jak wiesz, znaleziono w błocie obok niego, a jest..."
(strona 30) " — Tyś nie powiedział... ty nie, z pewnością. Stawiam ci tu dziesięć pensów, jeśli wszyscy plotkarze w mieście nie znają już tej bajki na pamięć... Ładną historię z tego zrobisz tymi twoimi kłamstwami i wścibstwem. Gdyby to..."
(strona 31) " ROZDZIAŁ LXXIX OPOWIADAJĄCY O TYM, JAK MAŁA LILY ŻYŁA MYŚLĄ O PRZESZŁOŚCI I JAK NIESPODZIEWANIE POCZUŁA SIĘ LEPIEJ Czas płynął, a w stanie zdrowia małej Lilias nie następowała poprawa. Po wieczornym czytaniu Biblii zamykała..."
(strona 32) " — Doprawdy nie wiem, czemu płaczę, kochany ojcze. Twej małej Lily nic nie jest, lecz nie mogą powstrzymać się od płaczu; jestem twą głupiutką małą Lily, wiesz ojcze. Często się zdarzało, że gdy znienacka na nią spojrzał,..."
(strona 33) " Chcieli go tedy wziąć do łodzi, a natychmiast łódź przypłynęła do ziemi, do której jechali”. Podobnie jest z kruchą barką śmiertelności i drżącym duchem przez nią unoszonym. Gdy ”zapadł zmrok i morze burzyć się poczyna”..."
(strona 34) " i mówiła do niej; Lily uśmiechała się radośnie, żartowała i była czarująca jak dawniej. Gdy poczciwy proboszcz wrócił owego wieczoru do domu, powitała go tak mile jak niegdyś i choć słysząc jego kroki na schodach, nie mogła..."
(strona 35) " ROZDZIAŁ LXXX W KTÓRYM DWÓCH ZNAJOMYCH W NIEOCZEKIWANY I CUDOWNY SPOSÓB ZAWIERA PRZYJAŹŃ NA CMENTARZU, A PAN DANGERFIELD PALI FAJKĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I POSTANAWIA, ŻE NIEMI WINNI PRZEMÓWIĆ W niedzielę, po kazaniu i..."
(strona 36) " — Jestem panu głęboko zobowiązany, sir... głęboko... — powiedział Mervyn z ożywieniem. — Jestem ogromnie rad, sir. Chodzi tu o Charlesa Archera. Przypomniałem sobie po naszym ostatnim spotkaniu o pewnym dokumencie dotyczącym jego..."
(strona 37) " — Rozumiem, sir... Sądzę, że rozumiem; lecz kim wobec tego był ów winowajca, który zabił pana... och! Jak on się nazywał... ów nieboszczyk... wie pan? — Cóż, wahałbym się zabierać głos w tej sprawie, sir. W tej chwili mogę..."
(strona 38) " sprzed zaledwie kilku minut, i potrząsnął z wylewną serdecznością. I tak oto nad starym grobem rodu Lowe wymienili obaj uścisk ręki tak szczery, jak nigdy przedtem; Dangerfield, biały i promieniejący, uścisnął dłoń Mervyna z..."
(strona 39) " Jeśli niektórzy ludzie mieli wówczas widzenia, inni śnili. Niegdyś wśród podobnej nawałnicy o północy, uroczysty i wyzywający dźwięk świętych dzwonów z wysokości wieży opactwa wywołałby zamieszanie pośród uskrzydlonych..."
(strona 40) " dok publiczny w otwartej trumnie z wielkim bukietem na piersiach, na kontynentalną modłę — przypomniał sobie, że tak było w wypadku pewnego surowego, tęgiego duchownego we Florencji. Trumna stała na kozłach w nawie kościoła w..."
(strona 41) " zwolić im cieszyć się ich rajem! Straciłem całą przezorność i zdrowy rozsądek pod wpływem przeklętego zaślepienia. Ta urodziwa, bezczelna dziewoja, panna Gertruda, dobrze byłoby ją posiąść i upokorzyć, lecz... lecz nie jest to..."
(strona 42) " ROZDZIAŁ LXXXI W KTÓRYM PAN DANGERFIELD PRZYJMUJE GOŚCIA I IDZIE W ODWIEDZINY Dangerfield wyszedł i uprzejmie powitał swego gościa, którym okazał się pan sędzia Lowe. — Witam pana. Proszę zsiąść i wejść. Hej, Doolan, zajmij..."
(strona 43) " Następnie żwawo, swoim zwyczajem, rycerz w lśniących okularach ubrał się starannie i po kilku minutach dostrzec można było jego trójgraniasty kapelusz przesuwający się wzdłuż ogrodzenia w kierunku Chapelizod. Rzucił spojrzenie w..."
(strona 44) " giej stronie ulicy nie mogły Sturka wyrwać z owego strasznego snu. — Możesz zejść na dół, moja droga — zwrócił się pan Dangerfield do młodej dziewczyny, która milcząco uniosła się z krzesła, gdy weszli do pokoju — za pani..."
(strona 45) " przemówił. To ostatnie, madame, może mieć znacznie większe następstwa, niż pani, być może, zdaje sobie sprawę. Biedna mała pani Sturk była bardzo Wada i oddychała ciężko przyciskając rękę do serca. — Uczyniłem wszystko, co..."
(strona 46) " ROZDZIAŁ LXXXII PAN PAUL DANGERFIELD SKŁADA WYRAZY USZANOWANIA I PRAWI KOMPLEMENTY W BELMONT, GDZIE POJAWIAJĄ SIĘ RÓWNIEŻ I INNI GOŚCIE Nim pan Dangerfield udał się do miasta konno drogą przez most do Palmerstown, zsiadł przed..."
(strona 47) " doków powodzenia, uczyni pan dobrze odjeżdżając tam, dokąd wzywają pana interesy lub rozrywki — rzekła ciotka Becky nieco wyniośle. — Co za fircyk! — powiedziała papuga — Kłamiesz, ty psie! — Ani interesy, madame, ani..."
(strona 48) " choć pańskie postanowienie zaskoczyło mnie. Moja bratanica okazała się w tym względzie tak przewrotna, przyznaję, że nie widzę obecnie prawdopodobieństwa jakiejkolwiek zmiany i istotnie nie bardzo ją pojmuję; bardzo możliwe, że nie..."
(strona 49) " dobnym duchem chrześcijańskiego miłosierdzia! — zawołała ciotka Becky bardzo serdecznie. — Słyszałam o dobroci, jaką okazał pan nieszczęśliwej rodzinie doktora Sturka... biedny, nieszczęsny człowiek! — Drobnostka, madame —..."
(strona 50) " i, jak to w latach szkolnych śpiewał Homer żałobną prawdę w nasze chłopięce ucho: ”jak pokolenia leśnych liści, tak następują po sobie pokolenia ludzkie”, zaledwie zniknął Dangerfield ze swą kwiecistą wymową i sfrunął..."
(strona 51) " gotów wyświadczyć mi uprzejmość — (Nacisk położony na to słowo był strzałem wymierzonym w biednego Puddocka). — Czy mogę więc prosić pana, by zechciał pan pójść na ganek i rozejrzeć się, czy nie ma tam gdzieś tego biednego..."
(strona 52) " dbać? Pan tego dowiódł... pana to nie obchodzi, poruczniku Puddock, i nigdy pana nie obchodziło. I nie czekając odpowiedzi ciotka Becky wybiegła z salonu i udała się na górę do swej sypialni, gwałtownie zatrzaskując za sobą drzwi...."
(strona 53) " pan... pan nie zna świata, Puddock... Lepiej pan uczyni zdając się na mnie, widzi pan. Wobec tego przypuszczam, że możemy już stąd odejść... nie ma sensu czekać dłużej. I z niezadowoleniem, ociągając się, wytworny kapitan, za..."
(strona 54) " ROZDZIAŁ LXXXIII RYCERZ W SREBRNYCH OKULARACH ZAWIERA ZNAJOMOŚĆ Z MĘDRCEM CZARNYM DILLONEM I NARADZA SIĘ Z NIM W MIEJSCU JEGO ODOSOBNIENIA W owym czasie pojawił się w Dublinie narwany geniusz medycyny, młody chirurg zwany Czarnym..."
(strona 55) " czony szlafrok, poplamiony na piersiach winem i ponczem. Jego własne czarne włosy, zakurzone i zaniedbane, jakby ich w ogóle nie tknął po wygrzebaniu się z łóżka, zebrane były z tyłu w węzeł. Wielkie czerwone i brudne ręce z palcami..."
(strona 56) " Jakakolwiek była to suma, otrzymali osobny pokój. Chirurg, który w widoczny sposób niechętnie pozostawił swój ”kusztyczek” w towarzystwie gentlemana w kapeluszu i owego drugiego bez peruki, z ciekawością przypatrywał się..."
(strona 57) " chem, rozprostował ramiona i przeciągnął się. Po krótkiej chwili milczenia spytał: — Czy może mi pan opisać ten przypadek, tak jak opisał go pan sir Hughowi Skeltonowi? — Oczywiście, sir, lecz opieram się na opisie i terminologii..."
(strona 58) " — Lecz w tym przypadku — rzekł Czarny Dillon — nie ma żadnej szansy, rozumie pan, żadnej szansy, dobrej, złej, żadnej, w ogóle żadnej. — Lecz ja wierzę że jest — odparł stanowczo Dangerfield. — Pan wierzy, lecz j a wiem...."
(strona 59) " ROZDZIAŁ LXXXIV W KTÓRYM CHRISTIANA ODCHODZI, A DAN LOFTUS POWRACA DO DOMU Owego wieczoru Lily Walsingham wcześnie poczuła się zmęczona i chętniej niż zwykle położyła się do łóżka. Jej starej, kochającej niani Sally wydało..."
(strona 60) " ich wesołą towarzyszką, stała się nagle tak przerażająco anielska w nieziemskim blasku śmierci. — Któż by pomyślał, że koniec był tak bliski, madame — powiedziała służąca — biedactwo! Choć, co prawda, wosk stopił się..."
(strona 61) " Jestem przekonany, że zrozumiał on to, bowiem przywiązanie i szacunek potrafią ujawnić się w ten czy inny sposób. Zapytania szeptane przy drzwiach, propozycje drobnych i bezużytecznych usług czynione ukradkiem wobec służby i tym..."
(strona 62) " — Jest u siebie w gabinecie, sir. Dzięki Bogu, że pan przyszedł. Jestem pewien, że zechce pana widzieć... spytam go. Dan wszedł do salonu. Wyjrzał przez okno, by popatrzeć na kwiaty, a później przeniósł wzrok na klawikord Lily i jej..."
(strona 63) " dział po chwili. — Wydaje mi się, Danie, że mógłbym patrzeć na nią przez całą wieczność. Nie przypuszczam, by to była stronniczość, wydaje mi się jedynie, że nigdy nie było na świecie... nigdy nie widziałem istoty takiej jak..."
(strona 64) " ROZDZIAŁ LXXXV W KTÓRYM WIEŚĆ DOCIERA DO USZU KAPITANA DEVEREUX, A PAN DANGERFIELD SPOTYKA PO OBIEDZIE STAREGO PRZYJACIELA Tego wieczoru, gdy owa wielka żałość nawiedziła dom ”Pod Wiązami”, kapitan Ryszard Devereux, który nic..."
(strona 65) " re dźwięczą jednocześnie w naszych uszach: requiem organów i niewyraźna katarynkowa melodia naszego zwykłego, codziennego życia. Niekiedy przeważa ta ostatnia. Dopiero znalazłszy się na krańcu mostu, Devereux zbudził się. Nie..."
(strona 66) " wkrótce nadejść, albowiem wyznaczył godziną drugą na obejrzenie zarodowej klaczy Fagana. Wreszcie Spaight istotnie się pokazał. Toole, którego sprawy zatrzymały w okolicy, przyjechał do miasteczka z Leixlip, zsiadł z konia i..."
(strona 67) " by. Nie mógłby tego odwołać, rozumie pan, podając tę przyczynę, ponieważ nie jest krewnym, wie pan... i... i na mą duszę, sam wolałbym nie iść tam właśnie teraz. Tegoż wieczoru o godzinie piątej w ”Królewskim Domu” zebrało..."
(strona 68) " nią wspominał swe własne niepowodzenia. Lowe zaproponował wychylenie pełną szklanicą zdrowia dzielnego oficera, pułkownika Strafforda, otrzymawszy uprzednio jego zezwolenie, i skorzystał z tej sposobności, by wspomnieć o wdzięczności..."
(strona 69) " — Jeśli pan Dangerfield istotnie chce tu pozostać, powinien starać się o mandat sędziego pokoju — powiedział pan Lowe, gdy tylko drzwi się zamknęły. — Musimy podsunąć mu tę myśl. Twierdzę stanowczo, że nigdy nie spotkałem..."
(strona 70) " — Tak samowolne bydlę jak on może stawić się zarówno na wyznaczoną godzinę, jak i później. Ruszył więc szybko, wszedł po schodach do domu Sturka i zapukał. — Doktor z Dublina nie przybył jeszcze, co? — spytał. — Nie, sir,..."
(strona 71) " panie, odważny... mów wszystko, co wiesz... nadszedł już czas, by uderzyć. Świadectwu twemu, jakie mi przedstawiłeś, nadam odpowiednią formę; przyjdź do mnie jutro rano o ósmej; i pamiętaj, że wynagrodzę cię tym razem lepiej niż..."
(strona 72) " ROZDZIAŁ LXXXVI W KTÓRYM PAN PAUL DANGERFIELD WCHODZI PO SCHODACH DOMU ”PRZY CMENTARZU” I PODEJMUJE PEWNE KROKI Biała postać przesunęła się przez most jak cień. Rzeka szumiała w dole pogrążona w egipskich ciemnościach...."
(strona 73) " mizelkę; mankiety z wytwornej koronki i fular; kształtna noga lśniła obciągnięta jedwabiem; w blaskach rzucanych przez drogie kamienie, w purpurowej, delikatnej tkaninie ubioru podobny był do Bogacza składającego grzecznościową wizytę..."
(strona 74) " silniejszy dziś rano niż poprzedniego wieczora... dokładnie o dziesiątej... Czy pan tego nie wyczuwa? — Hm... no dobrze, wkrótce, mam nadzieję, madame, będziemy mogli stwierdzić, że wszystko jest na dobrej drodze. A teraz, czy wszystko..."
(strona 75) " było doktorem Sturkiem, później na drzwi. Chwilę stał bez ruchu. — Cóż to jest? — wymamrotał ostro i nasłuchiwał kilka sekund. To tylko któreś z dzieci płakało w dziecinnym pokoju. Głos ucichł. Jednym długim, cichym susem..."
(strona 76) " Twarz jego lśni i jest jakby wilgotna — zauważyła panna Mag z okropną dociekliwością. — Istotnie, panienko, to osłabienie — powiedział Dangerfield. — A pan ocierał mu twarz chusteczką, gdy tu zajrzałam — ciągnęła panna..."
(strona 77) " fieldowi i ucałowawszy panią Sturk, która odżyła słysząc, że to jedynie jej tęgi, uprzejmy sąsiad z przeciwnej strony ulicy, a nie Czarny Doktor Dillon ze swą skrzynką morderczych instrumentów. Gentleman w srebrnych okularach..."
(strona 78) " Pan Dangerfield nie był krzykaczem i nigdy nie czynił hałasu, westchnął więc jedynie przez zaciśnięte zęby, posyłając ku Dublinowi lodowate przekleństwo, sroższe niźli wszystkie wrzaskliwe bluźnierstwa z Donnybrock razem wzięte...."
(strona 79) " ROZDZIAŁ LXXXVII W KTÓRYM DWÓCH TOWARZYSZY PRZEBYWA TÊTE-À-TÊTE W DAWNEJ KWATERZE; WARKOCZ DOKTORA STURKA ZOSTAJE ODCIĘTY I ROZPOCZYNA SIĘ NARADA Szum małego miasteczka podobnie jak pomruk dużego miasta obrazuje cudowną..."
(strona 80) " — Mój drogi Devereux, powtarzam, nie wolno ci mówić w tak gwałtowny sposób. Mówisz... mówisz jak człowiek skończony! — I to ja, tak wolny od trosk! — No cóż, z pewnością, Dicku, przeżyłeś parę zmartwień i rozczarowań i,..."
(strona 81) " — Puddocku, unieś okno, za gorąco tu.. lub zaczekaj, mniejsza z tym; poczytaj książką, Puddock, lubisz czytać, a ja przejdę się nieco ścieżką i gdy wrócę, pogadamy. — Przecież już ciemno — sprzeciwił się gość. — Ciemno?..."
(strona 82) " Devereux dotknął ręką kołnierza Puddocka z szyderczym, lecz zarazem wzruszonym śmiechem. Opanował się jednak i diaboliczna posępność znikła z jego oblicza. Odzyskawszy zwykły wygląd, wsunął milcząco zimną dłoń w rękę..."
(strona 83) " pojmujesz... nie zapominam tego, co obiecałem... będziesz pod każdym względem szczęśliwym człowiekiem po spełnieniu swego obowiązku; a tu masz pół korony do wydania w domu ”Pod Łososiem”. Irons westchnął jedynie i rzekł: — To..."
(strona 84) " — Doktor Toole, proszę pana. — Toole... Toole... on... rozumiem... hej... hola... ech! To dwa diabelne pęknięcia, madame. Niech pani spojrzy... bliżej... widzi pani, tu są dwie zbiegające się rysy... widzi pani? — I srebrną..."
(strona 85) " ROZDZIAŁ LXXXVIII W KTÓRYM PRZYBYWA GOLIBRODA PAN MOORE, A PANOWIE MEDYCY ZAMYKAJĄ DRZWI NA KLUCZ Kobiety niewiele zdołały się dowiedzieć, choć, wyznać trzeba, nie odeszły zbyt daleko od drzwi. Obaj wielcy, siedzący w pokoju..."
(strona 86) " — Narośli, madame... jeśli uniknie zapalenia. Lecz z drugiej strony, madame, możemy uczynić dlań wiele dobrego. Proszę posłuchać, najlepiej będzie, jeśli zejdzie pani na dół lub pójdzie do dziecinnego pokoju, a my wezwiemy panią,..."
(strona 87) " Później nastąpiło długie mamrotanie i: — Krzyżowo, oczywiście. Słowa te wypowiedział doktor Dillon tuż przy drzwiach, do których podszedł, by wziąć ze stołu dodatkową, stojącą tam świecę. Gdy oddalił się od nich, znowu..."
(strona 88) " — Archer... ten łotr... Charles Archer. — Proszę podać filiżankę klaretu z wodą i łyżką... tak, właśnie — rzekł Dillon szorstkim basem. Usłyszała kroki służącej, a później jęk Sturka. — Dobrze, proszę przyjąć..."
(strona 89) " czyno, poproś o chwilę osobistej rozmowy z tym gentlemanem i przynieś odpowiedź z jego własnych ust. Toole oderwał pustą ostatnią kartkę z jakiegoś listu i skreślił na niej te oto słowa: ”Szanowny Panie, Doktor Sturk został..."
(strona 90) " ni z brzytwami w kieszeni, oczekując zapłaty; pachniał przyjemnie whisky, której szklaneczkę dopiero co wychylił za zdrowie i długie życie pana domu — niechaj go Bóg błogosławi — i całej jego rodziny. Doktor Toole spotkał pana..."
(strona 91) " samowity sposób zadowolony, że go widzi. Twarz miał bladą i wychudłą, mówił słabym głosem. — Proszę wziąć pióro i inkaust — rzekł. Oba te przybory jak również papier były przygotowane. — Nie chciał mówić, póki pan nie..."
(strona 2) " — Wystarczy, już je ma. Dziękuję, moja panno — rzekł domniemany prawnik z szerokim uśmiechem. — A teraz, madame, powinniśmy udać się do Sądu dla Spraw Spadkowych. Mary Matchwell uśmiechnęła się swym bladym, złośliwym..."
(strona 3) " podoba mi się to. Bardzo możliwe, że to wszystko jest prawdą jak święta Ewangelia. Są oni najbardziej diaboliczną parą, jaką kiedykolwiek widziałem chodzącą na wolności, niech ich licho porwie. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby byli..."
(strona 4) " Nie zbaczając nigdzie po drodze, mały doktor zajechał prosto do Ringsend i ściągnął wodze przed drzwiami pana Łukasza Gamble'a na Blind Quay, doradcy prawnego zmarłego Charlesa Nuttera, i zeskoczywszy na ziemię, zakołatał do drzwi...."
(strona 5) " Jego towarzysz wyciągnął rękę ku papierom. — Mniejsza o to! — rzekł adwokat — to silnie umocni M.M. w jej występnej działalności. — A któż to jest M.M.? — spytał Toole. — Kiedy doręczono te zawiadomienia, doktorze? —..."
(strona 6) " — Tak, tak... biedny Charles... biedny Nutter. Czy wybiera się pan na śledztwo? — spytał Gamble i nagle urwał z wielce przerażoną miną i lekkim skinieniem wyciągniętej ręki, jak gdyby coś ujrzał, W owej nagłej zmianie w wyrazie..."
(strona 7) " Po czym, nie oglądając się za siebie, pośpiesznie wyszedł, roztargniony, do zakurzonego przedpokoju. — Niech pan włoży pelerynę, sir, proszę pamiętać o swym kaszlu, wie pan, powietrze na ulicy jest ostre — powiedział z chytrym..."
(strona 8) " ROZDZIAŁ LXXV JAK PEWIEN GENTLEMAN ZŁOŻYŁ WIZYTĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I PRZECZYTAŁ TAM USTĘP W STAREJ GAZECIE Po wczesnym śniadaniu Dangerfield siedział jak zwykle przy biurku i pisał listy, podczas gdy starannie porozdzielane..."
(strona 9) " i zagadkowej twarzy o okrągłych, oprawnych w srebro oczach i o ustach, które drgały nieznacznie przybierając wyraz wzgardy, jakiego Mervyn nigdy przedtem nie dostrzegł. — A więc ośmielam się prosić pana o ujawnienie lub opowiedzenie..."
(strona 10) " go widuje. A może wysłalibyśmy kogoś po niego, sprowadzili go tu i dowiedzieli się wszystkiego? — rzekł Dangerfield, który wydawał się wielce ubawiony całą tą sprawą. — Opuścił on miasto, sir, ostatniej nocy. Mam powody, by..."
(strona 11) " Mervyn skłonił się przepraszająco i nastąpiła cisza; po chwili jednak skorzystał z pozwolenia swego gospodarza, by zadać pytanie: — Wspomniał pan Ironsa, zakrystiana, panie Dangerfield, i stwierdził pan, że widuje on Charlesa..."
(strona 12) " — Chcę powiedzieć, sir, t o, że powiadomiono mnie, iż on żyje i może uwolnić pamięć mego ojca od okropnego posądzenia, jakie na nim ciąży. Pan wie, kim jestem? — Tak, sir, lord Castlemallard powiedział mi. — I życie..."
(strona 13) " przedmiot moich poszukiwań, żyje — powiedział Mervyn. — Hę! To nie przyszło mi do głowy — odparł Dangerfield okazując rozbawienie jedynie na tyle, na ile dawało się to pogodzić z przeciętnie dobrym wychowaniem — lecz mogę w..."
(strona 14) " ROZDZIAŁ LXXVI JAK ZDOBYTY ZOSTAŁ ZAMEK I JAK W PANNĘ MOGGY WSTĄPIŁ MĘŻNY DUCH Owego wieczoru zjawiła się u drzwi domu ”Pod Młynem” damulka z dużym koszykiem przewieszonym przez ramię. Gdy otworzyła kosz, ukazało się całe..."
(strona 15) " Po tych słowach usłyszała ciężkie kroki dudniące na bruku i próbowała dojrzeć oddalającą się postać, lecz nie spostrzegła niczego, choć przycisnęła policzek do szyby. Usłyszała jednak, że ów człowiek pogwizduje idąc, co ją..."
(strona 16) " prześlizgnęła się ramieniem pod ramą okienną, mocno stanęła stopą na podłodze i już cała, wraz z głową, znalazła się we wnętrzu mieszkania. Nieomal w tej samej chwili ukazał się za nią jakiś człowiek o złym wyrazie twarzy,..."
(strona 17) " klucz, a później poczęła walić krzesłem w podłogą, wzywając w obłędnej halucynacji nie wiadomo kogo czy co na pomoc. Wreszcie Brudny Davy z odpowiednim namaszczeniem odczytał głośno służącym kopie, jak stwierdził, urzędowych..."
(strona 18) " gdzie jest pani Sarah Harty? Musi się spakować i wynieść stąd. — Och, madame, na Boga, biedna nasza pani. — Ja jestem waszą panią, kocmołuchu. — Pani, o Boże, jest bardzo chora. — Gdzież ona jest? — W swym pokoju, proszą pani..."
(strona 19) " by zamknęła na klucz drzwi pokoju i nie wpuszczała ciebie ani twojej zgrai z piekła rodem, a następnie udam się tam, gdzie fantazja mnie poniesie... tak będzie... do usług łaskawej pani. Co rzekłszy, Moggy oddaliła się z wyzwaniem w..."
(strona 20) " ROZDZIAŁ LXXVII W KTÓRYM PRZEWAŻAJĄ MELODIE IRLANDZKIE Otóż ojciec Roach zamieszkiwał pierwszy dom przy Chapel Lane, która składała się z dwóch domów i, jak z tego widać, nie była zbyt długa. Drzwi wejściowe..."
(strona 21) " ma, pięćdziesiąt i była wdową po krawcu — sama nadzwyczaj czuła na pieniądze i doprowadzona niemal do szaleństwa przez niedorzeczny wykaz dłużników zapisanych w księgach i niewyczerpane pomysłowe sztuczki, do których uciekał się..."
(strona 22) " woli zmarłego Tymoteusza Wełny z High Street, krawca, itd., itd., która była okrutną przyczyną uwięzienia pana Mahony. Poczciwy ojciec Roach, wzorowy celibatariusz, był szarmancki wobec kobiet, a mając dar wymowy, roztoczył przed oczyma..."
(strona 23) " młoda jak i nowożeniec, oboje byli ”dawnej wiary” — układ został zatwierdzony i oto kobziarz wraz z panem młodym w hucznym unisono śpiewali, aż trzeszczały krokwie dachu, Hymen, Hymen, o Hymenoe! Pośrodku owych radosnych..."
(strona 24) " ROZDZIAŁ LXXVIII W SALONIE OJCA ROACHA NADAL PANUJE HARMONIA, LECZ DYSONANSE ROZLEGAJĄ SIĘ GDZIE INDZIEJ, A DOKTOR TOOLE POWRACA RANKIEM ZE ZDUMIEWAJĄCYM ZASOBEM WIADOMOŚCI Dobrzy ludzie, którzy rozgościli się w domostwie biednego..."
(strona 25) " dowej śmierci. Niechaj odda tysiąc funtów... to będzie słuszne... a resztę jej daruję. Lecz jeśli nie zechce, poślę ją do więzienia i tam może zgnić, jeśli chodzi o mnie. — Proszę zrozumieć, sir — ciągnął adwokat —..."
(strona 26) " Pata Morana przechodzącego przez drzwi w ciemnym przedpokoju. — To pan Moran, najbardziej godny szacunku muskularny mężczyzna, który przybył tu, aby pilnować własności pani Sally Nutter, madame, nasz dobry przyjaciel i sąsiad, madame..."
(strona 27) " ścią. Przerażona Sally rozpoznała miękki, poczciwy akcent irlandzki ojca Roacha. Jej paniczny strach był tak gwałtowny, że niemal zapomniała o zmartwieniu. Ojciec Roach pocieszył biedaczkę, jak umiał, i dodał jej ducha, lecz gdy..."
(strona 28) " kiedyś cios szpadą przez prawe ramię, była tam bardzo wyraźna blizna; wreszcie, stracił dwa zęby. Otóż, zębów istotnie nie było, lecz trzech zamiast dwóch, a gdy obnażono kość ręki, okazało się bez żadnej wątpliwości, że..."
(strona 29) " co byłoby ciężkim ciosem dla nieszczęsnej pani Nutter, itd., itd.” — Ta Mary Matchwell, jak mi się wydaje, powinna znaleźć się w więzieniu za napad na Sturka; jej bilet wizytowy, jak wiesz, znaleziono w błocie obok niego, a jest..."
(strona 30) " — Tyś nie powiedział... ty nie, z pewnością. Stawiam ci tu dziesięć pensów, jeśli wszyscy plotkarze w mieście nie znają już tej bajki na pamięć... Ładną historię z tego zrobisz tymi twoimi kłamstwami i wścibstwem. Gdyby to..."
(strona 31) " ROZDZIAŁ LXXIX OPOWIADAJĄCY O TYM, JAK MAŁA LILY ŻYŁA MYŚLĄ O PRZESZŁOŚCI I JAK NIESPODZIEWANIE POCZUŁA SIĘ LEPIEJ Czas płynął, a w stanie zdrowia małej Lilias nie następowała poprawa. Po wieczornym czytaniu Biblii zamykała..."
(strona 32) " — Doprawdy nie wiem, czemu płaczę, kochany ojcze. Twej małej Lily nic nie jest, lecz nie mogą powstrzymać się od płaczu; jestem twą głupiutką małą Lily, wiesz ojcze. Często się zdarzało, że gdy znienacka na nią spojrzał,..."
(strona 33) " Chcieli go tedy wziąć do łodzi, a natychmiast łódź przypłynęła do ziemi, do której jechali”. Podobnie jest z kruchą barką śmiertelności i drżącym duchem przez nią unoszonym. Gdy ”zapadł zmrok i morze burzyć się poczyna”..."
(strona 34) " i mówiła do niej; Lily uśmiechała się radośnie, żartowała i była czarująca jak dawniej. Gdy poczciwy proboszcz wrócił owego wieczoru do domu, powitała go tak mile jak niegdyś i choć słysząc jego kroki na schodach, nie mogła..."
(strona 35) " ROZDZIAŁ LXXX W KTÓRYM DWÓCH ZNAJOMYCH W NIEOCZEKIWANY I CUDOWNY SPOSÓB ZAWIERA PRZYJAŹŃ NA CMENTARZU, A PAN DANGERFIELD PALI FAJKĘ W SPIŻOWYM ZAMKU I POSTANAWIA, ŻE NIEMI WINNI PRZEMÓWIĆ W niedzielę, po kazaniu i..."
(strona 36) " — Jestem panu głęboko zobowiązany, sir... głęboko... — powiedział Mervyn z ożywieniem. — Jestem ogromnie rad, sir. Chodzi tu o Charlesa Archera. Przypomniałem sobie po naszym ostatnim spotkaniu o pewnym dokumencie dotyczącym jego..."
(strona 37) " — Rozumiem, sir... Sądzę, że rozumiem; lecz kim wobec tego był ów winowajca, który zabił pana... och! Jak on się nazywał... ów nieboszczyk... wie pan? — Cóż, wahałbym się zabierać głos w tej sprawie, sir. W tej chwili mogę..."
(strona 38) " sprzed zaledwie kilku minut, i potrząsnął z wylewną serdecznością. I tak oto nad starym grobem rodu Lowe wymienili obaj uścisk ręki tak szczery, jak nigdy przedtem; Dangerfield, biały i promieniejący, uścisnął dłoń Mervyna z..."
(strona 39) " Jeśli niektórzy ludzie mieli wówczas widzenia, inni śnili. Niegdyś wśród podobnej nawałnicy o północy, uroczysty i wyzywający dźwięk świętych dzwonów z wysokości wieży opactwa wywołałby zamieszanie pośród uskrzydlonych..."
(strona 40) " dok publiczny w otwartej trumnie z wielkim bukietem na piersiach, na kontynentalną modłę — przypomniał sobie, że tak było w wypadku pewnego surowego, tęgiego duchownego we Florencji. Trumna stała na kozłach w nawie kościoła w..."
(strona 41) " zwolić im cieszyć się ich rajem! Straciłem całą przezorność i zdrowy rozsądek pod wpływem przeklętego zaślepienia. Ta urodziwa, bezczelna dziewoja, panna Gertruda, dobrze byłoby ją posiąść i upokorzyć, lecz... lecz nie jest to..."
(strona 42) " ROZDZIAŁ LXXXI W KTÓRYM PAN DANGERFIELD PRZYJMUJE GOŚCIA I IDZIE W ODWIEDZINY Dangerfield wyszedł i uprzejmie powitał swego gościa, którym okazał się pan sędzia Lowe. — Witam pana. Proszę zsiąść i wejść. Hej, Doolan, zajmij..."
(strona 43) " Następnie żwawo, swoim zwyczajem, rycerz w lśniących okularach ubrał się starannie i po kilku minutach dostrzec można było jego trójgraniasty kapelusz przesuwający się wzdłuż ogrodzenia w kierunku Chapelizod. Rzucił spojrzenie w..."
(strona 44) " giej stronie ulicy nie mogły Sturka wyrwać z owego strasznego snu. — Możesz zejść na dół, moja droga — zwrócił się pan Dangerfield do młodej dziewczyny, która milcząco uniosła się z krzesła, gdy weszli do pokoju — za pani..."
(strona 45) " przemówił. To ostatnie, madame, może mieć znacznie większe następstwa, niż pani, być może, zdaje sobie sprawę. Biedna mała pani Sturk była bardzo Wada i oddychała ciężko przyciskając rękę do serca. — Uczyniłem wszystko, co..."
(strona 46) " ROZDZIAŁ LXXXII PAN PAUL DANGERFIELD SKŁADA WYRAZY USZANOWANIA I PRAWI KOMPLEMENTY W BELMONT, GDZIE POJAWIAJĄ SIĘ RÓWNIEŻ I INNI GOŚCIE Nim pan Dangerfield udał się do miasta konno drogą przez most do Palmerstown, zsiadł przed..."
(strona 47) " doków powodzenia, uczyni pan dobrze odjeżdżając tam, dokąd wzywają pana interesy lub rozrywki — rzekła ciotka Becky nieco wyniośle. — Co za fircyk! — powiedziała papuga — Kłamiesz, ty psie! — Ani interesy, madame, ani..."
(strona 48) " choć pańskie postanowienie zaskoczyło mnie. Moja bratanica okazała się w tym względzie tak przewrotna, przyznaję, że nie widzę obecnie prawdopodobieństwa jakiejkolwiek zmiany i istotnie nie bardzo ją pojmuję; bardzo możliwe, że nie..."
(strona 49) " dobnym duchem chrześcijańskiego miłosierdzia! — zawołała ciotka Becky bardzo serdecznie. — Słyszałam o dobroci, jaką okazał pan nieszczęśliwej rodzinie doktora Sturka... biedny, nieszczęsny człowiek! — Drobnostka, madame —..."
(strona 50) " i, jak to w latach szkolnych śpiewał Homer żałobną prawdę w nasze chłopięce ucho: ”jak pokolenia leśnych liści, tak następują po sobie pokolenia ludzkie”, zaledwie zniknął Dangerfield ze swą kwiecistą wymową i sfrunął..."
(strona 51) " gotów wyświadczyć mi uprzejmość — (Nacisk położony na to słowo był strzałem wymierzonym w biednego Puddocka). — Czy mogę więc prosić pana, by zechciał pan pójść na ganek i rozejrzeć się, czy nie ma tam gdzieś tego biednego..."
(strona 52) " dbać? Pan tego dowiódł... pana to nie obchodzi, poruczniku Puddock, i nigdy pana nie obchodziło. I nie czekając odpowiedzi ciotka Becky wybiegła z salonu i udała się na górę do swej sypialni, gwałtownie zatrzaskując za sobą drzwi...."
(strona 53) " pan... pan nie zna świata, Puddock... Lepiej pan uczyni zdając się na mnie, widzi pan. Wobec tego przypuszczam, że możemy już stąd odejść... nie ma sensu czekać dłużej. I z niezadowoleniem, ociągając się, wytworny kapitan, za..."
(strona 54) " ROZDZIAŁ LXXXIII RYCERZ W SREBRNYCH OKULARACH ZAWIERA ZNAJOMOŚĆ Z MĘDRCEM CZARNYM DILLONEM I NARADZA SIĘ Z NIM W MIEJSCU JEGO ODOSOBNIENIA W owym czasie pojawił się w Dublinie narwany geniusz medycyny, młody chirurg zwany Czarnym..."
(strona 55) " czony szlafrok, poplamiony na piersiach winem i ponczem. Jego własne czarne włosy, zakurzone i zaniedbane, jakby ich w ogóle nie tknął po wygrzebaniu się z łóżka, zebrane były z tyłu w węzeł. Wielkie czerwone i brudne ręce z palcami..."
(strona 56) " Jakakolwiek była to suma, otrzymali osobny pokój. Chirurg, który w widoczny sposób niechętnie pozostawił swój ”kusztyczek” w towarzystwie gentlemana w kapeluszu i owego drugiego bez peruki, z ciekawością przypatrywał się..."
(strona 57) " chem, rozprostował ramiona i przeciągnął się. Po krótkiej chwili milczenia spytał: — Czy może mi pan opisać ten przypadek, tak jak opisał go pan sir Hughowi Skeltonowi? — Oczywiście, sir, lecz opieram się na opisie i terminologii..."
(strona 58) " — Lecz w tym przypadku — rzekł Czarny Dillon — nie ma żadnej szansy, rozumie pan, żadnej szansy, dobrej, złej, żadnej, w ogóle żadnej. — Lecz ja wierzę że jest — odparł stanowczo Dangerfield. — Pan wierzy, lecz j a wiem...."
(strona 59) " ROZDZIAŁ LXXXIV W KTÓRYM CHRISTIANA ODCHODZI, A DAN LOFTUS POWRACA DO DOMU Owego wieczoru Lily Walsingham wcześnie poczuła się zmęczona i chętniej niż zwykle położyła się do łóżka. Jej starej, kochającej niani Sally wydało..."
(strona 60) " ich wesołą towarzyszką, stała się nagle tak przerażająco anielska w nieziemskim blasku śmierci. — Któż by pomyślał, że koniec był tak bliski, madame — powiedziała służąca — biedactwo! Choć, co prawda, wosk stopił się..."
(strona 61) " Jestem przekonany, że zrozumiał on to, bowiem przywiązanie i szacunek potrafią ujawnić się w ten czy inny sposób. Zapytania szeptane przy drzwiach, propozycje drobnych i bezużytecznych usług czynione ukradkiem wobec służby i tym..."
(strona 62) " — Jest u siebie w gabinecie, sir. Dzięki Bogu, że pan przyszedł. Jestem pewien, że zechce pana widzieć... spytam go. Dan wszedł do salonu. Wyjrzał przez okno, by popatrzeć na kwiaty, a później przeniósł wzrok na klawikord Lily i jej..."
(strona 63) " dział po chwili. — Wydaje mi się, Danie, że mógłbym patrzeć na nią przez całą wieczność. Nie przypuszczam, by to była stronniczość, wydaje mi się jedynie, że nigdy nie było na świecie... nigdy nie widziałem istoty takiej jak..."
(strona 64) " ROZDZIAŁ LXXXV W KTÓRYM WIEŚĆ DOCIERA DO USZU KAPITANA DEVEREUX, A PAN DANGERFIELD SPOTYKA PO OBIEDZIE STAREGO PRZYJACIELA Tego wieczoru, gdy owa wielka żałość nawiedziła dom ”Pod Wiązami”, kapitan Ryszard Devereux, który nic..."
(strona 65) " re dźwięczą jednocześnie w naszych uszach: requiem organów i niewyraźna katarynkowa melodia naszego zwykłego, codziennego życia. Niekiedy przeważa ta ostatnia. Dopiero znalazłszy się na krańcu mostu, Devereux zbudził się. Nie..."
(strona 66) " wkrótce nadejść, albowiem wyznaczył godziną drugą na obejrzenie zarodowej klaczy Fagana. Wreszcie Spaight istotnie się pokazał. Toole, którego sprawy zatrzymały w okolicy, przyjechał do miasteczka z Leixlip, zsiadł z konia i..."
(strona 67) " by. Nie mógłby tego odwołać, rozumie pan, podając tę przyczynę, ponieważ nie jest krewnym, wie pan... i... i na mą duszę, sam wolałbym nie iść tam właśnie teraz. Tegoż wieczoru o godzinie piątej w ”Królewskim Domu” zebrało..."
(strona 68) " nią wspominał swe własne niepowodzenia. Lowe zaproponował wychylenie pełną szklanicą zdrowia dzielnego oficera, pułkownika Strafforda, otrzymawszy uprzednio jego zezwolenie, i skorzystał z tej sposobności, by wspomnieć o wdzięczności..."
(strona 69) " — Jeśli pan Dangerfield istotnie chce tu pozostać, powinien starać się o mandat sędziego pokoju — powiedział pan Lowe, gdy tylko drzwi się zamknęły. — Musimy podsunąć mu tę myśl. Twierdzę stanowczo, że nigdy nie spotkałem..."
(strona 70) " — Tak samowolne bydlę jak on może stawić się zarówno na wyznaczoną godzinę, jak i później. Ruszył więc szybko, wszedł po schodach do domu Sturka i zapukał. — Doktor z Dublina nie przybył jeszcze, co? — spytał. — Nie, sir,..."
(strona 71) " panie, odważny... mów wszystko, co wiesz... nadszedł już czas, by uderzyć. Świadectwu twemu, jakie mi przedstawiłeś, nadam odpowiednią formę; przyjdź do mnie jutro rano o ósmej; i pamiętaj, że wynagrodzę cię tym razem lepiej niż..."
(strona 72) " ROZDZIAŁ LXXXVI W KTÓRYM PAN PAUL DANGERFIELD WCHODZI PO SCHODACH DOMU ”PRZY CMENTARZU” I PODEJMUJE PEWNE KROKI Biała postać przesunęła się przez most jak cień. Rzeka szumiała w dole pogrążona w egipskich ciemnościach...."
(strona 73) " mizelkę; mankiety z wytwornej koronki i fular; kształtna noga lśniła obciągnięta jedwabiem; w blaskach rzucanych przez drogie kamienie, w purpurowej, delikatnej tkaninie ubioru podobny był do Bogacza składającego grzecznościową wizytę..."
(strona 74) " silniejszy dziś rano niż poprzedniego wieczora... dokładnie o dziesiątej... Czy pan tego nie wyczuwa? — Hm... no dobrze, wkrótce, mam nadzieję, madame, będziemy mogli stwierdzić, że wszystko jest na dobrej drodze. A teraz, czy wszystko..."
(strona 75) " było doktorem Sturkiem, później na drzwi. Chwilę stał bez ruchu. — Cóż to jest? — wymamrotał ostro i nasłuchiwał kilka sekund. To tylko któreś z dzieci płakało w dziecinnym pokoju. Głos ucichł. Jednym długim, cichym susem..."
(strona 76) " Twarz jego lśni i jest jakby wilgotna — zauważyła panna Mag z okropną dociekliwością. — Istotnie, panienko, to osłabienie — powiedział Dangerfield. — A pan ocierał mu twarz chusteczką, gdy tu zajrzałam — ciągnęła panna..."
(strona 77) " fieldowi i ucałowawszy panią Sturk, która odżyła słysząc, że to jedynie jej tęgi, uprzejmy sąsiad z przeciwnej strony ulicy, a nie Czarny Doktor Dillon ze swą skrzynką morderczych instrumentów. Gentleman w srebrnych okularach..."
(strona 78) " Pan Dangerfield nie był krzykaczem i nigdy nie czynił hałasu, westchnął więc jedynie przez zaciśnięte zęby, posyłając ku Dublinowi lodowate przekleństwo, sroższe niźli wszystkie wrzaskliwe bluźnierstwa z Donnybrock razem wzięte...."
(strona 79) " ROZDZIAŁ LXXXVII W KTÓRYM DWÓCH TOWARZYSZY PRZEBYWA TÊTE-À-TÊTE W DAWNEJ KWATERZE; WARKOCZ DOKTORA STURKA ZOSTAJE ODCIĘTY I ROZPOCZYNA SIĘ NARADA Szum małego miasteczka podobnie jak pomruk dużego miasta obrazuje cudowną..."
(strona 80) " — Mój drogi Devereux, powtarzam, nie wolno ci mówić w tak gwałtowny sposób. Mówisz... mówisz jak człowiek skończony! — I to ja, tak wolny od trosk! — No cóż, z pewnością, Dicku, przeżyłeś parę zmartwień i rozczarowań i,..."
(strona 81) " — Puddocku, unieś okno, za gorąco tu.. lub zaczekaj, mniejsza z tym; poczytaj książką, Puddock, lubisz czytać, a ja przejdę się nieco ścieżką i gdy wrócę, pogadamy. — Przecież już ciemno — sprzeciwił się gość. — Ciemno?..."
(strona 82) " Devereux dotknął ręką kołnierza Puddocka z szyderczym, lecz zarazem wzruszonym śmiechem. Opanował się jednak i diaboliczna posępność znikła z jego oblicza. Odzyskawszy zwykły wygląd, wsunął milcząco zimną dłoń w rękę..."
(strona 83) " pojmujesz... nie zapominam tego, co obiecałem... będziesz pod każdym względem szczęśliwym człowiekiem po spełnieniu swego obowiązku; a tu masz pół korony do wydania w domu ”Pod Łososiem”. Irons westchnął jedynie i rzekł: — To..."
(strona 84) " — Doktor Toole, proszę pana. — Toole... Toole... on... rozumiem... hej... hola... ech! To dwa diabelne pęknięcia, madame. Niech pani spojrzy... bliżej... widzi pani, tu są dwie zbiegające się rysy... widzi pani? — I srebrną..."
(strona 85) " ROZDZIAŁ LXXXVIII W KTÓRYM PRZYBYWA GOLIBRODA PAN MOORE, A PANOWIE MEDYCY ZAMYKAJĄ DRZWI NA KLUCZ Kobiety niewiele zdołały się dowiedzieć, choć, wyznać trzeba, nie odeszły zbyt daleko od drzwi. Obaj wielcy, siedzący w pokoju..."
(strona 86) " — Narośli, madame... jeśli uniknie zapalenia. Lecz z drugiej strony, madame, możemy uczynić dlań wiele dobrego. Proszę posłuchać, najlepiej będzie, jeśli zejdzie pani na dół lub pójdzie do dziecinnego pokoju, a my wezwiemy panią,..."
(strona 87) " Później nastąpiło długie mamrotanie i: — Krzyżowo, oczywiście. Słowa te wypowiedział doktor Dillon tuż przy drzwiach, do których podszedł, by wziąć ze stołu dodatkową, stojącą tam świecę. Gdy oddalił się od nich, znowu..."
(strona 88) " — Archer... ten łotr... Charles Archer. — Proszę podać filiżankę klaretu z wodą i łyżką... tak, właśnie — rzekł Dillon szorstkim basem. Usłyszała kroki służącej, a później jęk Sturka. — Dobrze, proszę przyjąć..."
(strona 89) " czyno, poproś o chwilę osobistej rozmowy z tym gentlemanem i przynieś odpowiedź z jego własnych ust. Toole oderwał pustą ostatnią kartkę z jakiegoś listu i skreślił na niej te oto słowa: ”Szanowny Panie, Doktor Sturk został..."
(strona 90) " ni z brzytwami w kieszeni, oczekując zapłaty; pachniał przyjemnie whisky, której szklaneczkę dopiero co wychylił za zdrowie i długie życie pana domu — niechaj go Bóg błogosławi — i całej jego rodziny. Doktor Toole spotkał pana..."
(strona 91) " samowity sposób zadowolony, że go widzi. Twarz miał bladą i wychudłą, mówił słabym głosem. — Proszę wziąć pióro i inkaust — rzekł. Oba te przybory jak również papier były przygotowane. — Nie chciał mówić, póki pan nie..."
www.belloeforte.pl